Clearex Chorzów - Marioss Opole 9:2

Piłkarze Mariossa Opole remisowali do przerwy na parkiecie lidera rozgrywek Cleareksu Chorzów 1:1. W drugiej części stracili jednak aż 8 bramek
- To gospodarze są zdecydowanym faworytem. Za długo jednak gram w tej lidze, by się kogokolwiek bać. Do Chorzowa jedziemy po korzystny rezultat - deklarował trener opolan Tomasz Ciastko, który razem z Kazimierzem Kucharskim prowadzą ekipę Mariossa. Scenariusz ten sprawdzał się w pierwszej części meczu, gdy po strzale w 17. minucie Marka Grendziaka z dalekiego rzutu karnego opolanie prowadzili 1:0. Gospodarze wyrównali na 59 sekund przed przerwą po strzale Kuchciaka. W tej części gry nasz zespół na tle lidera rozgrywek zaprezentował się bardzo dobrze. - Gdybyśmy wykorzystali tylko sytuacje sam na sam z bramkarzem, to powinniśmy strzelić ze trzy bramki - mówił Piotr Rutkowski, kierownik opolskiego zespołu.

- Zabrakło zimnej krwi i trochę szczęścia pod bramką rywali - przyznał Kazimierz Kucharski. Po przerwie gospodarze urządzili sobie prawdziwy festiwal strzelecki. W ciągu czterech minut strzelili cztery bramki i było już 5:1. - Chcieliśmy szybko odrobić straty, odkryliśmy się, a rywale to skutecznie wykorzystali. Na 15 oddanych strzałów zdobyli aż 9 bramek. A my? W drugiej połowie zapłaciliśmy słoną cenę za nieudolność i brak skuteczności w pierwszej części spotkania. Nie załamujemy się, bo porażka na parkiecie lidera była wkalkulowana - przyznał Kucharski. Swoich podopiecznych nie chciał tłumaczyć. - Rywal to klasowa drużyna, a kilku naszych chłopaków przygotowuje się z zespołami ligowymi do rundy wiosennej i ma sporo treningów i obozy przygotowawcze w nogach. To musi się odbić na ich formie - dodał Kucharski.



Clearex Chorzów - Marioss Opole 9:2 (1:1)

Bramki dla Opola: Grendziak (17.), Sapa (40.)

Marioss: M. Lubczyński, Hetmański, Grendziak, Grabowiecki, Sapa, Wróblewski, D. Lubczyński, Resler, Haracz, Ciastko, Skowronek.