ZEC SV Gwardia Wrocław - BKS Stal Bielsko-Biała 1:3

Siatkarki Gwardii Wrocław przegrały trzeci mecz z BKS-em Bielsko-Biała i nie awansowały do półfinałów play off. Po meczu menedżer wrocławskiego klubu Grzegorz Freus zarzucił dziennikarce "Gazety", że porażka zespołu to jej wina
- Trener Błaszczyk jest na panią obrażony i raczej nie przyjdzie na konferencję prasową. Swoimi artykułami rozbiła pani zespół przed najważniejszym meczem w sezonie - narzekał z pretensją w głosie menedżer wrocławianek Grzegorz Freus, który w Gwardii odpowiada jednocześnie za kontakty z mediami.

Ostatecznie po kilku minutach trener Rafał Błaszczyk łaskawie przyszedł na konferencję, ale w swoich wypowiedziach wyraźnie dawał do zrozumienia, że to "Gazeta Wyborcza" jest odpowiedzialna za porażkę jego zespołu w tym w pojedynku. - Pozaboiskowe emocje nie pozwoliły nam pokazać wszystkich naszych umiejętności w dzisiejszym meczu - mówił Błaszczyk. Ale po chwili dodał: - Bądźmy szczerzy, i bez tego rywalizacja z BKS-em to było dla nas takie zadanie, jak zdobywanie Mount Everestu. I to zimą - tłumaczył obrazowo.

Wypowiedź trenera była o tyle zaskakująca, że przed rozpoczęciem rywalizacji w play off z mistrzyniami Polski trener Błaszczyk zapewniał nas, że ten rywal mu odpowiada. - Uważam, że nie jest to zły przeciwnik. Wygraliśmy z nimi w lidze. Wcześniej w turnieju towarzyskim. Będziemy walczyć. Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe - mówił kilkanaście dni temu Błaszczyk.

A jeśli chodzi o pretensje menedżera i szkoleniowca, to odnosiły się one do tekstów, w których poinformowaliśmy, że kluczowe siatkarki Gwardii - Natalia Bamber, Anna Barańska i Joanna Kaczor w przyszłym sezonie najprawdopodobniej nie będą już występowały we wrocławskim klubie. Napisaliśmy, że Bamber ma ofertę z Winiar Kalisz, Barańska może wyjechać za granicę, gdyż z kilku klubów otrzymała propozycję zatrudnienia, a Kaczor zamierza wyjechać do Stanów Zjednoczonych, gdzie chce studiować i grać w jednej z drużyn uniwersyteckich. Te informacje - zdaniem menedżera Freusa i trenera Błaszczyka - miały przyczynić się do rozbicia zespołu i zadecydować o porażce w meczu z Bielskiem.

Prawda jest taka, że w sobotę siatkarki Gwardii nie potrafiły nawiązać wyrównanej walki z rywalkami. Dobrze wypadły tylko w drugim, wygranym secie. W tej części gry świetnie prezentowała się Joanna Kaczor, która tego dnia była zdecydowanie najlepszą zawodniczką w Gwardii.

W pozostałych setach gra Gwardii wyglądała źle. Fatalnie funkcjonowało przyjęcie, zawodził blok. Poniżej swojego poziomu zagrała Barańska. W pewnym momencie drugiego seta - kiedy nie radziła sobie z odbiorem zagrywki rywalek - otrzymała ostrą reprymendę od Małgorzaty Kupisz.

W tej sytuacji siatkarki z Bielska mogły sobie pozwolić na efektowną grę. Chwilami, wobec bardzo słabej postawy Gwardii, robiły na boisku, co chciały. Świetne spotkanie rozegrały Anna Podolec i Agata Mróz, niepodzielnie dominujące na parkiecie.

- Zawodniczki Gwardii nie grały dzisiaj na swoim poziomie - mówił po meczu trener Stali Zbigniew Krzyżanowski. - Kiedy się przegrywa 0:2, to czasem trudno sobie poradzić z presją. Mecz był drętwy. Typowa walka o punkty.

Gwardię czekają teraz mecze o prawo gry o piąte miejsce. Przeciwnikiem wrocławianek będzie Muszynianka Muszyna. Pierwszy mecz odbędzie się 2 kwietnia we Wrocławiu.

ZEC SV Gwardia Wrocław - BKS Stal Bielsko-Biała 1:3 (15:25; 28:26; 14:25; 19:25)

Gwardia: Kupisz, A. Barańska, Koprowska, Bamber, Kaczor, Szkudlarek, Jagiełło (libero) oraz Gomułka, Dawidowicz, Mroczkowska.

Stal: Podolec, Jagodina, Staniucha, Mróz, Biel, Sadurek, Barszcz (libero).

Stan rywalizacji: 3:0 dla BKS Stal Bielsko-Biała

Wyniki pozostałych meczów ćwierćfinałowych: Muszynianka Muszyna - Winiary Kalisz 1:3 (wynik ćwierćfinału 3:0 dla Winiar), Stal Mielec - Centrostal Bydgoszcz 1:3 (3:0 dla Centrostalu), AZS Poznań - Nafta Piła 0:3 (3:0 dla Nafty).



MÓWI MAŁGORZATA KUPISZ

Chciałam zdobyć medal

Anna Monkos: Menedżer Grzegorz Freus zarzucił mi, że swoimi tekstami rozbiłam drużynę przed najważniejszym meczem w sezonie. Czy rzeczywiście zespół był rozbity przez nasze artykuły?

Małgorzata Kupisz: Ale o jakie teksty chodzi?

Czyli o niczym Pani nie wie?

- Mnie te teksty nie dotyczyły. Wiem, że w "Gazecie" pojawiały się informacje, że Ania, Natalia i Asia chcą zmienić klub. Ale czy to mogło wpłynąć na ich postawę w dzisiejszym meczu? Ja potrafię zostawiać takie emocje w szatni. Dziennikarze są od tego, żeby pisać, informować i ja to rozumiem. To prawda, że zespół funkcjonował dzisiaj źle, ale nie potrafię określić, dlaczego tak się działo.

Faktem jest, że podczas wszystkich meczów ćwierćfinałowych nie byłyście w stanie poważnie zagrozić Stali. Wyjątkiem był początek pierwszego meczu w Bielsku.

- To prawda. Zabrakło nam chyba determinacji. Nie byłyśmy w stanie zagrozić im zagrywką. Kiepsko szła nam gra w obronie. A Stal grała świetnie. W końcu to jest mistrz Polski. Zespół z najwyższej półki. Trudno mi to powiedzieć, ale rzeczywiście nie podjęłyśmy walki.

Czy pomimo to uważa Pani sezon za udany?

- Myślę, że gdyby przed sezonem ktoś nam powiedział, że nie będzie z nami Kasi [Mroczkowskiej - przy. red.], i dał nam piąte miejsce, to każdy wziąłby je w ciemno. Pomimo wszystko uważam, że dobrze nam szło w lidze, a całkiem niewiele zabrakło, abyśmy awansowały do finału Pucharu Polski i Final Four pucharu Top Teams. Mogło być lepiej. Ale zabrakło Kasi.

Czy zapowiedzi działaczy i trenera, że zespół będzie walczył o czwarte miejsce, były w ogóle realne?

- Myślę, że tak. Udowodniłyśmy przecież, że potrafimy grać z najlepszymi.

W grudniu mówiła Pani, że decyzję o ewentualnym przedłużeniu kontraktu z Gwardią uzależnia Pani od tego, co zrobią pozostałe zawodniczki, oraz od sytuacji finansowej klubu. Jak dziś widzi Pani te szanse?

- Nie wiem. To zależy od tego, kto zostanie w klubie. Nie mówię ani tak, ani nie. Muszę to przemyśleć. Miałam przed sezonem inne oczekiwania. Chciałam zdobyć z Gwardią medal. Teraz będę czekała na rozmowy z działaczami.





KOMENTARZ

Wszystko jasne. Informacyjne teksty "Gazety" mają tak wielką moc sprawczą, że sparaliżowały siatkarki Gwardii, zabijając w nich ducha walki. Problem w tym, że owe artykuły raczej większego spustoszenia dokonały w głowach menedżera Freusa i trenera Błaszczyka.

Kogo i w jaki sposób miały rozbić, zdekoncentrować informacje, że po sezonie trzy siatkarki mogą odejść z Gwardii? Kapitan drużyny Małgorzata Kupisz stwierdziła, że jej na pewno nie, gdyż dotyczyły innych siatkarek. Szczerze przyznała, że przegrały, gdyż były słabsze. A Bamber, Barańska i Kaczor o tym, że mają oferty z innych klubów, dowiedziały się dużo wcześniej od swojego agenta, a nie z tekstów z "Gazety". Jeśli więc Panowie Freus i Błaszczyk rozpaczliwie szukają sobie alibi, to mogę im podpowiedzieć - winę za porażki siatkarek Gwardii oprócz dziennikarki "Gazety" ponosi również agent zawodniczek. Czy teraz, Panowie, czujecie się już lepiej?

W sporcie zawsze będą zwycięzcy i przegrani. Na tym polega jego piękno, nieprzewidywalność i romantyzm. Sztuką jest nie tylko wygrywać, ale także umieć pogodzić się z porażką i przyznać, że tym razem rywal był lepszy. I pogratulować mu zwycięstwa, a nie tchórzliwie szukać winnych dookoła. Ale aby tak uczynić, trzeba mieć odrobinę klasy i charakteru. Najwyraźniej tego Panom Freusowi i Błaszczykowi zabrakło.

Artur Brzozowski