Świderski: zaszczyt dla takiego Polaczka

Nauczyłem się pokory i cierpliwości. Nie poddałem się, ciężko pracowałem i efekty w końcu przyszły - mówi Sebastian Świderski.
Gracza RPA Luigibacchi.it Perugia wyróżnili dziennikarze "La Gazzetta dello Sport". W ich rankingu Świderski zgromadził 97 pkt i wyprzedził Serba Nikolę Grbicia (88) oraz jego rodaka Ivana Miljkovicia (84). Ranking powstaje na podstawie ocen dziennikarzy, którzy po każdym meczu sześciu najlepszym zawodnikom dają od 1 do 6 pkt.

Arkadiusz Kuglarz: W walce o "Trofeo Gazzetta" wyprzedził Pan same gwiazdy.

Sebastian Świderski: Dla mnie to ogromna niespodzianka. Wygrałem wcześniej podobny plebiscyt w Polsce, ale poziom obu lig i zawodników jest nieporównywalny. We Włoszech wciąż grają Brazylijczycy i Włosi, czyli mistrzowie i wicemistrzowie olimpijscy, są Serbowie. A tu ja, taki wcześniej szerzej nieznany Polaczek, doznałem takiego zaszczytu.

Wyróżnienie jest tym bardziej zaskakujące, że w poprzednim sezonie miał Pan kłopoty z wywalczeniem miejsca w pierwszym składzie Perugii.

- W pierwszym roku trafiłem na głęboką wodę. Perugia to nie była najsilniejsza drużyna, ale i nie najsłabsza. Gdy zacząłem łapać formę, przytrafiła się feralna kontuzja - skręciłem staw skokowy i miałem półtora miesiąca przerwy. Potem trudno było wrócić do szóstki.

Ale - jak Pan mówił - sporo się przez ten rok nauczył.

- Nauczyłem się pokory i cierpliwości, co jest bardzo trudne. Trafiłem przecież do Włoch jako mistrz Polski i reprezentant kraju. Nie poddałem się, ciężko pracowałem i czekałem, efekty w końcu przyszły. Poprzedni rok był bardzo ciężki, ale nie stracony.

Dlaczego kilku innym Polakom, którzy próbowali przebić się przed Panem we Włoszech, ta sztuka się nie udała?

- Ma na to wpływ wiele czynników. Miałem to szczęście, że pokazałem się w europejskich pucharach z Mostostalem Kędzierzyn-Koźle. Ponadto teraz liga rosyjska wysysa wielu dobrych siatkarzy, na razie głównie Rosjan, przez co łatwiej jest się we Włoszech przebić. Poza tym kluby włoskie zaczynają szukać utalentowanych młodych siatkarzy, niekoniecznie z tych najlepszych reprezentacji. Gra tu wielu Czechów, którzy wcześniej szukali pracy w Polsce. W tych warunkach było mi łatwiej niż kilku moim poprzednikom.

Nie ukrywał Pan, że chciałby spróbować sił w mocniejszym klubie niż Perugia.

- Na razie gram w Perugii i trudno wypowiadać się o kolejnym sezonie. Propozycje jakieś są, konkretów brak. Zresztą tak silne i znane zespoły jak Cuneo czy Modena w ogóle nie zakwalifikowały się do play-off, będą zapewne szukać wzmocnień. Tylko że w Modenie na ławce rezerwowych siedzi mistrz olimpijski. Mają gwiazdy, ale - widać - to nie gwarantuje sukcesu. Taka jest liga włoska.

Był Pan zwolennikiem wyboru trenera reprezentacji w drodze konkursu. Wybór padł na Raula Lozano.

- Każdy z trzech kandydatów [oprócz Argentyńczyka Łotysz Boris Kolczins i Serb Zoran Gajić - red.] to była firma. Wybór Lozano przyjąłem z radością, zna ligę włoską, preferuje siatkówkę techniczną - taką, jaką grają Włosi i Brazylijczycy, taką, jaka mi odpowiada.

Rozwój Pana kariery powstrzymują ciągle kontuzje. Teraz jest podobnie?

- Kontuzja kolana jest i będzie jeszcze długo. Trener Lozano polecił mi znakomitego lekarza w Modenie. Obejrzał wszystkie wyniki moich badań i stwierdził, że kolano jest w dużo lepszej formie niż po olimpiadzie. Odradza operację, bo to oznacza pięciomiesięczną przerwę i nie daje gwarancji, że w ogóle wrócę do siatkówki, nie mówiąc już o powrocie do formy, jaką obecnie prezentuję. Po sezonie aktywnie spędzę przerwę w rozgrywkach. Planuję basen, bieganie, ale ze skakania zrezygnuję.

Jest Pan we Włoszech. Jak tam, na miejscu, przeżywa się śmierć Ojca Świętego?

- To temat numer jeden w rozmowach i mediach, ale na pewno Włosi nie przeżywają tego tak jak Polacy. Dla nas był to szczególny i jedyny człowiek, Papież Polak. W ostatni weekend zawieszono rozgrywki, ale już w poniedziałek wróciliśmy na parkiety, bo terminarz jest bardzo napięty. W każdym razie okolice Rzymu są zakorkowane, na południu Włoch doszło do strajku, bo kolej za mało wagonów podstawiła dla pielgrzymów zmierzających do Rzymu. Z jednej strony cieszę się z wyróżnienia, z drugiej smucę po śmierci Papieża.

Dla Gazety

Krzysztof Stelmach, siatkarz Edilbasso & Partners Padwa, od kilkunastu lat w serie A

Sebastian zasłużył sobie na to trofeum, bo przez cały sezon zasadniczy gra na dobrym, równym poziomie. Zresztą w ostatnim meczu naszych zespołów właśnie on przesądził o zwycięstwie Perugii. "Świder" pokazał, na co go stać, bo pierwszy sezon miał nieudany.

Ja do takich wyróżnień nie przywiązuję wagi, bo siatkówka to gra zespołowa, z drugiej strony jednak potrzebuje indywidualności.

not. ak