Monika Pyrek zachorowała po mityngu w Doniecku

LEKKA ATLETYKA. Jeżeli szczecińska tyczkarka nie wykuruje się do niedzieli, najciekawsze wydarzenie halowych mistrzostw Polski w Spale może nie dojść do skutku.
Zawodniczka szczecińskiego MKL-u rozchorowała się i obecnie leży w łóżku w Spale, gdzie miała trenować. - To zalecenie lekarza - mówi Wiaczesław Kaliniczenko, szkoleniowiec Moniki. - Przepisał jej bańki i różne lekarstwa, które do niedzieli powinny postawić ją na nogi.

Wszystko przez wyjazd Pyrek na mityng do Doniecka, który organizował Siergiej Bubka. Monika wypadła tam bardzo dobrze - zajęła trzecie miejsce, przeskakując wysokość 4,70 m.

- To było show i dla urozmaicenia widowiska działały w hali urządzenia takie jak w dyskotekach, tylko że zamiast pary wypuszczały zimne powietrze, które bardzo źle wpływało na rozgrzane zawodniczki. A na zewnątrz było 15 stopni mrozu. I choroba gotowa - tłumaczy Kaliniczenko.

To nie pierwsza choroba Pyrek w tym roku. Przed samym wyjazdem na Ukrainę przechodziła zapalenie zatok.

Pyrek w MP ma bronić tytułu mistrzyni, a jej rywalizacja z Anną Rogowską zapowiada się na wydarzenie imprezy.

- Jeżeli do czwartku Monika nie poczuje się lepiej, to nie wystąpi - mówi Kaliniczenko. - Zamiast ryzykować zdrowie, lepiej odczekać trochę i w pełni sił pokazać się na marcowych ME w Madrycie.