Do rozważenia: A w Krakowie?

8 grudnia 2006 r. komitet wykonawczy UEFA zdecyduje, gdzie mają się odbyć piłkarskie mistrzostwa Europy 2012. Kandydatów będzie wielu, ale wśród nich znajdzie się Polska z Ukrainą. No właśnie. A jeśli los i piłkarskie władze ześlą akurat nam dar organizowania ME? No więc, jeśli szczęśliwie nas obdarzą, to będziemy mieć problem. Prawdziwy. Krakowski.
Pomysł, by zbudować tutaj duży miejski stadion z przeznaczeniem dla Wisły, Cracovii i innych chętnych, a bogatych, szczęśliwie mamy już z głowy. Ledwie ujrzał światło dzienne, a zjednoczone siły "Pasów" i "Białej Gwiazdy" nie zostawiły jego autorowi - prezydentowi Majchrowskiemu - cienia złudzeń, że to może się udać. Że którykolwiek z nich przyłoży rękę do takiej herezji. I jak szybko pomysł się pojawił, tak szybko się spalił. Już nie ma tematu. Kluby z miejską i Bożą pomocą próbują zamienić rozpadające się zabytki kultury fizycznej z pierwszej połowy XX stulecia w obiekty nadające się do użytku i w wieku XXI. Raz idzie im to lepiej, a raz gorzej. Czy w końcu się uda - Pan Bóg raczy wiedzieć.

No więc, gdzie się odbędzie w Krakowie mecz, dajmy na to, Hiszpania - Anglia? Taki nie najważniejszy, bo tylko w ćwierćfinale ME 2012? (Te ważniejsze pewnie będą w Warszawie, na Stadionie Śląskim i Poznaniu). No, jak to gdzie?! Wiadomo... przy Reymonta! ... przy Kałuży! Daj pan spokój, gitarę pan zawracasz, będą mistrzostwa, to się będziemy martwić. I zdecydujemy.

Już to widzę! Międlenie, wymądrzanie, gadanie, szukanie dziury w całym, sto tysięcy opinii i całkowicie sprzecznych racji. Wszyscy inni zdążą, wszyscy się dogadają, a tu trzeba będzie mecz Hiszpania - Anglia przesunąć, bo przecież nie da się do 2012 r. w Krakowie porozumieć, gdzie miałby się odbyć. A potem trzeba by jeszcze mieć z pół roku na zbudowanie stadionu.

Daj nam, komitecie wykonawczy UEFA, ten słodki problem. Niech wyjdzie, że kompletnie się myliłem.