Marat Safin wygrał Australian Open

Finały Australian Open: Safin - Hewitt 1:6, 6:3, 6:4, 6:4; Williams - Davenport 2:6, 6:3, 6:0. W decydujących o zwycięstwie chwilach natchniony Marat Safin w niczym nie przypominał rozkapryszonego histeryka z poprzednich meczów. Za to Lleyton Hewitt stracił siły i duszę wojownika, dzięki którym pokonał morderczą drogę do finału.
- Nie staraj się grać tu bohatera - krzyczał Hewitt na początku trzeciego seta, gdy sędzia główny sprostował decyzję liniowego. Tak się tym zmobilizował, że przełamał serwis rywala i po chwili prowadził 3:0.

Safin wrzasnął i rzucił rakietą. Myliłby się jednak ten, kto w tej chwili zobaczyłby Marata sprzed kilku lat. Rzut rakietą był lekki (nie złamała się jak zwykle), a Rosjanin spokojnie podszedł do portugalskiego sędziego, podyskutował z nim po hiszpańsku i poprosił o przerwę na zabiegi fizykoterapeuty. Masaż podziałał na niego jak balsam. Skoncentrował się tak bardzo, że od stanu 1:4 wygrał kolejnych siedem (!!!) gemów, trzykrotnie przełamując serwis przeciwnika.

To był decydujący moment, bo początek meczu wcale nie zapowiadał zwycięstwa Rosjanina. 15 tys. australijskich kibiców dopingowało pierwszego rodaka od 1988 roku, który dotarł do finału. Wolniejsza nawierzchnia kortu też sprzyjała Hewittowi - doskonałemu biegaczowi i defensorowi, a na dodatek Safin miał w głowie dwie finałowe porażki w Australian Open, których doznał na własne życzenie.

W pierwszym secie ręka Safina zdawała się rozregulowana. 13 niewymuszonych błędów Rosjanina pozwoliło Hewittowi szybko wygrać. W drugim secie Safin grał już znacznie lepiej i po jednym przełamaniu wygrał do trzech, a od połowy trzeciej partii dominował. Nie grał tylko potężnych bomb z głębi kortu, ale gdy nadarzała się okazja, popisywał się fantastycznymi zagraniami kątowymi w kara serwisowe i skrótami nie do odegrania nawet dla takiego mistrza biegania jak Hewitt.

Na nic się zdały zaklęcia australijskich kibiców. Hewitt biegał, odgrywał z najtrudniejszych pozycji, ale fortuna go opuściła. Coraz bardziej pewny swej przewagi Safin posyłał kolejną fantastyczną piłkę na drugą stronę siatki. Porażająca była dysproporcja wygranych zagrań u obu finalistów. Hewitt miał ich w całym meczu trzy!!!, a Safin 54. W ostatnim gemie zaserwował asa, dwa wygrywające serwisy i zagrał woleja w linię.

Zagra Domachowska

Z zawodniczką z eliminacji zmierzy się w rozpoczynającym się w poniedziałek turnieju w Pattayi (pula nagród 170 tys. dol.) Marta Domachowska. W Tajlandii zagra też z dziką kartą Szwajcarka Martina Hingis. Pierwszą po 30-miesięcznej przerwie rywalką byłej liderki WTA będzie Niemka Marlene Weingartner (79. w rankingu).