Sport.pl

Legia - Amica 1:1

No to została nam walka o wicemistrzostwo - podsumował mecz z Amicą obrońca Legii, były gracz klubu z Wronek Tomasz Sokołowski II. W 92. minucie Paweł Kryszałowicz "zakręcił" Sokołowskim II, położył bramkarza Artura Boruca i z zimną krwią wyrównał
Buńczuczne zapowiedzi płynące z Łazienkowskiej ("wiosną wygramy wszystkie mecze", "dogonimy Wisłę") zakończyły swój żywot już w drugiej kolejce rundy rewanżowej. Mecz drugiej drużyny z czwartą był przeciętny. Oba zespoły zagrały w ustawieniu "choinką", czyli 4 obrońców, 3 środkowych pomocników, 2 skrzydłowych i 1 wysunięty napastnik. Okazji było więc jak na lekarstwo. - Dużo biegania, walki i niedokładności. Mało sytuacji i strzałów - podsumował spotkanie serbski pomocnik Legii Aleksandar Vuković.

W 11. min po świetnym rajdzie i jeszcze lepszym podaniu Bartosza Karwana do Piotra Włodarczyka bramkarz Arkadiusz Malarz sfaulował w polu karnym napastnika Legii. "Jedenastkę" pewnie wykorzystał Marek Saganowski, który w tygodniu zrobił sobie na lewym przedramieniu efektowny tatuaż z imieniem i datą narodzin swojego syna "Antoś".

W drugiej połowie napastnik Legii nie miał już powodów do radości. A okazję miał identyczną. W 51. min sędzia Pacuda - chyba jako jedyny na stadionie - dopatrzył się zagrania ręką Jarosława Bieniuka w polu karnym. - Gdybym dotknął piłki ręką, tobym czuł - mówił obrońca Amiki. - Prosiliśmy sędziego, by się skonsultował z liniowym. Nie chciał nas słuchać. I o to mam największy żal.

Ale Saganowski strzelił równie mocno jak niecelnie. - To był kluczowy moment meczu. Zwyczajnie źle strzeliłem. Już nie będę wykonywał karnych po faulu na sobie - powiedział Saganowski.

Od tej pory mecz przypominał przeciąganie liny. Raz jedni, raz drudzy mieli przewagę. Ale niczego to nie dawało. Strzały były najczęściej blokowane, a z rzutów rożnych nic nie wynikało.

Ale można było dokonywać jeszcze zmian. Te, które zrobił Jacek Zieliński, przyniosły więcej szkody niż pożytku (nie zawiódł Sokołowski I, Rosłoń ostro sfaulował i dostał kartkę minutę po wejściu, a potem zawinił przy straconym golu, a Zjawiński kompletnie nie wiedział, co się dzieje). Z boiska zeszli Karwan (bardzo dobry występ) i starający się Smoliński. Te zrobione przez Macieja Skorżę dały efekt. - Chcieliśmy zneutralizować środek pomocy Legii i ofensywnie grających bocznych obrońców. Udało się - mówił trener Skorża.

W końcówce legionistom kompletnie zabrakło wyobraźni. Jak można, prowadząc 1:0, w 92. min beztrosko pozwolić rywalowi na wyprowadzenie skutecznej kontry? A tak właśnie zachowała się drużyna z Łazienkowskiej. Nikt nie przerwał prowadzonej środkiem pola akcji Amiki, Kryszałowicz dostał znakomite podanie od Czecha Simra (uwaga! nowa jakość w polskiej lidze, bardzo dobry rozgrywający, zajął miejsce w środku pola przesuniętego na lewą stronę Bukhardta), ograł Sokołowskiego II oraz Boruca i wbił gola.

To jedno z ważniejszych trafień Kryszałowicza, bo właściwie przesądza o tytule dla Wisły i zachowuje szanse Amiki na drugie lub trzecie miejsce premiowane startem w Pucharze UEFA.

A mógł jeszcze paść gol numer dwa. W ostatniej sekundzie Kryszałowicz znów wychodził na czystą pozycję. Ale sędzia dosłownie potraktował, że to ostatnia sekunda. I zakończył mecz. - Jak on mógł to zrobić? - wściekał się Kryszałowicz.



LEGIA WARSZAWA1 (1)
AMICA WRONKI1 (0)
Legia: Saganowski (11., z karnego po faulu na Włodarczyku); Amica: Kryszałowicz (90., z podania Bartczaka).

Legia: Boruc - Sokołowski II, Szala, Rzeźniczak Ż, Kiełbowicz - Karwan (72. Sokołowski I), Surma Ż, Vuković, Smoliński (66. Rosłoń), Włodarczyk (82. Zjawiński Ż) - Saganowski.

Amica: Malarz - Skrzypek, Bieniuk Ż, Smirnovs, Dudka Ż - Murawski (64. Banaczek), Simr (89. F. Burkhardt), Bartczak Ż, M. Burkhardt, Gregorek (64. Kryszałowicz) - Dembiński.

Widzów: 7 tys. Sędziował: Tomasz Pacuda (Częstochowa).



Legia-Amica
14Strzały11
6Strzały celne2
8Rzuty rożne4
17Faule20
4Spalone3