Rozmowa o remoncie stadionu miejskiego

Zaczynanie remontu tak zrujnowanego stadionu, jak ten przy Olsztyńskiej, od oświetlenia, byłoby decyzją bardzo kontrowersyjną. Ja bym jej nie podjęła - mówi Jolanta Zaborowska, naczelnik wydziału inwestycji Urzędu Miasta w Częstochowie
Tadeusz Iwanicki: Czy do 31 lipca na stadionie Włókniarza powstanie oświetlenie?

Jolanta Zaborowska, naczelnika wydziału inwestycji UM: Takiej szansy w zasadzie nigdy nie było. Biorąc pod uwagę czas, jaki potrzebny był na przygotowanie dokumentacji, to ten termin był nierealny. Jak najbardziej realny jest natomiast kwiecień 2006, a więc wszystko powinno się potoczyć zgodnie z etapowaniem prac przyjętych przez biuro projektowe SPAK. Od początku ściśle współpracowaliśmy, było wiele spotkań, włącznie z prezentacją projektu. W związku z tym, że oświetlenie było dla nas sprawą priorytetową, tak wszystko zaplanowano, aby mogło być wykonywane równocześnie ze stopniowaniem trybun. Ten etap inwestycji powinien potrwać około roku, ale po przetargu może się okazać, że wykonawca przedstawi przyspieszony harmonogram prac. O wydłużeniu nie może być mowy, bo kwiecień jest terminem granicznym.

Czy wybór oświetlenia masztowego nie przyspieszyłby inwestycji?

- Może sam cykl wykonania oświetlenia byłby krótszy, ale przygotowanie dokumentacji musiałoby trwać tyle samo. Na uzyskanie warunków zasilania od zakładu energetycznego czekaliśmy trzy miesiące. Otrzymaliśmy je dla całego obiektu - także budynku hotelowego, zaplecza, wieży sędziowskiej - nie tylko dla oświetlenia. Nie wiem, czy warunki wydawane osobno dla oświetlenia i reszty stadionu nie kłóciłyby się ze sobą. Są pewne procesy, które muszą być skoordynowane. Nie można wybierać poszczególnych elementów z inwestycji, bo one nigdy nie zgodzą się z całością. Spowodują tylko wzrost kosztów. Gdybyśmy zaczęli od oświetlenia, to bardzo prawdopodobne, że później położone kable trzeba byłoby przekładać. Na stadionie przy Olsztyńskiej mnóstwo będzie robót ziemnych, które dodatkowo komplikują sytuację. To też musieliśmy wziąć pod uwagę.

Nie obawia się Pani, że nowatorskie rozwiązanie oświetlenia proponowane przez SPAK nie spełni zadania i okaże się droższe, niż kalkulowano?

- Po pierwszej rozmowie z "Gazetą" kalkulacja na naszą prośbę została jeszcze raz sprawdzona. Pani projektant potwierdziła, że oświetlenie na słupach będzie kosztowało ponad milion złotych, a za masztowe trzeba by zapłacić ponad cztery. Prawdziwa cena wychodzi z przetargu, ale przyjęliśmy, że na zaprojektowane oświetlenie będziemy musieli wydać jedną trzecią tego, co na masztowe. Stadiony na świecie buduje się z uwzględnieniem funkcji, jakie mają spełniać. Te najnowocześniejsze, kryte, mają oświetlenie dachowe. Może rzeczywiście trudno znaleźć stadion na 20 tysięcy ludzi z rozwiązaniem, jakie my chcemy zastosować, ale nasz ma być żużlowy, częściowo tylko zadaszony i dlatego możliwe było wykorzystanie oświetlenia słupowego na koronie. Sprawdziliśmy: spełnia ono wszystkie potrzebne wymogi i normy oraz - co również ważne - jest estetyczne. Jestem przekonana, że będziemy z niego zadowoleni. W przeciwieństwie do tych czterech słupów, które byłyby zwyczajnie brzydkie. To jest urządzenie techniczne, które żadnych innych walorów nie posiada.

Skąd taka pewność? Oświetlenie słupowe mają stadiony w Szwecji, ale wręcz prowincjonalne, i wymieniany przez projektantów jako przykład obiekt w Pradze. Powstawały tam jako rozwiązanie doraźne.

- Co decyduje o oświetleniu? Zastosowane lampy, a nie to, na czym się je powiesi. Trudno mówić o rozwiązaniu doraźnym, skoro natężenie światła na naszym stadionie będzie przekraczało wymagane przez PZMot. 900 luksów.

Jeżeli oświetlenie nie powstanie do 31 lipca, to Główna Komisja Sportu Żużlowego może zabronić Włókniarzowi rozgrywania meczów w Częstochowie.

- Nie chciałabym się wypowiadać w tej sprawie. Klub chyba najlepiej wie, co jeszcze oprócz oświetlenia komplikuje sytuację. Ten stadion generalnie nie spełnia warunków, które przed każdym sezonem są weryfikowane. Dla mnie, bez względu jakie kto przepisy wymyślił, najważniejsze jest, żeby inwestycja była przeprowadzona rzetelnie, nie doraźnie, a docelowo i z zachowaniem rozsądku i ekonomiki. Zaczynanie remontu od oświetlenia, przy tak zrujnowanym stadionie, byłoby decyzją bardzo kontrowersyjną. Ja bym jej nie podjęła. Wiem, że pewne wymogi są narzucane przez władze sportowe. Nie wiem, czy tak się wyrazić - bo być może to krzywdzące - terminy te są niezależne od rzeczywistości. W ślad za narzuceniem terminu nie idzie żadne wsparcie. Wszystko zostawia się na barkach gminy, bo kluby nie są w stanie udźwignąć kosztów. Przynajmniej nasz nie jest w stanie. Teraz o sporcie też mówi się jak o komercji. Dlatego uważam, że robimy ogromny ukłon dla klubu i żużla. Chociaż przyświeca nam też inny cel. Powstanie obiekt dla społeczeństwa, z pięknym placem, na którym będzie się mogło odbywać wiele imprez. Wiele mówi się o rewitalizacji dzielnic. Nowy stadion tę rolę też spełni. Dlatego to wyzwanie podjęliśmy.

Kiedy miasto otrzyma pozwolenie na budowę i rozpocznie się remont?

- Procedura musi trwać, bo to ogromne opracowanie. Powinniśmy dostać pozwolenie niebawem, ale dla nas ważniejsza jest konstrukcja finansowa inwestycji. Czekamy, aż rozpatrzone zostaną wnioski o dofinansowanie. Skierowaliśmy je między innymi do marszałka województwa oraz Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu. Jeżeli chcemy zbudować stadion zgodnie z projektem, to musimy znaleźć 30 milionów złotych. Już teraz wiemy, że inwestycja będzie dwuetapowa. Na pierwszy etap mamy 10 milionów złotych, ale brakuje drugie tyle. Jak będziemy znali możliwość finansowania, wtedy rozpiszemy przetarg i rozpoczniemy prace.

W budżecie miasta 10 milionów jest, ale z tego co wiem, rozłożonych na cztery lata, tymczasem pierwszy etap ma być zakończony w kwietniu 2006 roku...

- Rok funkcjonowania w Częstochowie Wieloletniego Planu Inwestycyjnego pokazał, że przesunięcia środków są możliwe. Niezbędna jest jednak pomoc z zewnątrz, na którą czekamy.