Piłkarska I liga: Lech Poznań - GKS Katowice 3:1

Nadzieje na utrzymanie się są już tylko teoretyczne, bo do przedostatniej drużyny GKS traci już 10 punktów! Nasz zespół pogrążyli jego dwaj byli piłkarze: Krzysztof Gajtkowski i Piotr Świerczewski
I liga. Lech Poznań - GKS Katowice 3:1

Stracili już naprawdę ostatnią szansę?



Nadzieje na utrzymanie się są już tylko teoretyczne, bo do przedostatniej drużyny GKS traci już 10 punktów! Nasz zespół pogrążyli jego dwaj byli piłkarze: Krzysztof Gajtkowski i Piotr Świerczewski

Katowiczanie przegrali wszystkie wiosenne mecze przed przyjazdem do Poznania, jednak uważali, że w każdym spotkaniu byli krzywdzeni przez sędziów. Dlatego na zaległy mecz w Poznaniu wyszli z pięciominutowym opóźnieniem. Zgodnie z przepisami mieli do tego prawo. Czy coś wskórali? Trudno powiedzieć, ale w 29. min sędzia Podgórski spojrzał na zespół z Katowic przychylnym okiem i nie podyktował rzutu karnego dla Lecha po starciu Pawła Pęczaka z Mariuszem Mowlikiem.

Poznaniacy od początku grali słabiutko. Starali się zdobyć bramkę na skróty - nie po składnej, wypracowanej akcji, ale raczej po strzale z dystansu. Szukali gola takiego jak ten Macieja Scherfchena z sobotniego meczu z Zagłębiem Lubin. Próby strzałów z dalszej odległości, nawet z 40 m, były jednak złym pomysłem, bo debiutujący w lidze bramkarz GKS-u Piotr Leciejewski nie mylił się przy uderzeniach lechitów. 20-letni zawodnik grał jednak bardzo niepewnie przed swoją bramką. Nie łapał piłek, wybijał je na oślep, nawet przy wznowieniach posyłał piłkę na aut.

W polu karnym mylili się także jego koledzy. W 25. min Paweł Sasin dośrodkował pod bramkę, a nerwowi obrońcy Katowic przedłużyli podanie pod nogi Krzysztofa Gajtkowskiego. Były napastnik "Gieksy" był do tego czasu najsłabszym piłkarzem Lecha, ale prezentu nie zmarnował.

Można było mieć nadzieję, że strzelec gola zacznie grać lepiej. Wcześniej brakowało mu dynamiki, biegał z piłką w stronę własnej bramki.

Nic z tego! O wiele lepiej zaczęli spisywać się jego koledzy.

Prowadzenie dodało lechitom pewności siebie i przez kilkanaście minut demonstrowali oni całkiem ładny futbol. Wyróżniającym się piłkarzem "Kolejorza" (zresztą przez całe spotkanie) był Sasin, w kilku akcjach nieźle zagrał Zbigniew Zakrzewski. GKS został zepchnięty pod własną bramkę, ale uniknął straty drugiego gola.

Katowiczanie, wbrew zapowiedziom, że nie będą się kurczowo bronić, niemal nie przekraczali połowy boiska. Ale gdy już im się to udało, wyprowadzane kontrataki były groźne. Po jednym z nich padła wyrównująca bramka, która była nagrodą dla ambitnych graczy. Grzegorz Górski popędził do straconej - wydawało się - piłki, oszukał Ariela Jakubowskiego (źle blokował dostęp do piłki) i podał idealnie do Dawida Plizgi. Ten po rykoszecie pokonał Piątka.

Poznaniacy podnieśli się jednak po stracie gola, a do walki o zwycięstwo zachęcił ich Świerczewski. Największy wojownik Lecha powalił dwóch rywali i znalazł się sam na sam z Leciejewskim. Świerczewski nawet nie dał rywalowi czasu na zastanowienie i potężnym strzałem zdobył swojego pierwszego gola dla Lecha. Chwilę potem mogło być 3:1, ale Zakrzewskiemu zabrakło precyzji i posłał piłkę nad bramką.

Po zmianie stron widowisko było jeszcze gorsze. Mniej więcej po godzinie gry GKS wreszcie niemrawo zaatakował, ale lechici byli tak słabi, że nie potrafili nawet skutecznie go skontrować. Katastrofalnie spisywali się napastnicy - zarówno Piotr Reiss, jak i Zakrzewski. Niewiele lepiej spisywał się rezerwowy Marcin Wachowicz, którego wejście na boisko okazało się kompletnym niewypałem.

W ostatnich 10 minutach, gdy oba zespoły straciły po piłkarzu (czerwone kartki dla Tadeusza Bartnika i Mariusza Mowlika), poziom meczu był już nie do wytrzymania. Lepiej w tej sytuacji poczuli się katowiczanie, bo to nie pierwszy mecz w tej rundzie, który kończyli w niepełnym składzie. Ambitnie zaatakowali Lecha, spowodowali trochę zamieszania w polu karnym, ale nadziali się na dwie kontry. Najpierw Świerczewski w sytuacji sam na sam trafił piłką w rezerwowego bramkarza GKS-u Mateusza Sławika. Jednak chwilę później idealnie podał do Damiana Nawrocika, który nie zmarnował szansy.

LECH POZNAŃ3 (2)
GKS KATOWICE1 (1)
Strzelcy bramek

Lech: Gajtkowski (25., po podaniu Sasina), Świerczewski (43., po podaniu Reissa), Nawrocik (90.+2, po zagraniu Świerczewskiego).

GKS: Plizga (38., po podaniu Górskiego).

Składy

Lech: Piątek - Jakubowski, Kuś Ż, Mowlik Ż Ż Cz (82.), Lasocki - Zakrzewski (68. Nawrocik), Scherfchen, Świerczewski, Sasin (85. Topolski) - Gajtkowski (59. Wachowicz), Reiss.

GKS: Leciejewski (46. Sławik) - Pęczak Ż, Markowski, Bartnik Ż Ż Cz (81.)- Andruszczak (68. Krauze), Widuch, Czerwiec, Wijas, Górski - Kmiecik (46. Mielnik), Plizga.

Sędzia: Mariusz Podgórski (Wrocław).

Widzów: ok. 6000.



LECH - GKS

12strzały9
9strzały celne5
19faule21
9rzuty rożne5
3spalone6


Zdaniem trenerów

Czesław Michniewicz (Lech): - Moi zawodnicy grali pod ogromną presją. Nawet jak prowadzili 2:1, to zerkali na zegar. GKS chyba już nie ma powodów, żeby opóźniać wyjście na następny mecz. Sędzia gwizdał dziś dobrze.

Jan Furtok (GKS): - Ten protest zawodników nie miał wcale sugerować, że sędziowie nas "kręcą", tylko że są słabi. Ale dzisiaj pan Podgórski był najlepszy na boisku. Mecz nerwowy, taki szarpany, nie stał na wysokim poziomie.

not. pele