Polska - HK Briest 4:1 w ostatnim sprawdzianie reprezentacji hokejowej

Polacy z łatwością wypunktowali w sobotę przeciętny białoruski zespół HK Briest, choć graliśmy bez dziesięciu czołowych zawodników. Nasz trener Andriej Sidorenko kręcił jednak nosem na słabą postawę zespołu w obronie. No i ma dylemat z Krzysztofem Oliwą: brać go czy nie na turniej przedolimpijski w Rydze.
- Mieliśmy bałagan w obronie. Jak tak będziemy grali w Rydze, to będą duże kłopoty - komentował sparing Sidorenko. W porównaniu do piątkowej konfrontacji tych zespołów (wygraliśmy wówczas 2:1), nasz szkoleniowiec pozwolił odpocząć piątce pewniaków (Zamojski, Klisiak, Dulęba, Gonera, Parzyszek), żeby dać ostatnią szansę tym, co do których nie jest przekonany.

Po meczu skreślił z kadry na olimpijski turniej kwalifikacyjny w Rydze pięciu zawodników: Marcina Kolusza, Piotra Sarnika, Daniela Laszkiewicza oraz Marcina Kozaka i Wojciecha Stachurę. Ten ostatni miał w sobotę "jeża". Po dwóch znakomitych podaniach Krzysztofa Oliwy zmarnował stuprocentowe sytuacje. - Nie miałem do niego pretensji. Powiedziałem mu: "do trzech razy sztuka" - opowiadał twardziel z NHL, który wyznaje dwie zasady: "Nie ważne kto strzela, byle drużyna wygrywała" i "Zwycięzców się nie sądzi".

Wyjazd Oliwy na turniej przedolimpijski nie jest przesądzony. W sobotę, z rozmowy z Sidorenką wynikało, że hokeista New Jersey Devils ma 50 procent szans. Przeciw Oliwie przemawia jego skłonność do fauli - osłabiona drużyna może stracić gola, tak jak 45 s przed końcem sobotniego meczu. Nie kary są jednak głównym argumentem "przeciw", bo zawodnik pokazał (podczas wstępnej fazy kwalifikacji w Nowym Targu), że może grać ostrożnie. Jest coś ważniejszego: selekcjoner boi się, że gdy weźmie Oliwę, który spóźnił się na zgrupowanie, źle odbierze to drużyna. Miejsce straci bowiem ktoś, kto harował przez cały obóz.

Ale i argumenty "za" Oliwą są znaczące. Gra mocnym, szybkim i dokładnym krążkiem, a poza tym ma niezłomny charakter i dobrą psychikę, potrafi wpłynąć na zespół. - Ja wiem, że Białorusini czy Łotysze są lepsi hokejowo, mogą się z nas śmiać. Ale my nie będziemy na to zwracać uwagi. Tylko na każdej zmianie musimy zagrać najlepiej jak potrafimy, bo szansa gry na olimpiadzie może się już w życiu nie powtórzyć - tłumaczył "Gazecie" w sobotę. Nikt tak jak on nie wierzy w nasz awans. Nie "pęknie" przed żadnym hokejowym mocarstwem. Przynajmniej nie w szatni.

Dzisiaj na treningu o godz. 10.30 w Oświęcimiu Polacy będą już niemal w komplecie. Stawią się eksportowi napastnicy: Mariusz Czerkawski, Leszek Laszkiewicz i Jacek Płachta. Tylko Michał Garbocz z Francji dotrze jutro. Trener Sidorenko poda ostateczny skład. Przekona się też, w jakiej dyspozycji jest nasz najlepszy bramkarz Tomasz Jaworski, który nie trenował przez sześć dni z powodu kontuzji kolana.

W razie czego do bramki może wejść Rafał Radziszewski, który w sobotę wspierał reprezentację, tak jak na co dzień ratuje z opresji "Pasy". W 57. min obrońca z Brześcia Siergiej Paklin już trzymał ręce w górze, po tym jak nagrał stojącemu metr przed bramką Jegorowi Curikowowi, a ten tylko zmieniał kierunek lotu krążka. Radziszewskiego i to nie zaskoczyło - zdążył zewrzeć parkany i stłamsić "gumę" niczym atakującą osę.

POLSKA4
HK BREST1
Tercje: 1:0, 1:0, 2:1.

Bramki: 1:0 Bagiński (3. Justka), 2:0 Śmiełowski (40.), 3:0 Proszkiewicz (48. Gabryś w przewadze), 4:0 Ślusarczyk (49. Oliwa), 4:1 Sokołow (60. Kałaczew).

Polska: Radziszewski - Gwiżdż, Szczepaniec, Dołęga, Słaboń, Proszkiewicz - Piotrowski, Kłys, Jaros, Jakubik, Różański - Kozak, Sokół, D. Laszkiewicz, Justka, Bagiński - Śmiełowski, Gabryś, Ślusarczyk, Stachura (41. Kolusz), Oliwa.

Kary: 8 oraz 8 min. Widzów 500.