Paszulewicz w Zabrzu złamał nogę i został wyrzucony

Tylko 20 minut czuł się piłkarzem Górnika obrońca Jacek Paszulewicz. W trakcie biegu doznał kontuzji, więc klub z Zabrza odesłał go do Krakowa jak zepsuty mebel.
Paszulewicz miał grać w Górniku za Kamila Kuzerę, który przedwcześnie wrócił do Wisły z wypożyczenia. We wtorek "Paszul" miał pierwszy trening z zabrzanami. Doznał kontuzji po 20 minutach biegania.

- To złamanie zmęczeniowe piątej kości śródstopia. Potwierdziło to badanie radiologiczne w Krakowie - informuje Grzegorz Gierlach, klubowy lekarz Górnika, i dodaje, że złamanie zmęczeniowe to uraz, który jest "sumą wcześniejszych mikrourazów". Jego zdaniem piłkarz będzie musiał pauzować całą rundę.

- Rezygnujemy z usług Jacka - zadecydował wczoraj prezes Górnika Zbigniew Koźmiński. - Będziemy musieli dać sobie radę bez niego.

Taka decyzja zaskoczyła wiślaków. - Idę porozmawiać na ten temat z lekarzem. Na pewno nie zostawimy Jacka na lodzie - mówił dyrektor sportowy Wisły Grzegorz Mielcarski.

Sprawa jest o tyle dziwna, że "Paszul" hasał jak źrebak w sparingach rozgrywanych na Cyprze (np. dzięki jego golowi Wisła pokonała Slovana Liberec), po powrocie do Krakowa również trenował "na pełną parę".

- Jaka tam stara sprawa? Przez trzy tygodnie nic go nie bolało, aż tu z Zabrza przyjechał ze złamaną kością śródstopia. We wtorek wieczorem założyłem mu gips - informuje lekarz Wisły Mariusz Urban. Według niego kontuzja piłkarza to nieszczęśliwy przypadek. - Jacek to duży i ciężki człowiek. Mógł niefortunnie stanąć, przekrzywić nogę i złamanie kości śródstopia gotowe - dodaje Mariusz Urban.

Na zrośnięcie kości obrońca potrzebuje sześciu tygodni, a potem rozpocznie się kilkutygodniowa rehabilitacja. Wczoraj Urban założył zawodnikowi syntetyczny gips, który pozwoli na ćwiczenia w siłowni. "Paszul" jednak musi chodzić o kulach.