Federer: to był perfekcyjny mecz

Porywający? Niesamowity? Nieziemski? Perfekcyjny? - co jeszcze można napisać o Rogerze Federerze po meczu, w którym w bezlitosny sposób obnażył wszystkie słabości Andre Agassiego, czterokrotnego mistrza Australian Open.
- Jak dla mnie to był perfekcyjny mecz - wyznał nieskory do pochwał pod swoim adresem Federer. Właściwie trudno mu się dziwić, bo z jego punktu widzenia rzeczywiście wszystko ułożyło się tak, jak mógł sobie wymarzyć. I bynajmniej nie chodzi o to, że liderowi rankingów ATP trafił się "dzień konia", a rywalowi nic tego dnia nie wychodziło.

Agassi grał na swoim normalnym - dla większości tenisistów nieosiągalnym - poziomie, a mimo to Szwajcar przez każde z 98 minut trwania meczu był od niego lepszy. I co gorsza dla Amerykanina, Federer robił z nim dokładnie to samo co z większością rywali w ostatnich 15 miesiącach swojej tenisowej kariery.

Choć Agassi posyłał na drugą stronę kortu najlepsze z możliwych piłki, Szwajcar i tak był zawsze odrobinę szybszy i dokładniejszy. Na dodatek wydawało się, jakby Federer dozował swoje zagrania. Robił tylko tyle, ile było konieczne do końcowego zwycięstwa, jakby chciał pokazać, że ma jeszcze duże rezerwy.

Wspaniałe zagrania przynoszące mu bezpośrednie punkty umiejętnie rozkładał na poszczególne gemy (w 29 rozegranych gemach miał ich 46). Ograniczył się tylko do trzech przełamań serwisu Agassiego - po jednym w każdym secie. Niepodzielnie za to dominował podczas własnych gemów serwisowych. Jak na ironię mistrz returnu, za jakiego od lat uchodzi Agassi, nie był w stanie ani razu zagrozić Szwajcarowi. Przez cały mecz zdarzyło się zaledwie cztery razy, że Amerykanin miał szansę na breaka, za każdym jednak razem Federer likwidował ją szybko kolejnym asem (łącznie miał ich 22) lub wygrywającym serwisem.

- Musiałem się dobrze skoncentrować na dzisiejszym meczu, co nie pozwoliło mi zbytnio cieszyć się wydarzeniami na korcie - przyznał Szwajcar, jakby tłumacząc się ze swojej ponurej miny na korcie centralnym. - Nie dziwcie się, że mnie ograł. Jest po prostu lepszy, a pewne rzeczy robi wręcz wspaniale. Nie widziałem np. nikogo, kto lepiej od niego poruszałby się po korcie - opowiadał dziennikarzom 34-letni Agassi, który w Australian Open wygrywał już czterokrotnie (1995, 2000, 2001 i 2003). Czy za rok podejmie jeszcze jedną próbę, nie chciał zdradzić.

Teraz kolejnym graczem, który dostąpi zaszczytu zmierzenia się z niepokonanym od 27 pojedynków Federerem (ostatnia porażka w sierpniu 2004 r. na igrzyskach w Atenach), będzie Marat Safin. Ćwierćfinałowy występ Rosjanina był nie mniej imponujący, przynajmniej jeśli chodzi o wynik, co Szwajcara, jednak rywal był zdecydowanie z innej półki. Słowak Dominik Hrbaty robił, co mógł, a że mógł niewiele, to mecz skończył się szybko. - Szykuje się ciężki mecz dla nas obu. Roger to obecnie światowy nr 1, ale to nie znaczy, że nie można go pokonać - podkreślał Safin.

W turnieju kobiecym oba rozegrane ćwierćfinały rozczarowały. A dokładniej postawa przegranych - Swietłany Kuzniecowej i Amelie Mauresmo. Francuzka od dawna znana jest ze słabej odporności psychicznej i po doskonałym początku Sereny Williams nie była już w stanie się pozbierać. Odwrotnie Kuzniecowa - najpierw wygrała seta, a potem z minuty na minutę słabła, by ostatnie piłki wręcz oddać Marii Szarapowej.

Wyniki wtorkowych meczów ćwierćfinałowych

Kobiety:

S. Williams (USA, 7) - A. Mauresmo (Francja, 2) 6:2, 6:2;

M. Szarapowa (Rosja, 4) - S. Kuzniecowa (Rosja, 5) 4:6, 6:2, 6:2.

Mężczyźni:

Roger Federer (Szwajcaria, 1) - Andre Agassi (USA, 8) 6:3, 6:4, 6:4;

Marat Safin (Rosja, 4) - Dominik Hrbaty (Słowacja, 20) 6:2, 6:4, 6:2.