Krótkie spotkanie Kaczorowskiego z kibicami Legii

Paweł Kaczorowski spotkał się w niedzielę w klubowym pubie z kibicami Legii. Do porozumienia nie doszło. Piłkarza powitały gwizdy. Pożegnały obelgi
- Jeżeli ktoś przyszedł usłyszeć, że będę na kolanach przepraszać, to się rozczaruje. Wiem też, że jedyna szansa, by zasłużyć na szacunek kibiców, to moja dobra gra - mówił nowy legionista.

Sam poprosił o spotkanie z kibicami. W ubiegłym roku na stadionie przy Łazienkowskiej piłkarze Lecha zdobyli Puchar Polski. Po meczu na trybunie honorowej zostali zaatakowani przez chuliganów siedzących na trybunie krytej. W odwecie odśpiewali kilka piosenek godzących w dobre imię warszawskiego klubu. W szatni pojawił się szampan i piosenka "Legła Warszawa". Jednym z najbardziej zaangażowanych w śpiew był Kaczorowski. Film z tego zdarzenia trafił do internetu. Kiedy więc się okazało, że teraz ma być legionistą, spotkało się to z oburzeniem większości (wypada dodać, że wcześniej był graczem innego niezbyt lubianego rywala - stołecznej Polonii; inna sprawa, że z niej chciał przyjść do Legii, a gdyby się udało, to sprawa ze śpiewaniem by się nie zdarzyła). Sytuacja stała się na tyle gorąca, że szefowie Legii zastanawiali się nawet, czy podpisać kontrakt z piłkarzem. Ostatecznie podpisali, ale na wszelki wypadek tylko na pół roku.

Kaczorowski zdawał sobie sprawę z sytuacji, więc poprosił o spotkanie z sympatykami. Spotkania kibiców z piłkarzami Legii w pubie zwykle odbywają się w czwartki, ale tym razem uczyniono wyjątek. Drużyna właśnie w czwartek wróciła ze zgrupowania na Cyprze, a już w środę wyjeżdża na kolejne - do Turcji.

Wczoraj długo przed wyznaczonym terminem, czyli przed godz. 17, w pubie nie dałoby się wcisnąć dużo więcej od szpilki. Żadne spotkanie w tym miejscu - a było ich sporo - nie miało lepszej frekwencji. Może tylko z Mariuszem Walterem jeszcze w czasie, kiedy nie było pewności, że ITI wejdzie do Legii. Tym razem jednak frekwencja była dobra, ale tylko z pozoru. Większość przybyłych nie zamierzała bowiem słuchać argumentów piłkarza, chciała mu po prostu "nawrzucać". Jeszcze zanim spóźniony ponad 20 minut Kaczorowski dotarł do sali, organizator spotkania Wojciech Hadaj krążył nerwowo z telefonem przy uchu (spóźnienie nastąpiło, ponieważ na spotkaniu musieli być członkowie Stowarzyszenia Kibiców "Sekcja Sympatyków", którzy trenowali przed zaplanowanym na 5 marca II Międzynarodowym Piłkarskim Turniejem Kibiców). - Jak ten frajer z Poznania przyjdzie, to wszyscy wychodzą - krzyczał jeden z wodzirejów zebrania. Kiedy wreszcie Kaczorowski pojawił się w sali, powitały go gwizdy. - Czemu teraz nie śpiewasz? - pokrzykiwano. I jak na komendę sala niemal opustoszała.

Zostali tylko dziennikarze i kilku zaledwie kibiców. - Jak ty możesz spojrzeć nam w oczy? - padły pytania. - Nie chciałem nikogo obrazić. Jestem piłkarzem i cieszyłem się z sukcesu - odpowiadał. Spotkanie skończyło się po dziesięciu minutach. Tak krótkiego tu jeszcze nie było.

Kiedy Kaczorowski wychodził, na drodze ustawił się szpaler. Wyglądało groźnie, ale skończyło się tylko na okrzykach: - Wyp...j!, a to nie zwiastuje owocnej współpracy. W tłumie byli i tacy, którzy zarzucali piłkarzowi, że nie ma honoru i boi się z nimi rozmawiać. Z tym akurat trzeba polemizować. Przyjście na spotkanie bez żadnej ochrony na pewno nie świadczy o braku odwagi.