Sport.pl

Olimpiada Specjalna: hokeiści z klasy życia

Tygodniowy wyjazd na Zimowe Igrzyska Olimpiad Specjalnych w Nagano to dla nich więcej niż rok nauki w szkole. A hokej to dla nich wszystko
Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy im. Janusza Korczaka w Sieradzu. W pokoju trenerów spakowane torby ze sprzętem, każda taka sama. Najważniejsze, że markowe. - Dzięki temu czują się ważni, są prawdziwą reprezentacją - zaczyna Piotr Iszczek, jeden ze szkoleniowców.

Nagano

To już ósme takie zimowe igrzyska, trzecie w Nagano. W trwających od niedzieli zawodach Polska ma przedstawicieli w czterech dyscyplinach - hokeju w hali, łyżwiarstwie szybkim, narciarstwie zjazdowym i biegowym. W programie igrzysk jest jeszcze bieg na rakietach śnieżnych oraz jazda figurowa na lodzie.

O wyjeździe do Japonii nie decydowały wyniki. Zresztą tak jak we wszystkich dyscyplinach Olimpiad Specjalnych. Tu od początku do końca obowiązuje hasło: "Pragnę zwyciężyć, lecz jeśli nie będę mógł zwyciężyć, niech będę dzielny w swym wysiłku". Przed każdymi zawodami sportowcy wypowiadają słowa tej przysięgi.

- U nas nie ma mistrzów - wyjaśnia Zbigniew Flanek, drugi z trenerów. - Drużyny są podzielone w zależności od stopnia sprawności. Byliśmy najsilniejszą drużyną w jednej z czterech grup w polskich rozgrywkach. O wyjeździe zdecydowało losowanie. Karteczkę z nazwą "Sieradz" wyciągnął Jacek Wszoła.

W Nagano przez cztery pierwsze dni nie liczą się wyniki. Specjalna komisja będzie obserwować każdą z drużyn, dzieląc je później na grupy sprawnościowe. O medalach zdecydują dwa ostatnie dni, gdzie sześć zespołów w danej grupie będzie rywalizowało systemem "każdy z każdym". Ci, którzy znajdą się poza podium, dostaną wstążeczki olimpijskie.

Hokej w hali

Boisko podobne jak w hokeju na lodzie. Tylko kij jest prosty, a krążek filcowy z dziurą w środku - w nią należy włożyć kij i prowadzić po podłodze. Mecz podzielony jest na dziewięciominutowe tercje. Po to, by wszyscy mieli szansę gry. Nie ma znaczenia to, kto jaki poziom prezentuje. Z 12-osobowego zespołu każdy musi zagrać tyle samo. Flanek: - W Polsce jest około 60 zespołów. Tylko w samym powiecie sieradzkim sześć. Zawody ogólnopolskie odbywają się co dwa lata.

Ćwiczą dwa-trzy razy w tygodniu. Jak wyczynowi sportowcy jeżdżą na zgrupowania, gdzie trenują nawet trzy razy dziennie.

Trenerzy

Piotr Iszczek i Zbigniew Flanek są nauczycielami wychowania fizycznego w Korczaku. W Olimpiady Specjalne zaczęli się bawić w 1998 roku. - Przychodząc do pracy, zastanawialiśmy się, co można zrobić więcej. Była odpowiednia baza, pomyśleliśmy: spróbujemy - opowiadają.

Mimo że to oni decydowali o tym, kto pojedzie do Nagano, nie lubią słowa "selekcjoner". Wolą, kiedy mówi się do nich "trener". Flanek: - U nas każdy może się sprawdzić. Niektórzy jednak nie wytrzymują trudów treningów.

Obaj pracują również ze sprawnymi sportowcami - Iszczek z tenisistami, Flanek z kajakarzami. Jakie są różnice? - W wyczynie sportowiec nie rzuci wszystkiego dzień przed zawodami i nie powie, że się poddaje. W pracy z tymi chłopcami wszystko jest możliwe - mówi Iszczek.

Dlaczego zdecydowali się na pracę z upośledzonymi umysłowo? - To dla nich jedyna odskocznia - twierdzą zgodnie. - Nie mogą wykazać się w olimpiadach matematycznych czy fizycznych. Nawet jeśli nauczą się wiersza na pamięć, to mogą co najwyżej pojechać z występem do sąsiedniego powiatu. Sport otwiera im drzwi na świat. Poza tym po kilku latach treningu czują się lepsi od kolegów. Nawet tych w pełni sprawnych.

Drużyna

Uczniowie z Korczaka dzielą się na cztery grupy. Ci z kadry hokeistów są upośledzeni w stopniu lekkim i umiarkowanym. Kilku z nich było na poprzednich igrzyskach na Alasce. Połowa reprezentacji to uczniowie z Sieradza, drugie pół jest z Bydgoszczy.

n Łukasz Burak, bramkarz, 20 lat. Ma trzech braci, mieszkają z rodzicami w Sieradzu. Jedyny z grupy upośledzony w stopniu lekkim. Chodzi do szkoły zawodowej, chce być piekarzem. Jest szczęśliwy, bo dostał właśnie propozycję pracy w piekarni przy ul. Warckiej. Jak każdy z pytanych patrzy na życie przez sport.

Co ciekawego u Ciebie?

- Zdobędziemy medal.

A co robisz na co dzień?

- Różnie, gram w piłkę... A na bramkarza sam się zgłosiłem. Wzięli mnie, powiedzieli, że jestem dobry.

Potrafi zmienić temat dopiero, kiedy zaczynamy mówić o dziewczynach i samochodach. - Ma na imię Patrycja. Ma 19 lat i uczy się w mechaniku. Znamy się jeszcze z przedszkola. Nie mieszkamy razem, ale dzieli nas tylko ulica. Jak byłem na zawodach w Białymstoku, to przywiozłem jej misia, takiego białego. I niech pan napisze, że chciałbym jeździć po mieście mercedesem.

Iszczek: - Oni nie chcą czuć się gorsi od swoich kolegów z normalnych szkół. Po nich nie widać upośledzenia, dlatego wstydzą się, że chodzą do nas. Są naprawdę zaradni życiowo, potrafią zaimponować dziewczynom. Patrycja chodzi do zawodówki i nie widzi przeszkód, by spotykać się z Łukaszem.

n Artur Raczak, zawodnik ataku, 21 lat. Upośledzony w stopniu umiarkowanym. Ma siostrę, u której mieszka w Sieradzu, i brata, także olimpijczyka - w koszykówce i kajakarstwie. Artur chodzi do szkoły przysposabiającej do zawodu. Chce być kucharzem małej gastronomii. Jest kapitanem, odbiera w imieniu drużyny wszystkie nagrody, ale niewiele mówi. Na każde pytanie tylko: tak, nie, nie wiem.

Iszczek: - Artur kupił sobie ostatnio telefon komórkowy. Nie rozstaje się z nim nawet na chwilę. Jest zamknięty w sobie, ale budzi sympatię. Kiedy byliśmy na igrzyskach na Alasce, zaopiekowała się nim wolontariuszka. Pokazała mu wiele atrakcji. Zabrała go nawet na lodowiec. Długo utrzymywali kontakt.

n Adam Wróblewski, obrońca, 23 lata. Upośledzony w stopniu umiarkowanym. Najbardziej otwarty z całej grupy. Sam zagaduje, bez przerwy się uśmiecha. Mieszka w Sieradzu z rodzicami i pięciorgiem rodzeństwa w 40-metrowym mieszkaniu. Śpią na łóżkach piętrowych, ale i tak nie ma tam za wiele miejsca. - Żadna patologia - zastrzega trener. - Rodzice są bardzo opiekuńczy. Do tego stopnia, że mama nie chciała puszczać go za granicę. Bo spadają samoloty, bo są trzęsienia ziemi, bo panuje ptasia grypa. Adaś to takie duże dziecko. Wszyscy w rodzinie żyją z renty, bo większość rodzeństwa ma poważne kłopoty ze wzrokiem.

- Mama nie chciała, żebym wyjeżdżał - mówi Adam. - Dlatego przywiozłem jej ostatnio taki obraz z bursztynami. I teraz też coś dla niej będę miał.

Trenerzy śmieją się, że Adam to kandydat na prezesa. Na wyjazdy zabiera garnitur, a teraz marzy mu się limuzyna z kierowcą. To dlatego ogląda program TVN Turbo. Nie rozstaje się z aparatem fotograficznym. Najdroższe zdjęcia w jego kolekcji to te z Dariuszem Michalczewskim, którego spotkali na zgrupowaniu w Zakopanem. - Adam codziennie schodzi do piwnicy naszej szkoły i trenuje także boks. Nie jest to dyscyplina olimpijska, ale pozwoliliśmy mu zabrać rękawice do Nagano - mówią szkoleniowcy. - Ci kadrowicze mogą mówić o szczęściu. Mają domy, pełne rodziny. U pozostałych nie jest już tak różowo.

n Dawid Chutek mieszka z babcią i ciocią w Dębołęce, popegeerowskiej wiosce pod Sieradzem. Mama nie pracuje, ojca nigdy nie poznał.

n Damian Kosakiewicz mieszka w rozwalającej się ruderze w Prażmowie. Z jego renty utrzymują się ojciec i bracia. W sezonie zbierają złom. - Sam Damian potrafi wyciągnąć nawet 50 zł dziennie - opowiada Iszczek. - Tyle że ma wtedy tak pokaleczone ręce, że nie może trenować. Podziwiam go, bo potrafi godzić szkołę, pracę i jeszcze zajęcia u nas.

n Łukasz Petal też jest z Prażmowa. Jego rodzeństwo uczy się w Korczaku. Ojciec hoduje gołębie, jeździ na wystawy, zarabia na nich.

Wyjazd

Wyjazd do Nagano poprzedziły spotkania z osobą znającą japońską kulturę. Mimo to trenerzy obawiają się o swoich podopiecznych. Łukasz, najmniej upośledzony z całej kadry, wie tylko, że w Japonii są papierowe drzwi, maty i pałeczki, którymi się je.

Flanek: - Nie zdają sobie sprawy, jak daleka jest to podróż. Osoby upośledzone mają kłopot z orientacją w czasie i przestrzeni. Pamiętam chłopca, który był na zawodach w USA i pytany o wrażenia potrafił odpowiedzieć jedynie, że widział Murzyna i kupił sobie zegarek.

Drużyna z Korczaka wie jednak, że wyjazd do Japonii to bardzo poważna sprawa. Codziennie dzwonią do trenerów, pytają, co muszą zabrać. - Bo wbrew pozorom to bardzo zaradni ludzie - dodaje Iszczek. - Chodzą sami na dyskoteki, jeden z nich wybrał się nawet potańczyć do Poznania.

W przeciwieństwie do zawodowych sportowców trenerzy nie boją się o sportowy tryb życia podopiecznych. - To przecież dorośli ludzie. Wyjdą na piwo, zapalą papierosa, nie można im zwracać uwagi, ale trzeba ich dyskretnie kontrolować. Zresztą oni wiedzą, że zawody to coś ważnego. Dlatego tuż przed meczami potrafią odrzucić wszelkie używki - twierdzi Flanek.

Podczas ostatniego zgrupowania szkoleniowcy musieli podjąć decyzję o wykluczeniu jednego z zawodników z kadry. Nie był w stanie zapanować nad emocjami. Potrafił w trakcie meczu rozebrać się, rzucać sprzętem, obrażać wszystkich. Choć obiecał poprawę, sytuacja się powtarzała. Iszczek: - Nie mogliśmy ryzykować. To jednak długa i daleka podróż. Nie wiadomo, jak by ją zniósł.

Cel

Dla zawodników liczy się tylko medal. Łukasz: - Nie wiem, co będzie, jak go nie zdobędziemy.

Dla trenerów ważne jest, co ich podopieczni wyniosą z wyjazdu. Flanek: - Dzięki podróżom oni się uspołeczniają. Chodzą do tak zwanych klas życia, gdzie uczą się w teorii, jak się zachowywać, jak się ubrać, co robi się w pociągu, na boisku. My wiemy, że taki tygodniowy wyjazd daje im więcej niż rok nauki w szkole. Poza tym oni czują się wyjątkowi. Są stawiani za wzór w szkole, koledzy rozpoznają ich w gazetach, telewizji. Czują się, jak oni to mówią, bossami.

Iszczek: - A medal? To sprawa marginalna. Zresztą w Olimpiadach Specjalnych to zupełnie inne emocje. Emocje, które są nagrodą za potworną pracę, jaką włożyli ci chłopcy.

Upośledzenie umysłowe*

Upośledzenie umysłowe nie jest chorobą psychiczną. Oznacza ograniczone możliwości rozwoju i funkcjonowania intelektualnego, a w konsekwencji utrudnione możliwości przystosowania społecznego. Nie poddaje się go leczeniu - jest stanem nieodwracalnym trwającym całe życie. Osoby z upośledzeniem umysłowym stanowią najliczniejszą grupę spośród wszystkich osób niepełnosprawnych.

Przyczyny upośledzenia umysłowego to: wpływ czynników zaburzających rozwój lub uszkadzających centralny układ nerwowy, najczęściej w życiu płodowym, uszkodzenia okołoporodowe oraz niektóre groźne choroby wieku dziecięcego uszkadzające mózg. Wymaga specjalnego programu nauczania nastawionego w szczególności na rozwój umiejętności potrzebnych w życiu codziennym. Upośledzenie umysłowe może mieć różne stopnie: lekki, umiarkowany, znaczny i głęboki. Zdolność samodzielnego funkcjonowania osób z upośledzeniem umysłowym w społeczeństwie uzależniona jest od stopnia upośledzenia, jak również od poziomu nauczania i rozwoju służb socjalnych w kraju, w którym mieszkają (w Polsce większość osób umiarkowanie i znacznie upośledzonych umysłowo nie ma szans na autonomiczne funkcjonowanie w wieku dorosłym).

Stopień upośledzenia umysłowego w wielu wypadkach wpływa na możliwości ruchowe i poziom sprawności ogólnej. Systematyczne treningi osób z upośledzeniem umysłowym wpływają pozytywnie na poprawę ich wyników sportowych. Sport jest często jedyną sferą życia społecznego, w której osoby z upośledzeniem umysłowym mogą odnieść sukces. W Polsce jest około 1,2 mln osób z upośledzeniem umysłowym.

Misją Olimpiad Specjalnych jest zapewnienie osobom z upośledzeniem umysłowym w wieku co najmniej ośmiu lat całorocznego cyklu treningów i zawodów sportowych w całym szeregu dyscyplin olimpijskich. Zapewnia im to ciągły rozwój sprawności fizycznej, daje możliwość demonstrowania odwagi, doświadczenia radości i dzielenia się nagrodami, umiejętnościami i przyjaźnią z rodzinami, innymi zawodnikami Olimpiad Specjalnych i społecznością lokalną.

*Z materiałów Olimpiad Specjalnych