Żużel. Włókniarze po obozie

Żużlowcy Włókniarza wrócili z obozu w Cetniewie. - To jednak nie koniec ostrych treningów - zapewnia trener odnowy biologicznej Piotr Ruszel
Zawodnicy jeszcze w piątek do południa trenowali w nadmorskim ośrodku. Po obiedzie wyjechali do Częstochowy. - Zrealizowaliśmy wszystko, co było zaplanowane - mówi Ruszel. - Zawodnicy nie mieli za dużo czasu wolnego i na pewno się nie nudzili.

Żużlowcy spotykali się na treningach nawet trzy razy dziennie. Harmonogram wyglądał najczęściej tak: o godz. 9 śniadanie, potem półtorej do dwóch godzin treningu, o 13. obiad, od 14. kolejne zajęcia, o 18. kolacja, a wieczorem znowu trening - tym razem w sali lub na basenie.

Drużyna miała w Cetniewie świetne warunki. Trenerzy podkreślali, że i pogoda dopisała. - W Częstochowie była ostra zima, a my mieliśmy lekki mrozik. Nie powiem, że w związku z tym ciągle biegaliśmy po plaży... Chociaż gdy pracowaliśmy nad siłą biegową, to owszem.

Zdaniem Ruszela w dziewięcioosobowej grupie żużlowców nikt się nie wybijał, wszyscy prezentowali równorzędny poziom. Sławomir Drabik, który latem leczył poważną kontuzję kręgosłupa, uczestniczył we wszystkich zajęciach. Tylko w siłowni musiał uważać, aby nie przesadzić z ciężarami. Sebastian Ułamek zapomniał natomiast o złamaniach obojczyka.

- Uważam, że pod względem przygotowania kondycyjnego każdy z zawodników prezentuje się bardzo korzystnie - twierdzi Ruszel. - Oczywiście treningów nie przerywamy. Będziemy pracowali do końca lutego, a w marcu z trenerem Krzystyniakiem rozważymy, co dalej. Czy będzie drugi obóz? Wolałbym wszystkich mieć na miejscu. Jeżeli pojedziemy w góry, to na dwa, trzy dni. Po to tylko, żeby zawodnicy jeżdżąc na nartach, oswoili się z szybkością.