Wisła Can-Pack - Lotos Gdynia 56:71

Na taki tłum wiślaczki czekały od początku sezonu. Nie doczekały się, nawet gdy ich rywalem w Eurolidze był najlepszy zespół Europy US Valenciennes Olympic. Dopiero wicemistrz świata i Europy, gdyński Lotos, wypełnił halę kibicami po brzegi.
Kibice Wisły nie szczędzili gardeł, bo po drugiej stronie nie milkła liczna i dobrze zorganizowana grupa gdyńskich sympatyków. Czy jednak można wygrać mecz, jeżeli w pierwszej kwarcie aż 18 razy rzuca się niecelnie? Nie można. Katastrofalna skuteczność odbiła się na wyniku 4:17 i ustawiła losy spotkania przy tak poważnym przeciwniku, jakim jest ośmiokrotny mistrz Polski.

Słabiutko (nie pierwszy już raz) wypadła Shannon Johnson, która źle rozgrywała, popełniała błędy kroków, a pierwsze i jedyne punkty zdobyła w 35. min meczu. - Nie wiem, co się z nią dzieje. Grała bardzo źle i będziemy z nią rozmawiać - nie ukrywał po meczu trener Wisły Wojciech Downar-Zapolski.

Równie źle zagrały Białorusinki. Maryna Kress z jedenastu rzutów za dwa punkty trafiła tylko raz (9 proc. skuteczności!) i ledwie raz z sześciu prób za trzy (17 proc.). Natalia Trafimava mimo 18 minut spędzonych na parkiecie była niewidoczna.

- Czy w tej sytuacji można wygrać mecz? - zastanawiał się trener Wisły.

W pierwszej kwarcie jedyne punkty spod kosza zdobyły Tangela Smith i Iva Perovanović, które dla odmiany zanotowały przyzwoite występy.

Najwyższa na boisku Małgorzata Dydek (213 cm) miała spore kłopoty ze znalezieniem sobie miejsca na parkiecie. Jej pasywna gra skończyła się faulem w ataku. Bez kompleksów zagrała za to krakowianka w barwach Lotosu Ewelina Kobryn. Rzucała i zbierała piłki, a faulowana trafiała z linii rzutów osobistych.

W drugiej kwarcie wiślaczki położyły na szalę całą swoją ambicję. Cóż z tego, skoro nerwy dały o sobie znać w najprostszych, wydawało się, sytuacjach pod koszem rywalek. Może i krakowiankom udałoby się zmniejszyć przewagę, gdyby nie Agnieszka Bibrzycka, najlepsza koszykarka Europy w 2003 roku. "Biba" z lekkością i gracją zdobywała punkty i zza łuku, i z półdystansu, a rajd z piłką przez całe boisko Deanny Nolan i akcja "2+1" wzbudziły szczery podziw.

W drugiej połowie krakowianki grały lepiej i dwie kwarty minimalnie wygrały. W ostatnich dziesięciu minutach wiślaczki nabrały animuszu, bo koszykarki Lotosu dwukrotnie sfaulowały w ataku, a nawet popełniły przewinienie umyślne. Znów zadrżały ręce krakowiankom. Zazwyczaj nieomylna w rzutach osobistych Monika Krawiec tym razem dwa razy spudłowała. Punkty Jeleny Skerović (rozkręcała się z minuty na minutę) i efektowny blok Smith na Kobryn pozwoliły przez chwilę zmniejszyć przewagę gdynianek (52:61). Zmęczone pościgiem krakowianki spuściły z tonu i ostatecznie przegrały różnicą piętnastu punktów.

Przyczynę porażki Wisły dobrze ilustrują choćby statystyki rzutów za dwa punkty (17/59, czyli 29 proc.) i przegrana walka na tablicach 22:30.

Wisła Can-Pack56
Lotos Gdynia71
Kwarty: 4:17, 18:22, 17:16, 17:16.

Wisła: Smith 18, Kress 5 (1x3), Czepiec 3 (1), Johnson i Krawiec po 2 oraz Perovanović 16, Skerović 10 (2), Gburczyk i Trafimava po 0.

Lotos: Bibrzycka 22 (3), Nolan 14 (1), Dydek i Kobryn po 9, Pawlak 5 (1) oraz Veselovsky 8, Troina 4, Motyl 0.

Sędziowali Marek Maliszewski i Tomasz Kudlicki. Widzów 1500.