GÓRNIK ŁĘCZNA - GKS Katowice 4:2

Górnik zrewanżował się GKS Katowice za jesienną porażkę 0:4. Jednak łęcznianie nie grali dobrze. Wprawdzie także strzelili cztery gole i przez 20 minut było ich o dwóch więcej, ale stracili dwie bramki
Ponieważ był to pierwszy mecz w Łęcznej od śmierci Jana Pawła II przed spotkaniem uczczono minutą ciszy pamięć Papieża. Potem zespoły przystąpiły do gry. Trzeba przyznać, że od samego początku mecz nie układał się po myśli gospodarzy. Nie mający nic do stracenia piłkarze GKS grali odważnie i bez obciążeń. W zasadzie pierwsza połowa była dość bezbarwna i żadnej ze stron nie udało się zdobyć bramki. Już 29. minucie z powodu kontuzji musiał opuścić boisko Anto Petrovie. - Na treningu zaczął boleć mnie mięsień - tłumaczył Chorwat. - Potem mi przeszło, ale podczas meczu znowu zaczęło boleć, więc zszedłem. Myślę, że do meczu z Wisłą Kraków zdołam się wykurować. Petrovicia zastąpił Grzegorz Wędzyński. Największe emocje przeżyli kibice po przerwie. W 49. minucie Górnik po strzale Sebastiana Szałachowskiego uzyskał prowadzenie. Trzy minuty później za drugą żółtą kartkę boisko opuścił Łukasz Wijas, a w 70. minucie to samo spotkało Pawła Pęczka. Kiedy w 72. minucie Andrzej Kubica podwyższył na 2:0 wydawało się, że następne bramki dla grającego z przewagą dwóch zawodników Górnika, to tylko kwestia czasu. Okazało się, że sprawa nie jest taka oczywista, bo GKS głównie za sprawą świetnie dysponowanego Dawida Plizgi i dzielnie go wspierających Grzegorza Górskiego, Grzegorza Kmiecika i Artura Andruszczaka niesłychanie groźnie kontratakował. W 77. minucie Plizga odebrał piłkę Łukaszowi Madejowi, przeprowadził rajd przez pół boiska, podał do Kmiecika, a ten pewnie pokonał Andrzeja Bledzewskiego. Sześć minut później gola dla gospodarzy strzałem z dystansu zdobył Wędzyński. - Cieszę się z tej bramki, a także z wygranej - mówił po meczu Wędzyński. - Dodam też, że na pewno, gdy graliśmy z przewagą dwóch zawodników nie lekceważyliśmy przeciwnika. Po prostu zagraliśmy słabszy mecz.

Okazało się jednak, że to nie koniec strzeleckiego festiwalu. Po faulu na Plizdze sędzia podyktował rzut wolny z 17 metrów. Został on błyskawicznie wykonany przez Krzysztofa Markowskiego i Górnik prowadził tylko 3:2. Na dwie minuty przed końcem meczu czwartą bramkę dla gospodarzy zdobył Grzegorz Bronowicki. Potem mógł jeszcze podwyższyć rezultat Madej, ale po jego uderzeniu piłka trafiła w poprzeczkę.

Górnik Łęczna - GKS Katowice 4:2 (0:0)

STRZELCY BRAMEK

Górnik: Szałachowski (49. po dośrodkowaniu Nazaruka), Kubica (72. po podaniu Szałachowskiego), Wędzyński (83. po podaniu Kucharskiego), G. Bronowicki (88. bez asysty).

GKS: Kmiecik (77. po podaniu Plizgi), Markowski (88. z rzutu wolnego).

SKŁADY

Górnik: Bledzewski - G. Bronowicki, Jurkowski Ż, Popiela, Siklie - Szałachowski (77. Madej), Nikitovie Ż, Petrovie (29. Wędzyński), Nazaruk - Jezierski (61. Kucharski), Kubica.

GKS: Sławik - Pęczak Ż, Ż, CZ, Markowski, Bartnik - Andruszczak, Widuch, Wijas Ż, Ż, CZ, Czerwiec, Krauze (57. Kmiecik) - Górski, Pizga.

Sędziował: Tomasz Cwalina (Gdańsk), Widzów: 5500



GÓRNIK - GKS

14 strzały8
5 celne 5
22faule19
3spalone1
1słupki i poprzeczki0
4rzuty rożne2


GRACZ MECZU

Sebastian Szałachowski

Reprezentant młodzieżowej reprezentacji Polski gra coraz skuteczniej. W meczu z GKS sam zdobył jedną bramkę, a przy drugiej asystował.

ZDANIEM TRENERÓW

Jan Furtok

GKS Katowice

Gratuluję trenerowi Kaczmarkowi zwycięstwa, które było dla Górnika bardzo cenne, ale dla nas byłoby jeszcze cenniejsze. Szkoda dwóch moich zawodników, którzy dostali czerwone kartki. Sędzia chyba trochę przesadził. Chwała moim chłopakom, że w dziewięciu zdobyli dwie bramki.

Bogusław Kaczmarek

Górnik

Bardzo się cieszę, że wygraliśmy ten mecz, bo szło nam bardzo ciężko. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z ciężaru tego spotkania. GKS nie miał nic do stracenia i napędził nam sporo strachu. Można powiedzieć, że mamy udany początek rundy. Teraz czekają nas dwa bardzo ciężkie spotkania w środę u siebie z Wisłą Kraków, a w sobotę na wyjeździe z Legią.

ROZMOWY POD SZATNIĄ

SEBASTIAN SZAŁACHOWSKI, pomocnik Górnika

W pierwszej połowie nie mogliśmy przełamać dobrze funkcjonującej obrony GKS. Na szczęście po przerwie szybko strzeliliśmy bramkę, potem drugą i uważam, że wygraliśmy zasłużenie. Był co prawda taki moment po bramce na 2:1 dla Katowic - zdobytej przez naszą niefrasobliwość w obronie, w którym w naszą grę wkradała się nerwowość. Musimy wyeliminować takie błędy do meczu z Wisłą.

ANDRZEJ KUBICA, napastnik Górnika

Przed meczem zakładaliśmy, że GKS wcale nie będzie łatwym przeciwnikiem, a poza tym nie był to nasz najlepszym mecz. W pierwszej połowie rywal grał bardzo dobrze taktycznie i nie mogliśmy przełamać jego defensywy. Na szczęście po przerwie Sebastian Szałachowski otworzył wynik tego spotkania, a potem były jeszcze czerwone kartki dla GKS. Mimo wszystko, biorąc pod uwagę nasze obawy, co do tego spotkania, cieszę się bardzo z tego zwycięstwa. Na pewno z Wisłą musimy grać bardziej konsekwentnie.

GRZEGORZ BRONOWICKI, obrońca GKS

Już się trochę załamałem tą nieskutecznością, więc tym bardziej się cieszę ze zdobycia pierwszej bramki w ekstraklasie. W II lidze zdarzało mi się trafiać do siatki dużo częściej, a teraz jakoś mi to nie wychodziło. Chcieliśmy szybko strzelić bramkę i jak najlepiej zacząć ten mecz. Niestety nie wychodziło i pojawiła się spora nerwowość. Spodziewaliśmy się trudnego spotkania, ale z przekroju całego spotkania uważam, że zasłużyliśmy na to zwycięstwo. Moim zdaniem GKS to najsłabsza drużyna w lidze.

SŁAWOMIR NAZARUK, kapitan Górnika

Graliśmy zbyt nerwowo w ataku pozycyjnym. GKS umiejętnie nas powstrzymywał, prowokując przy tym do prostych strat wywołujących nerwowość. Do przerwy mu się to udawało, ale po zmianie stron w miarę szybko udało nam się strzelić dwie bramki. Trochę boli, że grając z przewagą dwóch zawodników daliśmy sobie strzelić dwie bramki, ale i tak bardzo cieszymy się z tych punktów.

Piotr Dziurowicz, prezes GKS

Dla nas każdy mecz jest walką o życie. Graliśmy to, co potrafimy i do momentu, kiedy sędzia uznał, że trzeba usunąć dwóch naszych zawodników, nasza obrona sprawdzała się. Uważam, że te kartki były pokazane na wyrost. Teraz moi zawodnicy płaczą w szatni, bo myślą, że zostali celowo skrzywdzeni. Górnikowi strzeliliśmy dwa gole, grając w dziewięciu, więc rywal nie ma się z czego cieszyć.

DAWID PLIŻGA, napastnik GKS

Co z tego, że dzisiaj dobrze zagrałem, skoro znowu nie ma punktów. Ostatnio nikt nam nie pomaga. Na temat pracy sędziego nie chce się wypowiadać, bo to może mieć dla mnie przykre konsekwencje. Nawet w dziesięciu mogliśmy wywalczyć remis, albo i coś więcej, ale kiedy graliśmy w dziewięciu... sprawa była przesądzona, bo nie mieliśmy już żadnych szans. Mimo wszystko wierzę, że utrzymamy się w lidze.

PAWEŁ PĘCZAK, obrońca GKS

Uważam, że nie był to faul na czerwoną kartkę. Razem ze Sławkiem Nazarukiem walczyliśmy bark w bark i razem się przepychaliśmy. Moim zdaniem był to ewidentny błąd sędziego. Myślę, że ze swoich zadań do momentu drugiej kartki wywiązywałem się poprawnie, bo dopóki byłem na boisku Andrzej Kubica, którego kryłem, nie zdobył bramki. Niestety, potem osłabiłem zespół i tego żałuję. Uważam, że nawet w dziesięciu mogliśmy zremisować ten mecz, bo graliśmy całkiem dobrze. Nadal wierzymy, że możemy się utrzymać, choć zaczynamy już tracić dystans do sąsiadów w tabeli.