Sport.pl

Międzynarodowe Mistrzostwa Polski w snowboardzie odbyły się w Szczyrku

Michał Ligocki wykorzystał nieobecność chorego brata i wygrał konkurencje big air i slope style. Organizatorzy musieli zmienić plan zawodów, bo nawalił ratrak potrzebny do przygotowania rynny
Ostatni konkurs z cyklu Międzynarodowych Mistrzostw Polski miał się odbyć w konkurencji halfpipe. W ostatniej chwili ta konkurencja została jednak zamieniona na slope style. - Zawodnicy, którzy jeżdżą na wiele zawodów Pucharu Świata, zawsze narzekali na nasze rynny, więc w tym roku stwierdziliśmy, że powstanie tor z prawdziwego zdarzenia. Załatwiliśmy specjalną przystawkę do ratraka, by można było ubić śnieg w rynnie. I co się okazało? Wysiadły siłowniki w ratraku... Cóż, musieliśmy przełożyć tę konkurencję. Próbowaliśmy uratować halfpipe, ale bez sensu byłoby ubijanie śniegu łopatami - mówił Stanisław Richter, prezes Polskiego Związku Snowboardowego.

W Szczyrku zabrakło jednego z najlepszych polskich snowboardzistów Mateusza Ligockiego. - Brat rozchorował się, ma grypę. Stwierdził, że lepiej zrezygnować z udziału w MP i dobrze się wykurować. W końcu czeka nas wyjazd do Włoch na zawody Pucharu Świata - mówił Michał Ligocki, który pod nieobecność brata wygrał zarówno w sobotnich, jak i niedzielnych zawodach.

Sobotniej rywalizacji towarzyszyło sporo emocji, ale i pretensji. Bardzo niezadowolony opuścił stok olimpijczyk z Salt Lake City Marek Sąsiadek. - Nie chcę wyjść na bufona, ale uważam, że w sobotę skakałem najlepiej. Według sędziów zająłem jednak drugie miejsce... To sędziowie drugiej klasy i podczas tego weekendu skrzywdzili nie tylko mnie, ale i innych zawodników - denerwował się Sąsiadek, który w niedzielę już nie wystąpił. - Jestem właśnie w drodze do Włoch, jadę na zawody Pucharu Świata. Muszę się tam stawić w poniedziałek wieczorem i mam do przejechania aż 1600 km. PŚ jest dla mnie na pierwszym miejscu - wyjaśnił w telefonicznej rozmowie snowboardzista z Rybnika. - Nie będę tego komentował. Zdziwiło mnie jednak zachowanie Marka, który po zawodach przeszedł koło mnie bez słowa - podkreślał Michał Ligocki.

Wśród pań w konkurencji big air obyło się bez niespodzianek, tytuł mistrzyni Polski zdobyła Paulina Ligocka. Paulina w niedzielę również nie pojawiła się już na stoku Juliany. - Zawodnicy, którzy są w kadrze przygotowującej się do igrzysk w Turynie, muszą na siebie bardzo uważać. Niedzielne zawody nie liczą się w klasyfikacjach FIS-owskich, więc nie opłaca się im startować - mówił Richter. - W nocy z niedzieli na poniedziałek wyruszamy już do Włoch na PŚ, więc Paulina chciał wypocząć. W sobotę na dodatek lekko zraniła się w rękę, więc przerwa dobrze jej zrobi - tłumaczył swoją kuzynkę Michał Ligocki.

Mimo wszystko niedzielne zawody również przyniosły sporo emocji. Slope style, który polega na pokonaniu trasy zbudowanej z różnych przeszkód, jest widowiskową konkurencją. - To, co zostanie ustawione na trasie takiego przejazdu, zależy tylko od wyobraźni organizatorów. Możemy tam umieścić specjalne poręcze i boksy (grubsze odmiany poręczy), rollery, a także skocznie - mówiła Anita Marczułajtis, rzeczniczka prasowa PZS.

Tym razem organizatorzy ograniczyli się do trzech boksów i skoczni. - Dla nas to fajna przygoda. Przyjeżdżając do Szczyrku, nie spodziewaliśmy się niczego wielkiego, po prostu chcieliśmy zobaczyć nowe miejsce i pozjeżdżać na innej trasie. Jest ekstra - uśmiechała się Niemka Kati Lukaschek, która w slope style zajęła trzecie miejsce.

Spod stoku zawody obserwował świetny przed polski snowboardzista Łukasz Starowicz, który występował m.in. na IO w Nagano. - Miło jest popatrzeć na zawody, ale sam wolę już coś innego. Teraz jeżdżę w rajdach samochodowych i to jest moją największą pasją - mówił Starowicz.

Szczególnie wysoki poziom reprezentowali mężczyźni, wśród których bezkonkurencyjny okazał się młodszy z braci Ligockich. - Chłopcy zaprezentowali światowy poziom - chwalił Arkadiusz Juszczak, jeden z sędziów zawodów. W niedzielnej konkurencji wśród kobiet najlepsza okazała się Diana Sadłowska.



2000 euro - tyle wynosiła pula nagród podczas niedzielnych zawodów



Big air

- skoki akrobatyczne, które odbywają się na specjalnie zbudowanych do tego celu skoczniach. Oceniane są wysokość skoku, rotacja, a także grab, czyli sposób złapania deski w czasie lotu. Ważne są również odległość i płynność wykonania ewolucji oraz poprawność lądowania. Skoki ocenia pięciu sędziów. Wystawiają zawodnikowi jedną ocenę za ogólne wrażenie. O punktacji decydują podobne kryteria jak w lotach narciarskich i łyżwiarstwie figurowym. Big air nie jest konkurencją olimpijską.



Wyniki

Big air. Kobiety: 1. Paulina Ligocka (CCS Cieszyn), 2. Diana Sadłowska (CCS Cieszyn), 3. Izabela Pająk (AZS AWF Kraków). Mężczyźni: 1. Michał Ligocki (CCS Cieszyn), 2. Marek Sąsiadek (AZS Katowice), 3. Piotr Starowicz (BBS Bielsko-Biała)

Slope style. Kobiety: 1. Diana Sadłowski (CCS Cieszyn), 2. Izabela Pająk (AZS AWF Kraków), 3. Kati Lukaschek (Niemcy). Mężczyźni: 1. Michał Ligocki (CCS Cieszyn), 2. Maciej Migacz (UKS Nolrys Krynica), 3. Jakub Dytkowski (UKS Beskidy Bielsko-Biała).