Spór klubów o głuchoniemego biegacza

Trzykrotny złoty medalista tegorocznych Igrzysk Głuchoniemych z Melbourne Rafał Nowak pojechał do Australii nie jako zawodnik Budowlanych Częstochowa, lecz reprezentant Klubu Sportowego Głuchych Warta, z którym nic go nie łączy. - Tak nie powinno być - mówi trener długodystansowca Cezary Michalski
30-letni Nowak jest wychowankiem Częstochowskiego Klubu Sportowego Budowlani. W sekcji lekkoatletycznej jest od 12. roku życia, jako zawodnik CKS-u ma na swoim koncie wiele sukcesów, w tym aż sześć medali olimpijskich w igrzyskach niesłyszących.

- Od wielu lat przed zawodami dla niesłyszących Rafał Nowak wpisywany jest do rejestru startowego jako zawodnik Warty. Tak było także ostatnio, kiedy był wyjazd na antypody - mówi Michalski. - To oburzające, bo on nie ma nic wspólnego z tym klubem. Jest naszym zawodnikiem, trenuje u nas do dzieciństwa. Zdaję sobie sprawę, że sukces ma wielu ojców. Jednak proszę uwierzyć, w Warcie nie ma nawet sekcji lekkoatletycznej.

W wykazie częstochowskiego magistratu można sprawdzić, że Warta rzeczywiście nie prowadzi sekcji lekkoatletyki. Głuchoniemi sportowcy uprawiają siatkówkę, tenis stołowy, pływanie, piłkę nożną oraz szachy.

- Dlaczego skoro jedzie na olimpiadę jako zawodnik Warty, z tego klubu nie otrzymuje żadnego wsparcia? - pyta dalej Michalski. - Taki proceder trwa zbyt długo. Moim zdaniem to jest nie w porządku.

O tym, że Nowak przygotowywał się do startu na antypodach za własne pieniądze, mówił na łamach "Gazety" w styczniu. Przyznał, że nawet z Polskiego Związku Głuchych nie dostał ani złotówki.

Próbowaliśmy się skontaktować z działaczami Warty, niestety, bez rezultatu. Dlaczego Nowak wyjechał do Melbourne jako reprezentant Warty, wyjaśnia Wiesław Pięta, trener tenisa stołowego, który zgłaszał w Ministerstwie Edukacji Narodowej i Sportu wyjeżdżających do Australii zawodników z naszego miasta.

- W formularzu zgłoszeniowym wpisałem Rafała jako zawodnika CKS-u, a swojego syna Pawła [tenisista stołowy - przyp. red.] jako sportowca z AJD Częstochowa - mówi Pięta. - Okazało się jednak, że w ministerstwie musieliśmy zmieniać te przynależności klubowe. Żeby zawodnicy mogli wyjechać do Australii, musieli być reprezentantami klubów zrzeszających osoby głuchonieme. Rozumiem dobrze rozgoryczenie trenerów CKS-u, jednak w innym przypadku ci sportowcy prawdopodobnie nie wyjechaliby na igrzyska.

Zdaniem Pięty ten stan rzeczy może już w najbliższym czasie ulec zmianie. - Są plany, aby powstały kluby integracyjne, które zrzeszać będą zarówno pełnosprawnych, jak i niepełnosprawnych zawodników - mówi. - Wówczas nie będzie takich problemów.