Seria B mężczyzn

Siatkarze Moderatora Hajnówka zagrają w sobotę w Zduńskiej Woli z jedną z najsłabszych drużyn w tych rozgrywkach. Problemem są jednak kontuzje przyjmujących
Adam Aleksandrowicz w poprzednim meczu złamał mały palec prawej dłoni. Podstawowy przyjmujący Moderatora sezon ma z głowy, bo na pięć tygodni założono mu gips. Jakby tego było mało, na pierwszym po świątecznej przerwie treningu - we wtorek - kontuzji tego samego palca doznał inny gracz wyjściowego składu, Maciej Wołosz. Jego uraz jest mniej skomplikowany, ale występ zawodnika stoi pod dużym znakiem zapytania.

Aleksandrowicza zastąpi na boisku Artur Maksymiuk, który w tym sezonie rzadko wybiegał na parkiet, kiedy gra pierwszy zespół z Hajnówki. Jeśli nie będzie mógł wystąpić także Wołosz, być może zastąpi go 21-letni Piotr Kacperski, który nieźle spisywał się w roli atakującego. Najprawdopodobniej w odwodzie pozostanie jeden z trenerów Moderatora, Marek Antoniuk.

Antoniuk ostatni raz zagrał na początku roku, po poprzedniej świątecznej przerwie w rozgrywkach, która nie wyszła na dobre naszym siatkarzom. Przed własną publicznością gładko przegrali wtedy z GTPS-em Gorzów Wielkopolski i Antoniuk zdecydował się skupić na prowadzeniu zespołu. Przerwa związana z Wielkanocą była krótsza, ale czy teraz można być spokojnym o dyspozycję zawodników?

- Mieliśmy raptem trzy dni wolnego od treningów - odpowiada trener Jacek Wesołowski. - Jedynym naszym zmartwieniem są kontuzje. Mimo wszystko wyjeżdżamy po zwycięstwo.

Hajnowianie, którzy wygrali trzy ostatnie mecze, walczą jeszcze o awans w tabeli. Jeśli wygrają kolejne trzy spotkania do końca sezonu, mają szansę nawet na siódmą pozycję.

Siatkarze ze Zduńskiej Woli z kolei w całym sezonie wygrali dopiero trzy razy. Ostatni raz osiem spotkań temu. Mimo to ich przyjazd do Hajnówki w pierwszej rundzie nieoczekiwanie dostarczył mnóstwo emocji. Gospodarze wygrali bardzo szczęśliwie. W setach przegrywali już 0:2. Przegrywali także w trakcie kolejnych odsłon. W czwartej nawet 16:9, a mimo to wygrywali w obu tych partiach do 23. W tie-breaku tracili już do rywali trzy punkty (9:12), ale znowu okazali się lepsi - do 15.

- Było dużo błędów, taka sobie gra, ale skończyło się happy endem - wspomina Wesołowski. - Generalnie wygraliśmy i to jest najważniejsze.