Sport.pl

Koszykówka. EBL: Platinum Wisła Kraków - Noteć Inowrocław 97:89

Kolejny horror zafundowały swoim kibicom "Wawelskie Smoki". Na kilka minut przed końcem przegrywali u siebie ośmioma punktami i w Krakowie zanosiło się na niespodziankę. Wiślacy doprowadzili jednak do dogrywki, a w niej pokonali wycieńczonych rywali.
Choć Noteć przeżywa olbrzymie kłopoty finansowe, udowodniła już, że w sześciu potrafi ograć na wyjeździe Astorię Bydgoszcz. A i Wisła jeszcze pod koniec grudnia w okrojonym składzie sensacyjnie pokonała Czarnych Słupsk. W Krakowie pamiętano o tym dobrze i - jak się okazało - słusznie obawiano się tego meczu.

Ale po kilku minutach krakowianie prowadzili 15:6 i wydawało się, że wszystko jednak pójdzie jak z płatka. Tymczasem ambitni goście po pierwszej kwarcie przegrywali tylko 19:21.

- Zamiast prowadzić 20, wygrywamy tylko dwoma punktami - grzmiał w przerwie niezadowolony trener Wisły Bogusław Zając.

Bez pomysłu w ataku

W drugiej kwarcie gospodarze zaczęli bronić strefą 2-3, ale początkowo nie przyniosło to efektu. Po trafieniu zza łuku Tomasza Świętońskiego goście prowadzili 23:21. Seria siedmiu celnych rzutów za trzy punkty z rzędu (pięć Wisły, dwa Noteci) dała prowadzenie krakowianom 49:39.

W trzeciej kwarcie ambitni goście, grający właściwie cały czas jedną piątką, dogonili Wisłę. Punktował najskuteczniejszy z inowrocławian Tomasz Mrożek, a niewiele mu ustępujący Mirko Djurić doprowadził do remisu 61:61.

Dla odmiany w czwartej kwarcie wiślacy mieli jeszcze większe problemy z obroną strefową i grali bez pomysłu w ataku.

Dobrze, że w składzie mieli Jacka Sulowskiego, który nie tylko napracował się w obronie, ale jeszcze trafił siedmiokrotnie za trzy punkty (z 12 prób).

Przełomowy moment

Pod koniec meczu słabo grający Mujo Tuljković popisał się dwoma wsadami do kosza, przebudził się też Piotr Szybilski. Zmęczenia nie wytrzymał Świętoński, który nie tylko popełnił błąd kroków, ale jeszcze złapał go skurcz nogi. To był przełomowy moment, choć nieco wcześniej za pięć fauli z boiska zszedł Marcin Stokłosa. W Wiśle zabrakło kontuzjowanych (i oglądających mecz z ławki rezerwowych) Wojciecha Żurawskiego i Pawła Szcześniaka. Wśród gości zabrakło Amerykanina Adriana Penlanda, który z powodu zaległości finansowych odmówił wyjazdu na mecz.

Do dogrywki doprowadził Willie Anderson, który wcześniej nie ustrzegł się trzech istotnych strat.

Potwornie zmęczeni koszykarze Noteci mieli olbrzymie problemy z trafianiem do kosza przy agresywnej obronie Wisły. Co ciekawe, Artur Robak i Djurić przez długie minuty z powodzeniem grali z czterema przewinieniami na koncie.

Przy stanie 81:81 za trzy punkty trafili Anderson i "Sulo". Na 55 sekund przed końcem dodatkowych pięciu minut Duszan Radović popełnił faul umyślny na atakującym kosz Tuljkoviciu, czym omal nie doprowadził do bójki na boisku.



Platinum Wisła97
Noteć89
Kwarty: 21:19, 28:20, 12:22, 20:20, dogrywka 16:8.

Wisła: Szybilski 22 (1x3), Anderson 19 (2), Ansley 14 (1), Tuljković 9, Stokłosa 3 (1) oraz Sulowski 27 (7x3), Bielak 3 (1), Olejniczak 0.

Noteć: Mrożek 27 (5), Djurić i Świętoński (4) po 22, Robak 10, Radović 7 (1) oraz Redek 1.

Sędziowali Marek Ćmikiewicz, Tomasz Trawicki, Dariusz Zapolski. Widzów 1800.

Powiedzieli po meczu

Piotr Baran, trener Noteci: Nie chcę być monotematyczny i powtarzać w kółko o złej sytuacji Noteci. Dwadzieścia parę lat "bawiłem się w te klocki" i dlatego jestem dumny z postawy mojego zespołu. Stworzyliśmy ciekawy mecz, ale brakło nam sił i trochę rozwagi. Niewiele, a sprawilibyśmy niespodziankę.

Bogusław Zając, trener Platinum Wisły: Gratulacje należą się Noteci. Znamy tę sytuację z autopsji [gdy drużyna nie dostaje pieniędzy - red.]. Mój zespół nie wyszedł skoncentrowany, co widać było po Muju Tuljkoviciu. Graliśmy rozkojarzeni i za wolno. Strefę, zamiast rozbijać poprzez podania do środka, uparliśmy się rozbijać przez rzut z dystansu. W pierwszej połowie wpadło osiem trójek, a później przestały wpadać. Nie możemy się dekoncentrować, musimy grać koszykówkę wysokoprofesjonalną, bo oczekują tego od nas kibice i sponsorzy.

Jacek Sulowski, koszykarz Wisły: W trzeciej kwarcie zagraliśmy bardzo źle, bo pozwoliliśmy Noteci na odrobienie strat. Chwała chłopakom z Noteci, a my powinniśmy się cieszyć z tego, co było dobre i szybko wyciągnąć wnioski z tego, co było złe.

Tomasz Mrożek, koszykarz Noteci: Nie mieliśmy nic do stracenia, to rywale powinni się bać, a nie my. W głębi duszy myśleliśmy o wygranej, było bardzo blisko, zagraliśmy świetny mecz, ale nie udało się. Zadecydowało zmęczenie, parę prostych strat i głupich błędów.

Piotr Szybilski, koszykarz Wisły: Za mało graliśmy pod kosz, a za dużo rzutem z obwodu. Przeciwnik niewygodny, bo w sześciu czy siedmiu wygrywali z niejednym potentatem, pokonali nawet w tym roku Anwil, więc wiedzą, jak grać w koszykówkę. Uratował nas Jacek Sulowski, ale nie da się tak wygrywać z lepszymi zespołami.

Not. Wak