Sport.pl

Prokom Trefl Sopot - AEK Ateny 59:75 w meczu Euroligi

Kibice w Gdańsku obejrzeli popis drużyny w żółto-czarnych strojach. Ale nie był to Prokom, bo mistrzowie Polski wystąpili w roli uczniów. Mistrzem był zespół AEK Ateny.
Kompromitacja. To słowo najlepiej pasuje do gry Prokomu w czwartkowym meczu. Zespół z Sopotu potwierdził, że w tym sezonie nie jest już w stanie zrobić czegoś więcej w Eurolidze. Z prostej przyczyny - w Top16 każdy przeciwnik jest od sopocian znacznie lepszy.

Gracze Prokomu byli kompletnie nieprzygotowani do meczu. Trener Eugeniusz Kijewski nie potrafił ustawić zespołu i od pierwszych minut nie reagował na wydarzenia na parkiecie. A działy się na nim złe rzeczy, nawet tragiczne. W pierwszej połowie koszykarze Prokomu w ogóle nie musieli nawet myśleć o tym, jak pokonać Greków (w 8. minucie było już 4:22). Mieli zupełnie inny problem. Musieli kombinować, co zrobić, żeby rzucić do przerwy przynajmniej 20 punktów. Akcje Prokomu wyglądały tak, jakby pięciu koszykarzy spotkało się po raz pierwszy. Wyglądały żałośnie. Nie trafiał Goran Jagodnik, który w końcówce pierwszej kwarty doznał kontuzji kolana i nie wrócił już na parkiet. Nie szło graczom obwodowym, nic nie wychodziło pod koszem. Jeszcze gorzej jednak, że nie było walki. Koszykarze mistrza Polski myśleli, że kolejne niecelne rzuty nic nie znaczą, bo za chwilę zaczną trafiać i będzie dobrze. Nic z tego! AEK bezlitośnie wykorzystywał każdy błąd, a było ich mnóstwo.

Trudno się dziwić, że Grecy mieli do przerwy prawie 80 proc. skuteczność w rzutach za dwa punkty - niemal wszystkie rzuty oddawali przecież z czystych pozycji. Nikolaos Zisis, Sandro Nicević czy Nikolaos Hatzis wyglądali przy graczach Prokomu jak profesjonaliści przy amatorach. A po losowaniu grup Top 16 koszykarze z Sopotu tak bardzo cieszyli się, że trafili właśnie na Greków...

Teraz są zapewne innego zdania, bo dostali wczoraj lekcję, której długo nie zapomną. Przy silnym rywalu, który udowodnił, że nie przez przypadek wygrał pierwsze dwa mecze - z Benettonem Treviso i Efesem Pilsen Stambuł - wszystkie słabości sopocian było widać jak na dłoni. Brak koncepcji na grę w ataku, zbyt mała liczba zawodników grożących rzutem, wolna gra - tak wyglądała drużyna Prokomu. Doskonałym obrazem tego meczu była akcja z drugiej kwarty, kiedy Yiannis Bouroussis na stojąco zablokował Mariusza Bacika oraz sytuacja z końcówki, kiedy Mark Miller tak długo kozłował piłkę, że w końcu trafił nią w swoją nogę i ostatnie punkty w meczu zdobył Zisis.

Prokom przegrał już trzeci mecz w Top16 i może zapomnieć o grze w ćwierćfinale. W trzech pozostałych meczach (pierwszy już w najbliższą środę z Efesem u siebie) musi jednak zrobić wszystko, aby zmazać plamę z wczorajszego spotkania. Bo koszykarze z Sopotu - może z wyjątkiem Istvana Nemetha i Tomasa Masiulisa - mają się czego wstydzić.

Prokom Trefl Sopot59
AEK Ateny75
Kwarty: 8:24, 13:18, 14:17, 24:16

Prokom: Masiulis 16 (2), Pacesas 7, Wójcik 2, Jagodnik 2, Maskoliunas 1 oraz Nemeth 13 (2), Radojević 8, Miller 7 (1), Bacik 3, Farmer 0

AEK: Zisis 19 (2), Lollis 12, Hatzis 11 (1), Nicević 10, Bailey 9 (1) oraz Nikolaidis 7 (1), Bouroussis 4, Glyniadakis 2, Pelekanos 1, Kus 0