Mówi Jacques Freitag

Mistrz świata w skoku wzwyż chwalił w bydgoskiej hali Łuczniczka grę koszykarzy Astorii. W środę będzie jednym z faworytów do zwycięstwa w Elite Cafe Cup
W przerwie spotkania mistrz świata w skoku wzwyż z Paryża z 2003 roku, przywitał się z publicznością, po czym pochwalił grę koszykarzy Astorii. W środę będzie jednym z głównych kandydatów do zwycięstwa w hali Łuczniczka.



Maciej Łopatto: Nie jesteś po raz pierwszy ani w Polsce, ani w Bydgoszczy...

Jacques Freitag: To prawda. Mile wspominam Bydgoszcz, bo wygrałem tu mistrzostwa świata w 1999 roku. Oczywiście mistrzostwa juniorów. To był początek mojej międzynarodowej kariery. Mam nadzieję, że w środę powtórzę sukces i znów będę pierwszy. Poza tym występowałem w Spale w mityngu Artura Partyki.

Bydgoszcz zadebiutuje w roli organizatora halowego mityngu. Co sądzisz o hali, w której zwykle grają koszykarze, odbywają się inne imprezy sportowe i targowe?

- Myślę, że jest bardzo dobra do rozgrywania imprez lekkoatletycznych. Dlatego, że widownia jest bardzo blisko startujących. Bliżej niż na otwartym stadionie. To musi spowodować znakomite wrażenia dla obu stron widowiska. Fani będą się cieszyć, że dobrze widzą, są blisko wydarzeń, a my - że będziemy mieli dobry doping.

Jak oceniasz swoje szanse na dobry wynik?

- Startem w Bydgoszczy rozpoczynam sezon. Trudny sezon, w którym zamierzam w Helsinkach bronić tytułu mistrza świata. Chcę być wypoczęty i w pełni sił przed środowym konkursem; tak, by rozpocząć sezon dobrym rezultatem: skoczyć 2,30 albo więcej.

Wspominasz jeszcze niepowodzenie z Aten? Byłeś zły?

- Czy byłem zły? Byłem wściekły. Wpadłem w furię. Miałem trochę pecha, bo na początku sezonu halowego nabawiłem się kontuzji. Potem przeszedłem operację, wznowiłem treningi, szczęśliwie zakwalifikowałem się do Aten, ale znowu na treningu rozwaliłem kostkę.

Nie chciałbyś być koszykarzem?

- O nie. Jestem za dobry na to.

Który z polskich skoczków jest najgroźniejszy?

- Jest trzech mocnych konkurentów z Polski, których znam. Pierwszy to Grzegorz Sposób. Jest bardzo, bardzo dobry. Poza tym Aleksander Waleriańczyk, który skoczył 2,36 w sezonie przedolimpijskim, no i Tomasz Śmiałek, który na mistrzostwach świata juniorów w Santiago de Chile był trzeci, gdy ja wygrałem.

Przyleciałeś prosto z Afryki?

- Tak i pierwsze co dało mi się we znaki, to różnica temperatur. U mnie było 30 stopni Celsjusza, a tu zero. Ale przyjęcie mnie tutaj i ludzie są tak ciepłe, że nie odczuwam zimna.