PZN stracił miliony na umowach z Federerem?

Krakowska prokuratura zbada, czy zarząd Polskiego Związku Narciarskiego stracił kilka milionów złotych, podpisując skrajnie niekorzystne umowy z menadżerem Adama Małysza
Postępowanie sprawdzające polecił wszcząć z urzędu prokurator apelacyjny w Krakowie. To wynik zeszłotygodniowej publikacji w "Przeglądzie Sportowym", w której ujawniono wystąpienie Andrzeja Krama, członka komisji rewizyjnej PZN z września 2004 r. 78-letni sędzia w stanie spoczynku, a zarazem doradca Najwyższej Izby Kontroli na posiedzeniu zarządu PZN zarzucił władzom związku podpisanie niekorzystnych umów z Edi Federerem, austriackim menadżerem kadry polskich skoczków narciarskich. Jak wyliczył, spowodowały one stratę 3-4 mln zł.

Przedmiotem kontraktów były prawa do wizerunku i powierzchni reklamowej na strojach narciarzy, ich trenerów i opiekunów. Pierwszą umowę, której oryginał ponoć zaginął, zawarto jeszcze przed największymi sukcesami Adama Małysza. W zamian za reklamową wyłączność Austriak użyczył polskiemu związkowi dwa busy i telefon komórkowy dla trenera. Jej warunków nie renegocjonowano w sierpniu 2001 r. po rewelacyjnych wynikach Polaka. Podpisano za to dwie następne, w których Federer zbył związkowi za 133,2 tys. euro prawa do wizerunku Małysza w niektórych reklamach oraz prawo do 50 cm kw. na kombinezonie narciarza. Ze swej strony związek zobowiązał się, że zadba, aby Małysz występował we wszystkich konkursach Pucharu Świata. Dwa lata później zarządu PZN też nie zmienił umownych zapisów na korzystniejsze. Wręcz przeciwnie - według Krama - potwierdzono dodatkowo rzekome zadłużenie 276 tys. euro.

- PZN to nie jest prywatna spółka, lecz instytucja działająca w oparciu o ustawę o kulturze fizycznej. Jego kierownictwo musi dbać o interesy związku. Jeśli prawdą jest, że podpisało umowy, które przyniosły milionowe straty, to istniej poważne podejrzenie, że doszło do przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków - powiedział "Gazecie" prokurator Włodziemirz Krzywicki, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie.