Dolnośląscy sportowcy i trenerzy wspominają Papieża

Sportowcy i trenerzy z Dolnego Śląska po śmierci Papieża Jana Pawła II. Co czują? Jak go wspominają?
Wojciech Bartnik

medalista olimpijski w boksie

Miałem to szczęście, że uczestniczyłem w audiencji z Papieżem. Nawet chwilę z nim rozmawiałem. Nie zapomnę tego do końca życia... Sam wyjazd do Watykanu to był kompletny przypadek. Pamiętam, że zaraz po olimpiadzie w Sydney, w październiku 2000 roku, zadzwonił do mnie kapelan sportowców, ksiądz Mikulski. Powiedział, że organizuje wyjazd do Rzymu, połączony z audiencją u Ojca Świętego. Kompletnie mnie zaskoczył. Początkowo nie wiedziałem, co robić, bo okazało się, że na dotarcie do Rzymu mam tylko 25 godzin...

Zdawałem sobie jednak sprawę, że drugiej takiej okazji już nie będę miał. Wyruszyliśmy z Oleśnicy przed godziną 10 rano, w podróż zabrałem żonę i przyjaciela, który mieszkał kiedyś w Rzymie. Strasznie się stresowałem, bo już w okolicach Długołęki wpadliśmy w korek. Później było już jednak spokojnie i o ósmej rano na drugi dzień byłem na placu Świętego Piotra w Rzymie. Tam znalazłem swoją grupę. Nie było trudno ich poznać, to byli dawni sportowcy i działacze - mieli na sobie dresy reprezentacji Polski. Na miejscu okazało się, że Papież w tym samym czasie przyjmuje też z wizytą piłkarzy Lazio Rzym, klubu, który obchodził wtedy stulecie istnienia. W tłumie na placu Świętego Piotra rozpoznałem Lombardo, który wyróżniał się swoją łysiną. Skojarzyłem też Serba Michajlovicia. Mam nawet z nimi zdjęcia. A potem była audiencja.

Jako jeden z nielicznych mogłem podejść do Papieża i podać mu dłoń. Co powiedziałem Ojcu Świętemu? Już nie pamiętam, ogarnęły mnie wtedy tak silne emocje. A On był jak zawsze spokojny. I choć już wtedy był starym człowiekiem, jego wzrok był taki bystry i przejrzysty. W pewnym momencie wydawało mi się nawet, że spojrzał na mnie i już wszystko o mnie wiedział... To jest uczucie nie do opisania. Wręczyłem wtedy Papieżowi takie małe rękawice bokserskie, które zawsze wisiały na lusterku w moim samochodzie. Napisałem nawet: "od boksera z Oleśnicy".

Co czułem, gdy dotarła do mnie wiadomość o śmierci Papieża? To był szok, rozpacz, dramat. Brakuje słów. Odszedł wielki człowiek. Może posłużę się w tym momencie terminologią sportową i powiem tak - Jan Paweł II przyjmował w Watykanie małe i wielkie gwiazdy, ale to On był zawsze megagwiazdą...

Teraz się waham, ale chyba znów pojadę do Rzymu. Na pogrzeb Ojca Świętego.

Edyta Koryzna

koszykarka CCC Polkowice

Dla mnie to wielki cios i ból, bo starałam się żyć zgodnie z tym, czego nauczał Papież. Nie zawsze to było proste i łatwe, czasami sprawiało ból, ale zawsze wierzyłam w to, co głosił. On był bowiem moją siłą, starałam się iść jego drogą, bo wierzyłam, że na końcu zawsze czeka zwycięstwo. Teraz będzie mi go bardzo brakowało, jeszcze wiele razy będę się czuła bezsilna bez niego, ale wierzę, że duchem wciąż pozostanie gdzieś z nami.

Jedyne, czego nigdy mi się nie udało, to spotkać się z Papieżem. Zwiedziłam wszystkie kontynenty, byłam w Nowej Zelandii, Ameryce Południowej, ale nigdy nie miałam okazji uczestniczyć w audiencji u Papieża. Uczestniczyłam jednak w pielgrzymkach, gdy tylko Papież był w Polsce.

Praktycznie od piątku wieczorem śledziłam na bieżąco wydarzenia w telewizji, były nieprzespane noce z nadzieją, że może jednak stanie się cud. Niestety, nie nadszedł. Teraz jednak przed nami, nie tylko Polakami, ale i całym światem stoi wielkie wyzwanie, aby nie zmarnować tego dziedzictwa, jakie po sobie pozostawił Papież.

Tomasz Jankowski

trener Deichmanna Śląska Wrocław

Byliśmy jeszcze w autokarze w drodze do Wrocławia po finale Pucharu Polski w Koszalinie, gdy dotarły do nas te informacje. Najpierw przychodziły SMS-y, następnie włączyliśmy radio i wszystko już było jasne. Każdy przeżywał to na swój sposób, w autokarze zapadła kompletna cisza, nikt nie rozmawiał, nastąpiła chwila zadumy...

Dla mnie to był człowiek, który pokazał, że można być naprawdę kimś w tym brudnym świecie, w którym liczy się przede wszystkim pęd za pieniądzem. Papież pokazał inne oblicze tego świata, przy nim my wszyscy jesteśmy tylko małymi robaczkami. Szkoda tylko, że ktoś tak znany i wielki musi umrzeć, abyśmy zaczęli zdawać sobie z tego sprawę. Dopiero to wydarzenie pokazało, że można żyć inaczej. Przy takim człowieku my wszyscy jesteśmy nikim.

Byłem na mszy w 1983 roku, gdy Papież po raz pierwszy był we Wrocławiu. Miałem wówczas 11 lat i uczestniczyłem we mszy na Partynicach z babcią i ojcem. Później widziałem też Papieża w 1997 roku, gdy przejeżdżał przez Wrocław i prowadził mszę przy hotelu Wrocław.

Renata Mauer

mistrzyni olimpijska w strzelectwie

Trudno jest mi o tym mówić. Dla mnie Papież był przede wszystkim fantastycznym człowiekiem. Najpierw postrzegałam go właśnie jako człowieka, a później jako Papieża. Ojciec Święty miał coś w sobie, co przyciągało ludzi i za co się go kochało. Nigdy nie miałam możliwości bliższego spotkania z Papieżem, choć raz uczestniczyłam w audiencji w 1995 roku. To było międzynarodowe spotkanie sportowców podczas Pierwszych Światowych Igrzysk Wojskowych. Odbywało się to jednak w obcym języku, nawet nie pamiętam jakim, chyba włoskim, a ja siedziałam daleko z tyłu sali. I trudno mi mówić o odczuciach, gdy nie rozumiałam, o czym mówiono.

W ogóle ciężko mi rozmawiać o tym, co się stało. Odszedł bowiem wspaniały człowiek.

Dariusz Sztylka

kapitan piłkarzy Śląska Wrocław

Przed meczem z Walką, zamiast myśleć o grze, myśleliśmy o Papieżu i śledziliśmy informacje o jego zdrowiu. Ciężko było wyjść na boisko i grać normalny mecz. Staraliśmy się oderwać od tego wszystkiego, ale nie jest to łatwe.

Teraz czuję ogromny żal, smutek i pustkę w sercu. Trudno się pogodzić z tym, że ktoś tak wspaniały musiał odejść. Ciężko to zrozumieć. Dlaczego on? Pamiętam, jak Papież był we Wrocławiu. Byłem wtedy z rodzicami i rodzeństwem na mszy odprawianej przez niego koło hotelu Wrocław. To było dla mnie ogromne przeżycie. Będę to pamiętał do końca życia.

W poniedziałek spotkaliśmy się z zespołem przed treningiem w szatni. Porozmawialiśmy, ale zajęć normalnych nie było. Tylko trochę potruchtaliśmy. Nie było sensu cokolwiek robić, jeżeli wszyscy byli myślami zupełnie gdzie indziej.

Cały czas ciężko mi uwierzyć i pogodzić się z tym, że nasz Papież nie żyje, że już go z nami nie ma.

Ryszard Tarasiewicz

trener piłkarzy Śląska Wrocław

To ogromna strata nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich Polaków i dla całego świata. Nie było znamienitszego Polaka w historii naszego państwa i szybko drugiego takiego nie będzie. Jeżeli w ogóle kiedykolwiek będzie ktoś tak wielki. Bo to był naprawdę wielki człowiek, przepełniony dobrocią, jakiej się nie spotyka. Jan Paweł II posiadał tak wielką wiarę w drugiego człowieka, w jego dobroć, że wydaje się to nieprawdopodobne. To było niespotykane. Dla niego naprawdę liczył się człowiek. Będzie nam brakowało tej jego wiary i dobroci.

Nigdy nie miałem okazji spotkać Papieża i żałuję tego ogromnie. Wierzę jednak, że się jeszcze spotkamy i będę miał okazję z nim porozmawiać.

Drażen Besek

trener piłkarzy Zagłębia Lubin

Te ostatnie dni pokazały, jak ogromny wpływ na cały świat miał Jan Paweł II. To był tylko dowód na to, jak wielkim był autorytetem i jak wielki miał wpływ na nas wszystkich. To pokazało, jak dużo było w nim dobroci i ile dla nas wszystkich znaczył. Jego życie i to, co robił, już zawsze będzie miało wpływ na cały świat. Bo tego się nie zapomni. On odszedł, ale my żyjemy i każdego dnia będziemy czerpali z jego nauk. Nie możemy zapominać o tym, co mówił i zrobił dla nas.

Z tego, co wiem, w Chorwacji też panuje duża żałoba. I w dniu pogrzebu na pewno Chorwacja pogrąży się w ogromnym smutku. Papież był pierwszą osobą, która uznała niepodległość naszego kraju. Dla nas to było bardzo ważne i wszyscy, cały naród Chorwacji jest mu za to ogromnie wdzięczny.

Marek Cieślak

trener żużlowców Atlasu Wrocław

Ten dzień musiał kiedyś przyjść... Ale dopiero teraz, gdy Papieża nie ma już wśród nas, gdy wciąż oglądam w telewizji archiwalne fragmenty jego kazań, naprawdę czuję, jak wielki to był człowiek. Wcześniej się Papieża szanowało, kochało, bo był to nasz rodak na tronie Piotrowym. Jednak myślę, że właśnie teraz, po jego śmierci, nauka Papieża ma jeszcze większą wartość niż wcześniej. Dopiero teraz, w takiej chwili, możemy głębiej zrozumieć to, co chciał nam przekazać. Na pewno będę starał się czerpać z jego nauki, tak by poprawiać swoje życie.

Pamiętam, jak w 1979 roku pierwszy raz przyjechał do Częstochowy, mojego rodzinnego miasta. Z żoną staliśmy obok ronda w centrum miasta, na trasie przejazdu Papieża. Tłum był nieprzebrany, Jan Paweł II wylądował na lotnisku w Rudnikach, skąd samochodem, pokonując ulice w centrum miasta, wjechał w aleję Najświętszej Marii Panny, wprost na Jasną Górę. Ja, z racji wzrostu, niewiele widziałem... Pamiętam tylko, że Papież ręką pozdrawiał tłum, wszystkich ogarnęło wówczas niesamowite uczucie. To było dwa lata przed zamachem, Ojciec Święty nie jeździł jeszcze wtedy papamobile, tylko odkrytym samochodem. Ale i tak ledwo co go dostrzegłem... Podczas kolejnych wizyt wolałem więc zostawać przed telewizorem.

To był największy człowiek epoki.

Maciej Zegan

bokser zawodowy z Wrocławia

Na początku lat 80. mieszkałem z mamą na Ostrowie Tumskim. Stamtąd mieliśmy blisko do ogrodu botanicznego i katedry. Gdy w 1983 roku Papież przyjechał do Wrocławia, przejeżdżał obok naszej kamienicy, my staliśmy wtedy przy samych barierkach. Pamiętam, że ludzi wpuszczali do tamtego sektora chyba na specjalne przepustki. A my tam po prostu mieszkaliśmy... Papież przejechał obok mnie i mamy w papamobile. Był na wyciągnięcie ręki, to było niezapomniane uczucie, tym bardziej dla młodego chłopaka, który był wtedy ministrantem w katedrze i co niedziela służył do mszy. A jak nabroił, to sam biskup Henryk Gulbinowicz potrafił wytargać go za ucho.

O tym, że Papież odszedł, powiedziała mi żona, która cały czas śledziła najnowsze doniesienia o jego stanie zdrowia w telewizji. Nie zapomnę tego momentu. Przeszły mnie ciarki i od razu w naszym domu zrobiło się bardzo przykro. To był wspaniały człowiek, który zrobił dużo dobrego dla młodzieży na całym świecie.

Już sobie postanowiłem, że jak w najbliższym czasie zdobędę jakiś tytuł, zadedykuję go właśnie Papieżowi.