Sport.pl

Hokeiści GKS-u Tychy dali lekcję drużynie z Torunia

- Dziękuję kibicom. Byli dziś naszym dodatkowym zawodnikiem - komplementował fanów Wojciech Matczak, szkoleniowiec tyskiej drużyny.
Hokeiści GKS-u zrobili pierwszy krok w drodze do awansu do finału. Hokeiści z Torunia, który zapowiadali przed meczem, że wybiją tyskim hokeistom z głów marzenia o awansie, wracali do domu w ciszy.

Pierwsi groźnie zaatakowali goście. Krążek po strzałach Łukasza Sokoła i Dalibora Rzimskiego pewnie jednak zatrzymał Arkadiusz Sobecki. Tyszanie byli skuteczniejsi. Bartłomiej Gawlina wykorzystał dokładne podanie Mariusza Justki, uderzył krążek po lodzie, a zasłonięty w bramce Łukasz Kiedewicz tylko bezradnie rozłożył ręce.

Przed spotkaniem mówiło się, że brak w bramce TKH Tomasza Wawrzkiewicza [ma zerwane wiązadła w lewym kolanie - przyp. red.] znacznie ułatwi życie tyskim napastnikom. Wczoraj rzeczywiście tak było. Druga bramka to prezent Kiedewicza, który przepuścił krążek po niegroźnym uderzeniu Robina Bacula.

- Wawrzkiewicz to 80, czasami 90 procent wartości naszej drużyny. Zespół czuje się pewniej, gdy ma go za plecami. Tomek wznowił już treningi, ale wątpię, by pomógł nam jeszcze w tym sezonie - martwił się Jarosław Morawiecki, trener zespołu gości.

Torunianie otrząsnęli się z przewagi GKS-u dopiero w drugiej tercji. W ciągu 59. sekund, po szybkich kontrach, goście zdobyli dwa gole. - Zrobiło się nerwowo. Zagraliśmy zbyt nonszalancko. Dobrze, że potem wzięliśmy się w garść i już do końca nic do naszej bramki nie wpadło - mówił Ślusarczyk.

Hokeiści z Torunia byli momentami bezradni. Michał Belica kilka razy tak zakręcił obrońcami TKH, że gdy zjeżdżali z lodu, mieli pewnie przed oczami gwiazdy.

Zawodnicy z Tychów byli wczoraj dla hokeistów TKH zbyt szybcy, zbyt pomysłowi i zbyt zdeterminowani, by bać się o losy rywalizacji.

Przed rozpoczęciem trzeciej tercji torunianie pokrzykiwali na siebie, że jeszcze nie wszystko stracone, ale chyba sami nie wierzyli w to, co mówili.

Nadzieję na końcowy sukces wybił im z głów Adrian Parzyszek. Najlepszy zawodnik meczu na początku trzeciej tercji trafił z klepy tuż pod poprzeczkę na takim luzie, jakby uderzał z metra do pustej bramki. Po tym golu zawodnicy z Torunia leżeli już na łopatkach i prosili tylko o najniższy wymiar kary.

Po meczu w tyskiej szatni panował radosny nastrój. Hokeiści zajadli kanapki z serem, szynką i pomidorem, a z głośników płynęła relaksująca melodia. - Teraz potrzebujemy przede wszystkim spokoju - uśmiechał się Artur Ślusarczyk, napastnik GKS-u.

Zdaniem trenerów

Wojciech Matczak (GKS): - Dzisiejsze zwycięstwo to pierwszy krok w batalii o finał. Taki jest nasz cel! Przez większą część meczu graliśmy bardzo dobrze, moment dekoncentracji przytrafił nam się tylko na początku drugiej tercji. Zmobilizowaliśmy się jednak i odskoczyliśmy na bezpieczną przewagę. Dziękuję kibicom za superatmosferę!

Jarosław Morawiecki (TKH): - Już nie pamiętam, kiedy straciliśmy siedem bramek. Nie mam wątpliwości, że tyszanie byli zdecydowanie lepsi. Zagraliśmy bardzo słabo pod względem taktycznym, przytrafiało nam się dużo błędów w obronie. Nie dramatyzujemy jednak, to dopiero pierwsze spotkanie, a gra się do trzech zwycięstw. Wtorkowy mecz w Toruniu może już być zupełnie inny.

not. tod



GKS Tychy 7 (3 1 3)

TKH Toruń 2 (0 2 0)

Bramki: 1:0 Gawlina - Justka (8.), 2:0 Bacul - Belica (10.), 3:0 Parzyszek - Ślusarczyk (19.), 3:1 Proszkiewicz - Dołęga (28.), 3:2 Suchomski - Bomastek (29.), 4:2 Parzyszek - Woźnica (30.), 5:2 Parzyszek - Krzak (46.), 6:2 Ślusarczyk - Parzyszek (51.), 7:2 Majkowski - Krzak (60.).

GKS: Sobecki; Majkowski - Gretka, Gwiżdż (2) - Gonera, Śmiełowski - Kuc; Bacul - Belica - Krzak (2), Bagiński - Parzyszek (2) - Ślusarczyk (2), Woźnica - Justka - Gawlina (2).

Kary: 10 - 8. Widzów: 3500. Stan rywalizacji 1:0. Gra się do trzech zwycięstw.



Oliwa w boksie

Niespodzianki w Nowym Targu nie było: GKS nie dał rady Podhalu. Katowiccy hokeiści długo jednak się trzymali, pierwszego gola stracili dopiero w 25. min. W zespole gospodarzy z powodu kontuzji nie wystąpił Krzysztof Oliwa. Zdobywca Pucharu Stanleya był obecny na meczu w boksie Podhala.



Podhale Nowy Targ 3 (0 2 1)

GKS Katowice 0 (0 0 0)

Bramki: 1:0 Różański (25.), 2:0 Zapała (35.), 3:0 Radwański (41.).

GKS: Zając; Szymański - Mareczek, Marznica - Labryga, Kowalski - Trybuś; Mirocha - Trybuś - Plutecki, R.Sobała - G.Sobała - Filo, Baka - Elżbieciak - Tkacz oraz Kątny, Fonfara.

Kary: 8-8. Widzów: 300.

Stan rywalizacji: 1:0 dla Podhala.



Mówi Adrian Parzyszek

Na początku drogi

Adrian Parzyszek, napastnik GKS-u, był najlepszym zawodnikiem wczorajszego spotkania. Napastnik tyskiej drużyny strzelił trzy bramki, przy czwartym golu asystował.

- Lepszego początku rywalizacji z TKH Toruń nie mogłem sobie wymarzyć - uśmiechał się po spotkaniu, wychowanek Naprzodu Janów.

Wojciech Todur: Spodziewał się Pan, że wygrana przyjdzie aż tak łatwo?

Adrian Parzyszek: Nie. Myślałem, że Toruń postawi nam dużo trudniejsze warunki. Ten mecz, ta jedna wygrana niczego jednak nie przesądza. To dopiero początek drogi.

Po tym, jak męczyliście się z KH Sanok, wielu kibiców twierdziło, że ze znacznie lepszą drużyną z Torunia sobie nie poradzicie.

- Myślę, że nasza forma idzie w górę, jesteśmy też coraz bardziej zmotywowani. Porażka w Sanoku to był wypadek przy pracy. Gdybyśmy przegrali tamtą rywalizację, to byłaby katastrofa!

Który gol dał Panu największą frajdę?

- Każdy gol mnie cieszy tak samo, szczególnie w wygranym meczu. Brawa dla kolegów za dokładne podania.

Jak Pan myśli, jak będzie wyglądał wtorkowy mecz w Toruniu?

- Będzie bardzo ciężko. Toruńscy kibice na pewno pomogą swojej drużynie. Trudno będzie zdobyć tyle goli, co dziś, ale na pewno jedziemy po zwycięstwo.

Rozmawiał Wojciech Todur



To nie bandyci!

Działacze GKS-u jeszcze raz tłumaczyli się wczoraj z decyzji o niewpuszczaniu na tyskie lodowisko kibiców TKH Toruń. Andrzej Skowroński, prezes klubu, nie zgadza się z opinią, że winni temu są tyscy kibice. - Nasi fani na pewno nie należą do aniołków. Na pewno jednak nie mają wpływu na decyzje działaczy! Przynajmniej od pięciu lat zachowują się spokojnie. Nazywanie ich chuliganami czy bandytami to nadużycie. To, że ktoś w przeszłości zachowywał się skandalicznie, nie może go skreślać na całe życie - tłumaczył.

Podinspektor Michał Kaczorowski, zastępca kierownika sekcji prewencji tyskiej policji, potwierdził, że kibice TKH nie zostali wpuszczeni na tyski obiekt tylko z powodu braku wydzielonego sektora dla kibiców drużyn przyjezdnych.

- To rozsądna decyzja, która na pewno nie jest złośliwością ze strony tyskiej policji albo działaczy GKS-u. Sektor ewentualnie można by wydzielić, ale kosztem aż 500 miejsc [na tyskiej hali jest około 2800 miejsc siedzących - przyp. red.].

tod