Legia poparła Widzew

Prezesi I- i II-ligowych klubów domagają się od PZPN wyjaśnień, dlaczego Widzew dostał licencję. - Chcą pozbyć się silnego przeciwnika - tłumaczy Wojciech Szymański
Podczas poniedziałkowego spotkania przedstawicieli klubów I i II ligi doszło do dyskusji na temat Widzewa. - Prezes Arki Gdynia zapytał, na jakiej podstawie dostaliśmy licencję - mówi Wojciech Szymański. Wiceprezes Widzewa twierdzi, że połowa klubów występujących w II lidze marzy o awansie do ekstraklasy, więc chętnie pozbyłaby się silnego rywala, jakim jest drużyna z al. Piłsudskiego. - Zapytałem szefa Arki, czy jesteśmy mu coś winni. Odpowiedział, że nie. Z całego grona klubów obecnych na spotkaniu SPN Widzew SSA, która wcześniej prowadziła zespół, nie zapłaciła za transfery piłkarzy tylko Wiśle Płock - opowiada Szymański.

W końcu ustalono, że obecni prezesi zwrócą się do PZPN, żeby oficjalnie odpowiedział, na jakiej podstawie Widzew dostał licencję. Zarządzono głosowanie - przeciwko wnioskowi były tylko dwie osoby - Szymański oraz... Piotr Zygo, prezes Legii Warszawa.

Co może zrobić związek? Władysław Puchalski, prezes Widzewa, twierdzi, że klubowi nic nie grozi, bo działał zgodnie z prawem. Według Puchalskiego, na początku stycznia widzewscy prawnicy wystosowali do PZPN pismo, w którym przedstawili sytuację klubu. - Według obowiązującego w Polsce prawa mamy prawo występować w II lidze. A przepisy PZPN nie mogą być ważniejsze niż kodeks handlowy - dodał.

Obrazowo wytłumaczył to Witold Skrzydlewski, wiceprezes klubu: - To jest tak, jakby Józef Młynarczyk pożyczył komuś jeden ze swoich pięknych samochodów [trener bramkarzy Widzewa ma firmę transportową - red.]. Ktoś tankowałby paliwo nie płacąc za nie. W końcu Młynarczyk zdenerwowałby się i odebrał swoją własność. Czy on odpowiadałby za długi na stacjach benzynowych? Nie! I tak samo było z drużyną Widzewa. Spółka dostała ją od RTS tylko w użytkowanie. Latem odebraliśmy swoją własność i przekazaliśmy do nowego stowarzyszenia.