Rozmowa z Jerzym Szleszyńskim, prezesem SKB Litpol-Malow Suwałki

Z Henrykiem Owsiejewem od podstaw stworzył profesjonalną drużynę, która siódmy raz wygrała ekstraklasę badmintonową. - Toczymy nieustanną walkę o to, aby być najlepszym - mówi Jerzy Szleszyński, prezes SKB Litpol-Malow
Artur Wnuk: Nie znudziło Was zdobywanie kolejnych tytułów?

Jerzy Szleszyński: Smak każdego zwycięstwa, a zwłaszcza mistrzostwa Polski, jest słodki. Nie ma mowy o nudzie, to ekscytujące.

Czy jest szansa na zmianę rozgrywek ekstraklasy, w której obecnie mecze rozgrywane są tak rzadko?

- Raczej nie zwiększymy liczby drużyn. Można jednak zastanowić się nad zmianą systemu rozgrywek. Na przykład rezygnacją z fazy play off, w której teraz cały wcześniejszy dorobek punktowy się nie liczy. Ponadto w ekstraklasie powinni występować absolwenci SMS-ów. Silną reprezentację można budować tylko na stabilnych podstawach klubowych, bo lepsi zawodnicy i tak będą grali za granicą.

Dostał się Pan do władz Polskiego Związku Badmintona, jak na tym skorzysta Podlasie?

- We władzach związku zasiadałem już dwa razy. Najpierw w komisji arbitrażowej, a później byłem wiceprezesem do spraw organizacyjno-prawnych. Zyskałem sporo doświadczeń, które pomogły mi zbudować nowoczesny klub w Suwałkach. Teraz jestem wiceprezesem ds. promocji i mediów. Spodziewam się znowu nauczyć wielu rzeczy od młodych działaczy, którzy weszli do zarządu.

A co ze Szkołą Mistrzostwa Sportowego na Podlasiu?

- Staramy się o nią już od dłuższego czasu. Wiąże się to z przełamaniem pewnych barier na szczeblu lokalnym, jak i w PZBad. W Suwałkach poczyniliśmy już pewne kroki. Być może od nowego roku szkolnego uda nam się uruchomić klasę o profilu badmintona.

Do władz PZBad. dostał się też Kamil Turonek, zawodnik SKB, który w wyborach na prezesa poparł pańskiego kontrkandydata - Michała Mirowskiego. Czy w związku z tym zostanie w SKB w przyszłym sezonie?

- Każdy może głosować, jak chce. Mam prawo mieć żal do Turonka, bo pomogłem mu w karierze. On wybrał Mirowskiego, który zaproponował mu funkcję wiceprezesa związku. Ja takiej propozycji mu nie złożyłem. To zdarzenie nie przełoży się jednak na sprawy zawodowe. Będę współpracował z Turonkiem na rzecz polskiego badmintona. Jest naszym zawodnikiem do końca sezonu, a czy nim pozostanie, będzie zależeć od dobra drużyny. Za wcześnie o tym mówić.

Nie obawia się Pan, że śladem grających w Niemczech Michała Łogosza i Roberta Mateusiaka pójdą inni zawodnicy SKB?

- Co roku po skończonym sezonie mam ból głowy, bo naszych zawodników kuszą inne kluby. Nie jest tajemnicą, że Piast B Słupsk od jakiegoś czasu zabiega o Nadię Kostiuczyk. Ale badmintonistka nie chce odejść. Podobnie jak Łogosz, któremu na rok przed olimpiadą za przejście do Płocka (gdzie mieszka) zaproponowano kilka razy większe pieniądze, niż ma u nas. On też się nie zgodził.

Dlaczego?

- Bo zawodnicy są z nami związani emocjonalnie, tworzymy jedną wielką rodzinę. Zawodnicy lubią przyjeżdżać do Suwałk, razem pływamy na jachcie. Poza tym jesteśmy stabilni finansowo i z płatności wywiązujemy się terminowo. Jednak nie mogę zabronić im zarabiania większych pieniędzy za granicą. Dlatego na ich miejsce w rozgrywkach ligowych pozyskujemy innych utalentowanych zawodników, czego przykładem jest Adam Cwalina, który zasilił zespół przed tym sezonem. Wprawdzie mało grał, ale już zdążył bardzo związać się z drużyną.

Dlaczego wśród suwalskich zawodników nie możemy doczekać się następców Joanny Szleszyńskiej i Jacka Niedźwiedzkiego, którzy z tego miasta pochodzą i mają wkład w zdobycie wszystkich siedmiu tytułów?

- Przez nasze treningi przewinęło się 2000 zawodników. Udało nam się wyselekcjonować i doskonale wyszkolić pod względem technicznym kilkunastu. Ale brak im charyzmy Asi czy Jacka. Nie są typami wojowników. Choć Karolina Ślińska zwiastuje, że idziemy w dobrym kierunku. Dlatego zdecydowałem, że szkoleniem młodzieży zajmie się Niedźwiedzki. Liczę, że przekaże podopiecznym część swoich cech.