Sport.pl

Turów Zgorzelec - Prokom Sopot 97:85

KOSZYKÓWKA. Koncertowo rozpoczęli, ale w końcu też świetnie zakończyli. Turów Zgorzelec dzięki kapitalnej grze Yanna Mollinariego ograł mistrzów Polski z Sopotu 97:85. W pierwszej rundzie play-off spotka się z Astorią Bydgoszcz


- Nasi gracze muszą w końcu pokazać charakter - apelował do swoich zawodników przed meczem z Prokomem drugi trener Turowa Radosław Czerniak. Zgorzelecki szkoleniowiec miał w pamięci dwie porażki u siebie z Polonią Warszawą i Anwilem Włocławek. Oba te spotkania miały podobny scenariusz. Turów toczył wyrównaną walkę przez pierwsze trzy czwarty, by w ostatniej części meczu oddać zwycięstwo gościom.

W sobotę ta sytuacja się nie powtórzyła. Koszykarze Prokomu prowadzili w spotkaniu tylko raz na początku. Później dominowali już gospodarze, a ich świetna gra to w głównej mierze zasługa Yanna Mollinariego, który przeciwko mistrzom Polski rozegrał kapitalny mecz. "Yanek" zdobył 34 punkty (sześć celnych rzutów za trzy), a do tego miał aż dziewięć asyst. To dzięki jego świetnej postawie już przy końcu pierwszej kwarty gospodarze prowadzili 23:9.

Tak wysoką przewagę częściowo sprezentował im Prokom. Już w 2. minucie drugi trener sopocian Jacek Winnicki tak się kłócił z sędziami, że ci ukarali go przewinieniem technicznym. Rzuty wolne pewne wykorzystał Sebastian Machowski, a piłkę mieli jeszcze gospodarze. Trzy minuty później punkty dla Turowa zdobył... rozgrywający Prokomu Tomas Pacesas. Litwin tak niefrasobliwie próbował zebrać piłkę, że dobił ją do własnego kosza.

W pierwszej kwarcie gra Prokomu oparta była tylko na Adamie Wójciku, który łatwo radził sobie w strefie podkoszowej ze środkowymi Turowa. W pierwszych dziesięciu minutach zdobył 12 punktów. Dorobek pozostałych graczy gości nie przekroczył połowy tej zdobyczy.

- Fatalnie rozpoczęliśmy ten mecz. Pierwsza kwarta miała ogromne znaczenie, bo przez resztę spotkania musieliśmy gonić Turów - analizował po spotkaniu trener mistrzów Polski Eugeniusz Kijewski.

Jego zespołowi udało się jedynie zmniejszyć przewagę do jednego punktu. W 34. minucie, po trafieniu Mariusza Bacika, Prokom przegrywał już tylko 69:68. Prowadzenia jednak nie objął, bo kolejnych pięć punktów z rzędu zdobył niezawodny tego dnia Yann Mollinari. Turów znów kontrolował wydarzenia i to do końca meczu. - Dziś potwierdziliśmy, gdzie jest miejsce Turowa w polskiej lidze - mówił po spotkaniu szczęśliwy trener Turowa Mariusz Karol.

W odmiennym nastroju był szkoleniowiec Prokomu Eugeniusz Kijewski. - Byliśmy po ciężkim meczu w Atenach, ale to nie do końca usprawiedliwia naszą grę. Gospodarzom po prostu sprzyjało szczęście i łaskawsze oko sędziów - tłumaczył porażkę swojego zespołu trener sopocian.

Szkoleniowiec Prokomu może mieć też pretensje do samego siebie. Z niezrozumiałych względów długo na ławce trzymał najlepszego w zespole Adama Wójcika. Środkowy Prokomu sam nie wiedział, dlaczego tak się stało. - To pytanie do trenera, który decyduje, kto i kiedy wchodzi do gry.

Po kolejnym wejściu na parkiet Wójcik już nie był tak skuteczny jak wcześniej. - Ciężko jest po takiej przerwie szybko złapać właściwy rytm gry - tłumaczył skrzydłowy Prokomu.

Zwycięstwo Turowa nad Prokomem zapewniło Turowowi czwarte miejsce przed rozgrywkami play-off. Teraz zgorzeleckich koszykarzy czeka walka o półfinał z Astorią Bydgoszcz. - Udowodniliśmy, że zasługujemy na czwarte miejsce w lidze - podkreślał Karol. - Cieszę się ze zwycięstwa z Prokomem, choć zdaje sobie sprawę, że nie był to mecz o mistrzostwo Polski. Jeszcze...

Niewykluczone, że oba zespoły jeszcze w tym sezonie spotkają się w rozgrywkach ekstraklasy. Jeśli przejdą pierwszą rundę, to trafią na siebie w półfinale.

TURÓW ZGORZELEC97
PROKOM TREFL SOPOT85
Kwarty: 32:18, 20:26, 12:15, 33:26

Turów: Mollinari 34 (6), Machowski 14 (4), Szawarski 11 (2), Bennett 11, Young 12 oraz Łopatka 6, Zabłocki 3 (1), Czerwonka 2, Avlijas 2. Mordzak 2.

Prokom Trefl: Pacesas 4, Nemeth 20 (3), Maskoliunas 11 (2), Masiulis 4, Wójcik 20 oraz Dylewicz 16 (2), Farmer 6, Bacik 4, Radojević 0.

Dla Gazety

Filip Dylewicz

skrzydłowy Prokomu

Byliśmy zdecydowanie gorszym zespołem. Pozwoliliśmy rywalom na zbyt wiele, a szczególnie Yannowi Mollinariemu, który rzucił nam aż tyle punktów. On był kluczem do zwycięstwa gospodarzy - gdyby nie on, toby nie wygrali. Wiedzieliśmy, czego się można spodziewać po tym graczu, ale jego świetna postawa chyba nas zaskoczyła. I mieliśmy ogromne problemy aby go powstrzymać. No cóż - taki jest sport. Nie zawsze się wygrywa. Musimy wyciągnąć wnioski z tej i innych wcześniejszych porażek. Jestem przekonany, że w play-off będzie lepiej. Teraz przechodzimy lekki kryzys, jesteśmy w niepełnym składzie, ale wierzę w to, że niedługo dojdziemy do optymalnej dyspozycji.

Nie czułem się zestresowany powrotem na polskie parkiety. Gdybym był poddany kontroli antydopingowej, to nie miałbym żadnych obaw, aby się jej poddać. Czułem ogromny głód gry w koszykówkę, ciężko trenowałem przez ostatni czas i cieszę się, że moja gra jest przynajmniej przyzwoita

Się gra, się ma!

Czy można cały mecz siedzieć na ławce rezerwowych, a spotkanie zakończyć z dorobkiem punktowym? Można. Taka sytuacja zdarzyła się rozgrywającemu Turowa Zgorzelec Grzegorzowi Mordzakowi.

W 6. minucie rozgrywający Prokomu Tomas Pacesas trafił do własnego kosza. W koszykówce nie ma "samobójów", więc sędziowie przyznali punkty kapitanowi drużyny gospodarzy, czyli właśnie Grzegorzowi Mordzakowi. Ten z kolei ani na moment nie pojawił się na parkiecie, ale w statystykach dwa punkty ma zapisane. - Się gra, się ma! - stwierdził.