Rozmowa o zapasach

Młodzież rozpoczynająca zabawę w zapasy musi umieć walczyć klasycznie, ale początkujących uczymy również zasad rywalizacji w stylu wolnym - mówi Bolesław Jurewicz
Marek Siwicki: Od stycznia 2005 roku w światowych zapasach obowiązują nowe przepisy. To dobry krok w kierunku uatrakcyjnienia walk?

Bolesław Jurewicz: Jak najbardziej. Zwłaszcza że niektóre z wprowadzonych zasad już dawno stosowaliśmy w Polsce, zwłaszcza na turniejach z udziałem najmłodszych. U nas zawodnik odpadał dopiero po przegraniu dwóch walk, a nie od razu po pierwszej. Nowe światowe przepisy wprowadzają do zapasów repasaże na wzór judo. Zawodnik nie będzie więc wracał do domu po kilku sekundach walki, kiedy na przykład przeciwnik położy go na plecy. Popularne łopatki nadal oznaczają porażkę, ale już tylko w jednej rudzie, a nie całej walce. Po każdej rudzie bowiem sędziowie ogłaszają werdykt. Można więc przegrać i to bardzo wysoko na punkty pierwsze starcie, ale nie przegrać walki. Straty można odrobić w drugiej rundzie i ewentualnie trzeciej. Rundy trwają po dwie minuty, a w przypadku młodzieży są pół minuty krótsze.

W Polskim Związku Zapasów też nastało nowe. Ale wśród wybranych prezesów i funkcyjnych na próżno szukać kogoś z Warmii i Mazur...

- Ja przegrałem dwoma punktami, zaś Zenon Rydziński jednym. I dlatego nie weszliśmy do władz. Nie będę więc przez kolejną kadencję członkiem zarządu do spraw sędziowskich, bo w poprzedniej srogo się naraziłem wielu osobom. Dbałem o przepisy podczas sędziowania turniejów, a w podczas zebrań Zarządu PZZ walczyłem jeszcze o zawodników z Warmii i Mazur. Niewygodny byłem i tyle. A że roboty mam dość na miejscu, to i nawet lepiej, że nie muszę jeździć do stolicy.

I gwiżdżesz sobie dla przyjemności?

Owszem. Jestem sędzia międzynarodowym pierwszej kategorii, podobnie jak i Andrzej Korpacki z Elbląga. Poza naszą dwójka jeszcze trzech kolegów z Warmii i Mazur ma uprawnienia arbitrów międzynarodowych i pod względem jesteśmy liczącym się w kraju województwem. Każdy z nas może sędziować wszystkie światowe zawody, poza igrzyskami olimpijskimi, na które wymagane są szczególne uprawnienia, a powołania otrzymują jedynie wybrani.

Ciebie wybrano jakiś czas temu na prezesa Warmińsko-Mazurskiego Związku Zapasów. I w województwie, co obserwuje, zaciera się już dominacja stylu klasycznego nad wolnym?

I bardzo się z tego cieszę, bo to zjawisko wywołane przez nas celowo. Wprowadziliśmy zasadę, że młodzież zaczynająca zabawę w zapasy, ma startować tak w stylu wolnym, jak i klasycznym. Każdy początkujący musi być bowiem wszechstronny. To widać najlepiej podczas dorocznego turnieju młodzików O Puchar Warmii Mazur, który od ponad 30 lat odbywa się w Olsztynie. Dziewczęta i chłopcy startują w nim w stylu wolnym i klasycznym.

W tegorocznym turnieju byli i przedstawiciele sekcji z Warmii i Mazur, o których coraz więcej dobrego słychać, bo prężnie działają...

Są to grupy założone w szkołach. Działają w małych miejscowościach - czasem od lat - a także we wsiach - jako UKS-y. Najprężniejsze to Mazur z Giżycka, prowadzony przez Piotra Hołownię, a z tych nowszych to UKS Ołów Ryn, w którym szkoleniem zajmuje się Zdzisław Szypulski. Coraz więcej dobrego dzieje się też w Orliku Nawiady. Jest jeszcze UKS Rogóż, który powstał przed laty jako podsekcja Polonii Lidzbark. W sumie w Wamińsko-Mazurskim Związku Zapasów zrzeszamy sześć klubów, które mają dziewięć podsekcji.

* Bolesław Jurewicz z Olsztyna jest prezesem Warmińsko-Mazurskiego Związku Zapasów w Olsztynie, sędzią międzynarodowym klasy pierwszej oraz trenerem i byłym zawodnikiem stylu klasycznego