Sport.pl

Mirosław Kowalik podpisał kontrakt z BTŻ Polonia

- To tak na wszelki wypadek, gdybym był potrzebny klubowi albo jakiś inny klub byłby mną zainteresowany - mówi żużlowiec. Pierwszy start w piątek: w lodowej gali na Tor-Torze podczas 2. mistrzostw Torunia
Może, ale nie musi to być zarazem ostatni występ Kowalika w barwach Budleksu/Polonii. Drużyna bowiem budowanie składu zamknęła już wcześniej. Umowy podpisali: obcokrajowiec Andreas Jonsson, seniorzy - Michał Robacki, Piotr Protasiewicz, Robert Sawina (ważny kontrakt miał Jacek Krzyżaniak) oraz młodzieżowcy - Krzysztof Buczkowski, Marek Cieślewicz, Marcin Jędrzejewski. Innego juniora Krystiana Klechę obowiązywała jeszcze roczna umowa. Uzupełnienie tej dziewiątki to jeszcze niedoświadczeni młodzieżowcy Dariusz Pieprzka i Marcin Mazur.

A Kowalik po prostu uciekł przed karencją, która dosięgłaby go, gdyby nie związał się z żadnym klubem przed zakończeniem okresu transferowego (31 stycznia), czyli przed północą z poniedziałku na wtorek. Kontarkt z BTŻ zawarł w poniedziałek przed 14. - Jeżeli ktoś będzie potrzebował Kowalika, to nie ma problemu, będziemy rozmawiali. A może i my będziemy zmuszeni do skorzystania z tego zawodnika. Chodziło o to, by miał przynależność klubową. Umowa nie jest na razie obciążona zobowiązaniami finansowymi - informuje prezes BTŻ Polonia Bogdan Sawarski. Podobnie jak Kowalik zrobił Robert Umiński, który na miniony sezon był wypożyczony do Lotosu Gdańsk (nie pojechał jednak w żadnym meczu): też podpisał w poniedziałek kontrakt, z opcją na wypożyczenie a klubu wciąż szuka.

A drużyna Budleksu/Polonii z trenerem Zdzisławem Ruteckim i prezesem Sawarskim w sobotę wróciła ze zgrupowania w Wałczu. Zabrakło tam Piotra Protasiewicza (zatrzymały go sprawy osobiste, ale trenował indywidualnie), a Andreas Jonsson musiał przerwać pobyt na obozie z powodu przeciążenia kolan. Szwedowi zalecono rehabilitację. - Nie jest to nic poważnego, po prostu nie był przyzwyczajony do tak wytężonych treningów dolnych partii - tłumaczy wiceprezes BTŻ Leszek Tillinger. - Warunki w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich były rewelacyjne. Poza standardowymi zajęciami na sali i biegami po lesie, korzystaliśmy też ze specjalistycznych urządzeń jak ergometry - opowiada Sawarski. - Pomógł nam przy tym znany bydgoszczanin, trener kadry kajakarzy Michał Brzuchalski, który miał akurat zgrupowanie z juniorami - dodaje.

W piątek BTŻ przelało natomiast na konto Apatora/Adriany 100 tys zł za Protasiewicza oraz 5 proc. tej kwoty na konto Polskiego Związku Motorowego. A umowa sponsorska z Grupą Żywiec SA trafiła też przed weekendem do prawników Heinekena w holenderskiej siedzibie koncernu, do którego należy Grupa Żywiec SA.



Mówi Mirosław Kowalik

Bez hałasu

Maciej Łopatto: Jak to się stało, że jednak związał się Pan z Polonią?

Mirosław Kowalik: To nic takiego. Nie chcę szumu i zamieszania wokół tego. Po prostu nie podjąłem decyzji o zakończeniu kariery. Żużel to taki sport, że zawsze może się wydarzyć coś takiego, co skłoni mnie do powrotu. Lepiej mieć taki kontrakt niż w tym momencie żałować, być zablokowanym. Umowa to rodzaj zabezpieczenia: dla mnie i dla klubu.

Wiadomo, że przygotowaniami do sezonu zajmuje się Pan indywidualnie.

- O ile czas na to pozwala. Nie szykuję się w taki sposób, jakbym na 100 procent miał wystartować. Ale gdyby pojawiła się jakaś opcja, jestem w stanie podkręcić obroty. Dziś chociażby mam trening na lodzie przed piątkowymi zawodami w Toruniu.

Co ze sprzętem? Dwa miesiące temu mówił Pan, że motocykle nadają się na pamiątki...

- Za wesoło nie jest. Na najbliższy sezon trzeba by mieć co najmniej dwa nowe motocykle.

Mówiło się o przejściu do Apatora, a tymczasem jednak pozostał Pan z Polonią.

- Na siłę klubu nie będę szukał. Miałem propozycje z pierwszoligowych drużyn, ale wolałbym jeździć tu na miejscu, niż przemierzać wiele kilometrów.

Rozmawiał Maciej Łopatto