Rewolucyjne zmiany w Formule 1

Hai und kleine fische - mógł powiedzieć w ostatnich sezonach o sobie i innych kierowcach Niemiec Michael Schumacher. Ale po zmianach, jakie wprowadzili szefowie F1, dziś wszyscy mogą być małymi rybkami. Kto więc będzie rekinem?
W piątek w Melbourne podczas oficjalnych treningów przed Grand Prix Australii do nowiutkich samochodów wsiądą kierowcy i poczują się trochę tak, jakby kierowali nissanem patrolem 3.0 TDi. Zmiany, jakie wprowadzili zarządzający wyścigami, wymuszone przez dziewięć startujących zespołów, czyli wszystkich oprócz ferrari, tną prędkości, tną przyspieszenia, ale przede wszystkim koszty, tak aby jak najbardziej wyrównać szanse w coraz dłuższym kalendarzu. Już nie będzie można wejść w zakręt z prędkością sputnika, niemal tracąc świadomość, bo nowa aerodynamika obetnie około 25 procent docisku samochodu.

Tych samych opon trzeba teraz używać przez cały weekend wyścigowy. Tego samego silnika trzeba teraz używać przez dwa weekendy wyścigowe. Paliwo raz zatankowane przed niedzielną sesją kwalifikacyjną musi starczyć do mety. A to wszystko w 19 wyścigach. Mówi się, że za rok będzie ich 20.

Trzeba więc wszystko oszczędzać - szef stajni jak zobaczy dym z opon na starcie albo przy hamowaniu przed zakrętem, dostanie furii. Jak zobaczy, że obroty eksplodują do 18 tys., dostanie furii. Trzeba było zmienić samochody, opony, silniki, czyli wszystko co najważniejsze w F1. Diametralnie i szybko. Zespoły dwoją się i troją, ale nawet ferrari nie zdążyło przygotować całkiem nowego samochodu. Michael Schumacher i Rubens Barrichello dostaną go prawdopodobnie w Bahrajnie, na trzecim wyścigu sezonu. Do tej pory będą jeździć na zmodyfikowanej zeszłorocznej wersji.

Oszczędzanie wchodzi więc w nawyk.

Schumacher - najlepiej zarabiający sportowiec świata, co roku na jego konta wpływa ok. 80 mln dol. - wydziela dwojgu swoim dzieciom po dwa euro kieszonkowego tygodniowo. - Muszą nauczyć się, że nie wszystko przychodzi samo - powiedział siedmiokrotny mistrz świata. Niemiec jest zresztą jednym z dwóch zapalników rewolucji w F1. Przez niego w Formule stało się nudno. W 2004 r. na 18. Grand Prix wygrał 13, mając serię siedmiu zwycięstw z rzędu, i na dodatek dwa razy był drugi. W 1995 r., kiedy zdobywał swój drugi tytuł, uważało się, że zdominował wyścigi, zdobył 102 pkt. (rok temu 148, przy jednym wyścigu więcej).

Ferrari też stało się inną stajnią - w ostatnich trzech sezonach tylko dwa razy Schumacher nie ukończył wyścigu. Gdy zdobył tytuł w 1995 r. w barwach benettonu - nie ukończył pięciu wyścigów. Główna gwiazda ferrari z tamtego sezonu - Jean Alesi - aż 8 razy nie dojeżdżał do mety, a Gerhard Berger 6 razy. W zeszłym roku włoska wytwórnia wygrała 15 z 18 wyścigów.

Michael Schumacher wciąż jest faworytem nr 1 tego sezonu, podobnie jak jego team w klasyfikacji konstruktorów - choćby dlatego, że jest najbogatszy (300 mln dol. budżetu). Kto może mu zagrozić? Np. brat Ralf - nowy kierowca Toyoty-Panasonic (drugi pod względem wielkości budżet - 250 mln). Niemiec trafił do japońskiego zespołu (jeździ w nim też Włoch Jarno Trulli) z Williamsa-BMW, z którego odszedł również Kolumbijczyk Juan Pablo Montoya (do McLaren-Mercedes - partnerem będzie Fin Kimi Raikkonen). No i jest jeszcze BAR-Honda z Brytyjczykiem Jensonem Buttonem i Japończykiem Takumą Sato. Tylko czy są w stanie wygrać w kierowcą wszech czasów Formuły 1?

Program GP: Australia - 6.03; Malezja - 20.03; Bahrajn - 3.04; San Marino - 24.04; Hiszpania - 08.05; Monako - 22.05; Europa Nurburgring - 29.05; Kanada - 12.06; USA - 19.06; Francja - 03.07; Wlk. Brytania - 10.07; Niemcy - 24.07; Węgry - 31.07; Turcja - 21.08; Włochy - 04.09; Belgia - 11.09; Brazylia - 25.09; Japonia - 09.10; Chiny - 16.10.