I liga piłkarska: GKS Katowice - Polonia Warszawa 2:3

Porażka z Polonią do minimum ogranicza szanse GKS-u na utrzymanie. Wszystko przesłoniło fatalne zachowanie katowickich chuliganów, którzy zaatakowali i pobili kibiców Polonii.
Katowiccy piłkarze zagrali najlepiej, jak potrafili, ale to i tak było za mało, aby wygrać ze słabą w sobotę Polonią. - W wygranej pomogą nam w kibice - mówili przed meczem zawodnicy GKS-u. Niestety: w sobotę zawiedli i ci na boisku, i ci na trybunach...

Przed meczem na płocie odgradzającym boisko od trybun zawisła flaga z napisem: "Wy też bądźcie radośni - Jan Paweł II". Niestety, chwilę później z trybun posypały się wyzwiska, katowiccy chuligani dwukrotnie (przed meczem i w przerwie) zaatakowali kibiców Polonii. - Tłumaczyli nam później, że kibice Polonii mieli podobno na stadionie transparent obrażający papieża Jana Pawła II i oni powstrzymali ich przed jego powieszeniem... - opowiadali potem ochroniarze na stadionie GKS-u. Do starć doszło najpierw przed wejściem na sektor, a w przerwie meczu już na trybunach, gdzie swoje miejsca zajmowali goście z Warszawy. Dopiero wejście policji uspokoiło całą sytuację. - My nie mamy z tym nic wspólnego. Zdajemy sobie sprawę, że takim zachowaniem nie można sobie nikogo zjednać. Brak mi słów... - podkreślił załamany Wojciech Pulchny ze stowarzyszenia Ratujmy Gieksę, które kilka tygodni temu rozpoczęło próby ratowania upadającego klubu. - Zachowanie kibiców było skandaliczne. Wstyd mi za nich. Miało być pojednanie między kibicami, a zamiast tego były burdy. Hańba! - denerwował się Dariusz Dźwigała, pomocnik Polonii, który przed laty reprezentował również barwy GKS-u.

Katowiczanie zaczęli bardzo skoncentrowani w obronie. Zagęścili środek boiska, nie pozwalając Polonii prowadzić ataku pozycyjnego. Odkryciem meczu okazał się Wojciech Krauze, który w pierwszym składzie zastąpił Grzegorza Kmiecika, który nie doszedł jeszcze do pełni sił po kontuzji. - Nie poznaję kolegi! Cicha woda brzegi rwie! W pierwszej połowie Wojtek grał jak z nut - uśmiechał się obecny na trybunach Grzegorz Fonfara, były piłkarz GKS-u, obecnie zawodnik drugoligowego Bełchatowa. W pierwszej części meczu 22-letni wychowanek Unii Tarnów kilkakrotnie pokazał się z bardzo dobrej strony podczas akcji ofensywnych. W 20. minucie, po jego indywidualnej akcji i strzale z dystansu, GKS mógł objąć prowadzenie, ale piłka przeszła minimalnie obok słupka bramki Jacka Banaszyńskiego. Gospodarze strzelili gola już minutę później. Po rzucie rożnym z dystansu strzelał Ryszard Czerwiec, a piłka dość przypadkowo trafiła pod nogi Dawida Plizgi, który z bliska pokonał bramkarza Polonii.

Po objęciu prowadzenia katowiczanie niestety cofnęli się i inicjatywę przejęli piłkarze z Warszawy. Polonia pierwszy celny strzał oddała w 37. minucie, kiedy to na bramkę Mateusza Sławika strzelał Konrad Gołoś. Później próbowali jeszcze Sebastian Olszar i Dariusz Dźwigała, ale bramkarz GKS-u pewnie bronił strzały. Sławik nie miał jednak szans tuż przed przerwą, kiedy to po wrzutce Adama Cichonia z bliska do siatki trafił Ivan Udarević. - Gdybyśmy wytrzymali do końca pierwszej połowy, to byłoby zupełnie inaczej. Polonia musiałaby się bardziej odkryć, a tak zaczęła się znowu ciężka walka - komentował Plizga.

Druga połowa rozpoczęła się od zdecydowanych ataków gości, którzy dużo lepiej radzili sobie na grząskiej i mokrej murawie. W 58. minucie Polonia zdobyła drugiego gola. Rzut wolny wykonał Dźwigała, a w polu karnym GKS-u refleksem popisał się Igor Gołaszewski. Sześć minut później podobną sytuację stworzyli po drugiej stronie boiska gospodarze. Piłkę podawał Grzegorz Górski, a z bliska do siatki trafił Tadeusz Bartnik, któremu piłkę przedłużył Paweł Pęczak.

I kiedy już wydawało się, że katowiczanie osiągną w tym spotkaniu przynajmniej remis, a niesieni dopingiem swoich kibiców mogą sięgnąć nawet po trzy punkty, stało się nieszczęście. W 72. minucie, po rzucie rożnym Jacka Kosmalskiego, tak niefortunnie interweniował Łukasz Wijas, że zaskoczył własnego bramkarza. Piłka odbiła się od jego głowy i wpadła pod poprzeczkę bramki Sławika. - Jeden z piłkarzy Polonii popchnął mnie, walcząc o piłkę i nie mogłem kontrolować jej lotu... Jestem zdruzgotany... - mówił Wijas. W końcówce trener gospodarzy Jan Furtok zdecydował się wprowadzić na boisko kolejnych dwóch napastników: Kmiecika i Daniela Onyekachiego. To właśnie Nigeryjczyk mógł zapewnić GKS-owi remis. W 79. minucie przebiegł kilkadziesiąt metrów i będąc sam na sam z bramkarzem Polonii, a po bokach mając niepilnowanych Kmiecika i Plizgę, na linii pola karnego zderzył się z Banaszyńskim i zgubił piłkę. - Nie można go za to winić. Nie zna polskiego, więc nie rozumie, co do niego krzyczymy na boisku. Na pewno chciał dobrze, niestety, nie wyszło... Mieliśmy jednak wiele innych okazji, więc i tak mogliśmy to spotkanie wygrać 5:3 - mówił Plizga.

W przedłużonym czasie gry tuż obok słupka strzelił z rzutu wolnego Kmiecik. Napastnik GKS-u chwilę później był również szarpany za koszulkę w polu karnym Polonii, jednak sędzia nie zareagował. - Najpierw byłem ciągnięty za koszulkę, a potem rywal popchnął mnie i upadłem w polu karnym, powinna być "jedenastka". Myślę jednak, że w takim momencie meczu mało który sędzia odważyłby się podyktować karnego - mówił Kmiecik. Mimo porażki miejscowi kibice pożegnali swoich piłkarzy oklaskami i po raz kolejny nie popisali się... obrzucając wyzwiskami schodzących z murawy zawodników Polonii.



GKS Katowice 2 (1)

Polonia Warszawa 3 (1)

Strzelcy bramek

GKS: Plizga (21. dobitka po strzale Czerwca), Bartnik (64. po podaniu Pęczaka).

Polonia: Udarević (43. po podaniu Cichonia), Gołaszewski (58. bez asysty), Wijas (73. samobójcza, po dośrodkowaniu Kosmalskiego).

Gracz meczu

Nikt nie zasłużył na takie miano.

Pechowiec meczu

Łukasz Wijas (GKS) - mimo dobrej postawy w spotkaniu, to właśnie po jego fatalnej interwencji Polonia objęła prowadzenie, którego nie oddała już do końca spotkania.

GKSPolonia
10strzały12
3strzały celne4
17faule20
7spalone1
0słupki i poprzeczki0
3rzuty rożne7
GKS: Sławik - Pęczak, Markowski, Bartnik - Mysiak Ż (74. Kmiecik), Widuch, Czerwiec (60. Mielnik), Wijas, Górski Ż - Plizga, Krauze (65. Onyekachi).

Polonia: Banaszyński Ż - Gołaszewski, Udarević, Stokowiec, Jakosz - Głowacki Ż (59. Duda Ż), Dźwigała Ż, Gołoś, Cichon - Olszar (69. Dorosz), Kosmalski (85. Jarczyk).

Sędziował: Leszek Gawron (Rzeszów). Widzów: 4000.





ROZMOWY POD SZATNIĄ

Ryszard Czerwiec (GKS): - Trudno powiedzieć, dlaczego nie zdobyliśmy w tym meczu punktów. Wydaje się, że powinniśmy przynajmniej zremisować, a mimo wszystko przegrywamy. Myślę, że decydujące były błędy w obronie, bo tak głupio straconych bramek już nie pamiętam. No i właściwie wszystkie po stałych fragmentach gry.

Jacek Banaszyński (Polonia): - Mimo wielu rozmów, jakie przeprowadzamy z chłopakami, w dalszym ciągu tracimy bramki w dziecinny sposób. Dziś było podobnie, pod naszą bramką nie było zawodnika, który potrafiłby wybić piłkę. Nie wiem, jak to się dzieje. Udało mi się wybronić strzał Onyekachiego, w końcu od tego jestem. Z kolei strzał Kmiecika wcale mnie nie zaskoczył i gdyby piłka szła w światło bramki, złapałbym ją.

Tadeusz Bartnik (GKS): - Warszawianie nie wywalczyli tego zwycięstwa, bo to myśmy im je dali. Popełnialiśmy tak dramatyczne błędy w obronie, że mielibyśmy wielkie szczęście, gdyby udało się zremisować. Z przebiegu meczu to byłby jednak bardziej sprawiedliwy wynik.

Igor Gołaszewski (Polonia): - Oczywiście jestem zadowolony z trzech punktów, które wywozimy z Katowic, a także z tego, że po tak długim czasie w końcu wygraliśmy na wyjeździe. Trzeba się z tego cieszyć. Natomiast to, co dzisiaj działo się na trybunach, to skandal. Deklaracje, słowa składane przez kibiców przed meczem nie liczą się. Czar prysł.

not. rg, rł



ZDANIEM TRENERÓW

Jan Furtok (GKS): - W ubiegłym tygodniu piłkarze Polonii modlili się chyba lepiej niż moi podopieczni. Brakuje nam szczęścia, mimo że chłopcy walczą i dają z siebie wszystko. W Polonii grają jednak rutyniarze, a ja mam niedoświadczonych graczy. Rutyny nie nabiorą, siedząc na ławce rezerwowych czy grając w rezerwach. Widać poprawę w naszej grze, ale cóż z tego, jeśli się przegrywa. Szkoda straconych punktów, bo remis byłby sprawiedliwy. Walczymy dalej i oby i dla nas zaświeciło słońce.

Marek Motyka (Polonia): - Jestem bardzo szczęśliwy. Długo czekaliśmy na wyjazdowe zwycięstwo. Po tym trudnym dla wszystkich tygodniu potrzebne było nam odblokowanie i trochę luzu. Do Warszawy wracamy z podniesioną głową. Wygraliśmy ten mecz szczęśliwie, bo popełniliśmy wiele błędów, ale na analizę przyjdzie czas. Mam nadzieję, że Polonia rozpoczęła marsz w górę tabeli. Dobrą grą chcemy również pomóc działaczom w poszukiwaniu sponsorów.

not. rg