Lech Poznań - GKS Katowice 3:1 (2:1)

Mierne widowisko w wykonaniu dwóch najsłabszych drużyn w lidze
Pojedynek z GKS Katowice pokazał, że Lech Poznań nieprzypadkowo jest w strefie spadkowej. Po słabym meczu "Kolejorz" wygrał, a GKS pogrążyli jego dwaj byli piłkarze. Poznaniakom nie udało się opuścić przedostatniej pozycji w tabeli

Katowiczanie przegrali wszystkie wiosenne mecze przed przyjazdem do Poznania, jednak uznali, że w każdym spotkaniu byli krzywdzeni przez sędziów. Dlatego na zaległy pojedynek w Poznaniu wyszli z pięciominutowym opóźnieniem. Zgodnie z przepisami mieli do tego prawo. Czy coś wskórali? Trudno powiedzieć, ale w 29. min sędzia Podgórski spojrzał na zespół z Katowic przychylnym okiem i nie podyktował rzutu karnego dla Lecha po starciu Pawła Pęczaka z Mariuszem Mowlikiem.

Poznaniacy od początku grali słabiutko. Starali się zdobyć bramkę "na skróty" - nie po składnej, wypracowanej akcji, ale raczej po strzale z dystansu. Szukali gola, takiego jak ten Macieja Scherfchena z sobotniego meczu z Zagłębiem Lubin. Tyle że GKS jest wyjątkowo słabym rywalem i, grając rozsądnie, można było się pokusić o pokazanie przewianym kibicom kilku efektownych zagrań. Udowodnić, że Lech w dole tabeli to nieporozumienie. Próby strzałów z dystansu, nawet z 40 m były złym pomysłem, bo niedoświadczony bramkarz GKS Piotr Leciejewski nie mylił się przy takich uderzeniach lechitów. 20-letni golkiper grał jednak bardzo niepewnie przed swoją bramką. Nie łapał piłek, wybijał je na oślep, nawet przy wznowieniach posyłał piłkę na aut.

W polu karnym mylili się także jego koledzy. W 25. min Paweł Sasin dośrodkował pod bramkę, a spanikowani obrońcy z Katowic przedłużyli podanie pod nogi Krzysztofa Gajtkowskiego. Były napastnik "Gieksy" był do tego czasu najsłabszym piłkarzem Lecha, ale prezentu katowiczan nie zmarnował. Można było mieć nadzieję, że strzelec gola zacznie grać lepiej. Wcześniej brakowało mu dynamiki, biegał z piłką w stronę własnej bramki.

Nic z tego! O wiele lepiej zaczęli spisywać się jego koledzy. Prowadzenie dodało im pewności siebie i przez kilkanaście minut oglądaliśmy całkiem ładny futbol w wykonaniu poznaniaków. Wyróżniającym się piłkarzem "Kolejorza" (zresztą przez całe spotkanie) był Sasin, grę starali się kontrolować Świerczewski z Scherfchenem. GKS został zepchnięty pod własną bramkę, ale uniknął straty drugiego gola.

Katowiczanie, wbrew zapowiedziom, że nie będą się na Bułgarskiej kurczowo bronić, niemal nie przekraczali połowy boiska. Ale gdy już im się to udało, ich kontrataki były groźne. Po jednym z nich padła wyrównująca bramka, która była nagrodą dla ambitnych graczy ostatniej drużyny ekstraklasy. Grzegorz Górski popędził do straconej - wydawało się - piłki, oszukał Ariela Jakubowskiego (źle blokował dostęp do piłki) i podał idealnie do Dawida Plizgi. Ten po rykoszecie pokonał Piątka.

Poznaniacy szybko podnieśli sie po stracie gola, a do walki o zwycięstwo zachęcił ich Piotr Świerczewski. Największy wojownik Lecha powalił dwóch rywali i znalazł się sam na sam z Leciejewskim. Świerczewski nawet nie dał rywalowi czasu na zastanowienie i potężnym strzałenm zdobył swojego pierwszego gola dla Lecha. Chwilę potem mogło być 3:1, ale Zakrzewskiemu zabrakło precyzji i posłał piłkę nad bramką.

Po zmianie stron widowisko było jeszcze gorsze. Mniej więcej po godzinie gry GKS wreszcie niemrawo zaatakował, ale lechici bylki tak słabi, że nie potrafili nawet skutecznie go skontrować. Katastrofalnie spisywali się napastnicy - zarówno Piotr Reiss, jak i Zbigniew Zakrzewski. Ten drugi otrzymał ironiczne brawa, gdy schodził z boiska. Niewiele lepiej spisywał się Marcin Wachowicz, którego wejście na boisko okazało się kompletnym niewypałem.

Rozdrażnionych kibiców dobiła jeszcze wiadomość z Wronek, gdzie Amica przez moment przegrywała z Odrą Wodzisław. - W górę tabeli - krzyknęli fani, dając do zrozumienia, że mają dosyć oglądania się na wyniki innych kandydatów do spadku z ligi. Wczorajszy wieczór pokazał, że miejsce Lecha w tym gronie jest całkowicie zasłużone.

W ostatnich 10 min, gdy oba zespoły straciły po piłkarzu (czerwone kartki dla Tadeusza Bartnika i Mariusza Mowlika), poziom meczu był już nie do wytrzymania. Lepiej w tej sytuacji poczuli się katowiczanie, bo to nie pierwszy mecz w tej rundzie, gdy kończą spotkanie w niepewnym składzie. Ambitnie zaatakowali Lecha, spowodowali trochę zamieszania w polu karnym, ale nadziali się na dwie kontry. Najpierw Świerczewski w sytuacji sam na sam trafił piłką w rezerwowego bramkarza GKS Mateusza Sławika. Jednak chwilę później idealnie podał do Damiana Nawrocika, który nie zmarnował szansy.

Po remisie Odry we Wronkach, Lech zrównał się punktami z wodzisławianami, ale ma jeden mecz rozegrany mniej. Chodzi o przerwany pojedynek z Pogonią Szczecin (przy wyniku 0:1), który zostanie dokończony w następną środę.

LECH POZNAŃ3 (2)
GKS KATOWICE1 (1)
Strzelcy bramek

Lech: Gajtkowski (25., po podaniu Sasina), Świerczewski (43., po podaniu Reissa), Nawrocik (90. +2, po zagraniu Świerczewskiego)

GKS: Plizga (38., po podaniu Górskiego)

Składy

Lech: Piątek - Jakubowski, Kuś Ż, Mowlik Ż Ż Cz (82.), Lasocki - Zakrzewski (68. Nawrocik), Scherfchen, Świerczewski, Sasin (85. Topolski) - Gajtkowski (59. Wachowicz), Reiss.

GKS: Leciejewski (46. Sławik) - Pęczak Ż, Markowski, Bartnik Ż Ż Cz (81.)- Andruszczak (68. Krauze), Widuch, Czerwiec, Wijas, Górski - Kmiecik (46. Mielnik), Plizga

Sędzia: Mariusz Podgórski (Wrocław)

Widzów ok. 6 tys.



LECH - GKS

12strzały9
9strzały celne5
19faule21
9rzuty rożne5
3spalone6