W 31 kolejce Podhale lepsze od "Pasów", remis Unii w Tychach

W derbach Małopolski po szybkim i ciekawym meczu Podhale pokonało Cracovię 6:3. Mistrzowie Polski z Oświęcimia mieli kolejną ciężką przeprawę w Tychach, gdzie nawet dogrywka nie dała rozstrzygnięcia (3:3).
Nowy Targ: duet to za mało

Gospodarze prowadzili już 3:0, lecz goście zdobyli dwie kolejne bramki i kibicom przypominał się już mecz z Unią (podopieczni Andrzeja Słowakiewicza prowadzili 3:0, by przegrać 3:4). Tym razem jednak górale wyciągnęli wnioski i w trzeciej tercji rozstrzygnęli losy meczu. Krakowianom nie pomógł debiutujący w ich barwach wychowanek Unii Oświęcim, napastnik Rafał Bibrzycki (21 lat, w minionym sezonie grał w Orliku Opole).

Wszystko zaczęło się od skutecznej gry w przewadze "Szarotek". Gdy karę odsiadywał Patryk Noworyta, Jarosław Różański wykorzystał podanie Martina Kotaska. Po mocnym strzale kapitana podhalan Rafał Radziszewski był bez szans. "Pasy" były bliskie wyrównania po kontrze, ale zamiast tego same straciły bramkę. Po dynamicznej akcji Kotaska Miroslav Fiszer nie trafił w bramkę z najbliżej odległości, lecz za moment krążek na bramkę nastrzeliwał Piotr Gil, po drodze "guma" odbiła się od obrońcy Cracovii Pavla Urbana, co kompletnie zmyliło bramkarza, i podhalanie prowadzili 2:0.

W drugiej tercji podwójne osłabienie krakowian (w boksie kar Marian Csorich i Sebastian Smreczyński) wykorzystał trafieniem w górny róg Janusz Hajnos po podaniu zza bramki Sebastiana Bieli. 3:0 i po meczu? Nie chcieli się na to zgodzić dwaj hokeiści w ekipie Rudolfa Rohaczka: Damian Słaboń i Piotr Sarnik. Potrzebowali niespełna trzech minut, by na lodowisku Nowym Targu zrobiło się znów gorąco. Najpierw podawał Sarnik, a strzelał Słaboń. Później role się odwróciły.

Na początku trzeciej tercji lepsze wrażenie sprawiali goście. Co z tego, skoro gola strzelili gospodarze. Znowu grali w przewadze (zahaczał Marcin Cieślak) i obrońca Rafał Sroka zburzył klasyczny układ zamka, podjeżdżając pod bramkę. Natychmiast zauważył to Różański, dograł do niego i mieliśmy 4:2. Później odpowiedzialność za losy meczu wzięła formacja Marcina Kolusza z Dariuszem Łyszczarczykiem i Michałem Radwańskim. Zdobyła dwa gole, a drugiego "Łyżka" strzelił 11 s po kontaktowym trafieniu Karela Hornego.

- Znowu po prowadzeniu 3:0 mieliśmy słabszy moment, na szczęście w trzeciej tercji postawiliśmy na swoim - powiedział nam Dariusz Łyszczarczyk. - Przeczytaliśmy w gazecie, że trener liczy na nas i nie zawiedliśmy. Nasza formacja strzeliła trzy gole, bo Piotrek Gil też gra z nami.

Wojas/Podhale6
ComArch/Cracovia3
Tercje: 2:0, 1:2, 3:1

Strzelcy bramek: 1:0 Różański (4. Kotasek, Wilczek w przewadze), 2:0 Gil (17. Fiszer), 3:0 Hajnos (27. Biela w podwójnej przewadze), 3:1 Słaboń (30. Sarnik), 3:2 Sarnik (33. Słaboń), 4:2 Sroka (44. Różański w przewadze), 5:2 Radwański (46. Łyszczarczyk, Kolusz), 5:3 Horny (47. Marcińczak), 6:3 Łyszczarczk (47. Kolusz).

Wojas/Podhale: Zborowski - Łabuz, Piotrowski, Wołkowicz, Słowakiewicz, Zubek - Sroka, Wilczek, Kotasek, Fiszer, Różański - Gil, Bobczek, Łyszczarczyk, Kolusz, Radwański - Kolasa, Dudka, Hajnos, Biela, Podlipni.

ComArch/Cracovia: Radziszewski - Csorich, P, Urban, Sarnik, Słaboń, Twardy - Smreczyński, Marcińczak, Tomas, Horny, Śliwa - Kozendra, Kotuła, S. Urban Chabior, Bibrzycki oraz Witowski, Cieślak, Drozdowicz.

Sędziował Michał Szot z Sosnowca. Kary: 8 oraz 22 min, Widzów: 1,2 tys.

Tychy: brawa na stojąco

Cztery tysiące kibiców żegnało hokeistów obu drużyn brawami na stojąco. Przez 65 minut nikt się nie oszczędzał. Bandy i kości niebezpiecznie trzeszczały, a bramkarze co chwilę ocierali pot z czoła.

Hokeiści z Oświęcimia musieli się mocno napracować, by wywieźć z Tychów jeden punkt. - O czym tu mówić. Nie mam sił. W ciągu kilku dni znowu kończymy mecz dogrywką - sapał Waldemar Klisiak, napastnik drużyny gości. - Ale opłacało się. Plan minimum wykonany. Pierwszego miejsca przed play-off już nie oddamy - dodał.

Oświęcimianie osiągnęli największą przewagę w drugiej tercji, gdy Sebastian Gonera i Jarosław Kuc z Tychów usiedli na 10 minut na ławce kar. Najtrudniejsze chwile goście przeżyli na początku trzeciej tercji. W ciągu minuty Unia straciła dwa gole. - Dwa błędy, dwie bramki. Na szczęście szybko uwierzyliśmy we własne siły. Cieszę się, że graliśmy do końca - podsumował Andriej Sidorenko, trener Unii.

GKS Tychy3
Unia Oświęcim3
Tercje: 0:0, 1:2, 2:1, 0:0.

Bramki: 1:0 Parzyszek (23., Ślusarczyk), 1:1 Piekarski (27.), 1:2 Klisiak (31., Zamojski), 2:2 Bober (41.), 3:2 Parzyszek (42., Bacul), 3:3 Klisiak (54., Puzio).

Kary: 28 - 22 . Widzów: 4000.

W pozostałych meczach: KH Sanok - TKH Toruń 3:9, Stoczniowiec Gdańsk - GKS Katowice 5:2.

1. Dwory/Unia3067142:59
2. GKS Tychy3163143:72
3. Podhale3157120:88
4. TKH3156127:67
5. Cracovia3050112:92
6. Stoczniowiec3150129:89
7. Sanok31756:221
8. GKS Katowice31548:189
W niedzielę grają: Wojas/Podhale - GKS Tychy (godz. 18), ComArch/Cracovia - TKH Toruń (godz. 17.30), Dwory/Unia - Stoczniowiec (godz. 17).