Alfabet "Gazety" za rok 2004



A - jak awans. W minionym roku były dwa spektakularne, bo niespodziewane. W dramatycznych okolicznościach, po dziesięciu latach niebytu, na zaplecze ekstraklasy powrócili piłkarze Radomiaka. Kto wie, czy nie większym osiągnięciem był jednak awans koszykarzy AZS-u Politechnika Radomska do I ligi. Zresztą oba były bardzo do siebie podobne. Wywalczone w barażach i na dodatek na terenie rywali. Szkoda, że za oboma sukcesami sportowymi nie poszły organizacyjne...



B - jak boks. Kiedyś w Radomiu dorównywał popularnością nawet piłce nożnej. Dobrze, że za sprawą kilku zapaleńców ze Stanisławem Doboszem i Adamem Jabłońskim na czele zaczyna się odradzać. Chyba można nawet zaryzykować stwierdzenie, że BTS Broń ma najlepszych młodych adeptów pięściarstwa w Polsce. Tak trzymać!



C - jak czekanie. Czy są szanse, aby w Radomiu powstał wreszcie stadion lekkoatletyczny? Kilka lat temu opracowano projekt budowy takiego obiektu na terenie obecnego MOSiR-u. Ówczesne władze zrobiły wszystko, by nie dopuścić do realizacji planów. Od kilku tygodni coraz głośniej mówi się o realizacji namiastki stadionu - kilkutorowej bieżni tartanowej przy jednej z radomskich szkół. Ciekawe, co z tego wyjdzie? Bo na razie radomscy lekkoatleci chwalą się dziennikarzom w kraju, że trenują wszędzie tylko nie w Radomiu.



D - jak debiut. Pierwszym jest gra i sukcesy w gronie seniorek tenisistki Returnu Radom - Dagmary Siary. Drugim start w rozgrywkach ligowych zapaśników SMS-u Radom. Może oba nie były jakieś spektakularne, ale zważywszy na fakt, że stoją za nim bardzo młodzi ludzie, z nadzieją można spoglądać w przyszłość.



E - jak Engel Jerzy jr. Może jest młody i kontrowersyjny, ale takiego trenerskiego fachowca od futbolu dawno w Radomiu nie było. No i rzecz, której Engelowi już nikt nie odbierze. To on wprowadził Radomiaka do II ligi. To że nie otrzymał szansy prowadzenia zespołu po awansie, było największym błędem działaczy "zielonych" w minionym roku.



F - jak forum internetowe. To sportowe, to pożywka dla malkontentów, pieniaczy i desperatów. Chyba nie mając odwagi, albo nie umiejąc wypowiedzieć się publicznie, swoją żółć wylewają głównie na stronach www. Szkoda, że zgodnie z zamierzeniami forum rzadko staje się narzędziem do przedmiotowej dyskusji.



G - jak Gołoś Konrad. Nie tylko najlepszy piłkarz Radomiaka, ale przede wszystkim odkrycie roku w polskim futbolu. Nie sposób nie wspomnieć też o transferze Konrada do Polonii Warszawa za 270 tys. zł. Dzięki niemu zawodnik otrzymał szansę na zaistnienie na wyższym poziomie, a "zielonych" uratował przed bankructwem.



H - hermetycznie zamknięte środowisko. Otwartość na świat, nowa jakość, reforma - te terminy wydają się być zupełnie obce ludziom odpowiedzialnym za radomski sport, głównie klubowym działaczom. Bo po co coś robić, dopuszczać nowych, skoro mogą być oni zagrożeniem dla ciepłych posadek. I tak od lat, bez dopływu świeżej krwi, radomskie środowisko sportowe dusi się w sosie własnym.



I - jak inwestycje. Tradycyjnie za wiele ich nie było, ale nareszcie pojawiło się jakieś światełko w tunelu. Chodzi oczywiście o przebudowę stadionu w Kozienicach. Dzięki niej stał się najnowocześniejszym obiektem na Mazowszu. Władzom Radomia powinno być wstyd.



J - jak Jadar. Dzięki tej firmie odrodziła się radomska siatkówka. A jeszcze większe wrażenie niż rzeczywistość robią plany właściciela Tadeusza Kupidury. Budowa supernowoczesnego kompleksu sportowego z halą i basenem oraz silnej drużyny siatkarzy muszą budzić podziw i szacunek.



K - jak kibice. Ci siatkarscy byli kiedyś najlepsi w Polsce. Teraz też o nich głośno w kraju. Niestety głównie z powodu absurdu, jakim jest stworzenie dwóch grup dopingujących tę samą drużynę. Co gorsza, ci młodzi ludzie nie mogą zrozumieć, że nie tędy droga. Podobnie zresztą jest z kibicami piłkarskimi, którzy jednego dnia potrafią stworzyć na stadionie wspaniałą atmosferę, aby następnego zachowywać się jak banda degeneratów. Wzorowo na razie zachowują się za to kibice koszykarzy AZS-u i są ze swoim zespołem na dobre, i na złe.



L - jak liga. Za tą na najwyższym szczeblu tęsknimy od dawna. Dobrze, że za sprawą siatkarzy Jadaru, piłkarzy Radomiaka i koszykarzy AZS-u Politechnika Radomska, mamy przynajmniej namiastkę ligowych emocji. Oby w przyszłym roku było więcej tych pozytywnych.



Ł - jak łucznictwo. Jedna z niewielu dyscyplin, w której liczymy się w kraju. Na tory powróciła olimpijka Anna Łęcka, a wielką nadzieją Radomia wciąż pozostaje Izabela Skopek.



M - jak Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji. Chyba najbardziej skostniała instytucja w mieście. Mimo że dyrektorów zmienia jak rękawiczki, przez ostatni rok prawie umarła śmiercią naturalną. Zamiast tętnić życiem, z roku na rok wyczekuje jedynie na dotację budżetową i ... wystawę gołębi. Ach strach pomyśleć, co się stanie z MOSiR-em, kiedy z hali wyniosą się ostatni ligowcy - siatkarze Jadaru.



N - nadzieja. Przysłowie mówi, że jest matką głupich, ale bez niej świat nie mógłby istnieć. A w minionym roku towarzyszyła radomskim sportowcom i ich kibicom na każdym kroku. Zresztą tli się w ich sercach przez cały czas. I oby nie zgasła, przytłumiona przez brutalną rzeczywistość. Bo jeśli jej zabraknie, to co nam pozostanie?



O - jak opieszałość działaczy. Stało się niestety prawie normą w Radomskiem. Wolą trzymać się stołków, zamiast szukać źródeł finansowania i zadbać o stronę organizacyjną klubów. A ta ostatnia pozostawia najwięcej do życzenia. Głównie dlatego, że działacze nie mają żadnego kontaktu ze sportem przez duże "S". I nawet nie wiedzą, że pewne sprawy, od których uciekają, gdzie indziej są już standardem.



P - jak pieniądze. Na ich chroniczny brak narzekają wszystkie kluby w regionie (wyjątkiem jest Jadar Radom). A bez nich we współczesnym sporcie funkcjonować się nie da. Paradoksalnie, największym problemem wcale nie jest brak pieniędzy, tylko złe gospodarowanie większości działaczy. Głównie dlatego, że nie tylko terminologia, ale i podstawy ekonomii są większości działaczy zupełnie obce.



R - jak Radomiak. Najstarszy klub w regionie był w ostatnich miesiącach na ustach wszystkich chyba sympatyków sportu. Po pierwsze dlatego, że piłkarze wreszcie wyrwali się z niebytu. Po drugie, mimo sukcesów sportowych staczał się po równi pochyłej, jeśli chodzi o finanse. Co niebywałe, został pod koniec roku wzięty pod opiekę magistratu. Wywołało to tyle samo zachwytów co głosów oburzenia. Ale to akurat w przypadku Radomiaka normalne.



S - jak Sobańska Małgorzata. Dzięki zabiegom działaczy powstałego rok temu klubowi Dąb Kozienice była jedyną reprezentantką Radomskiego na olimpiadzie w Atenach. Zajęła tam 17. miejsce w dyscyplinie, która jest solą wszystkich igrzysk - w biegu maratońskim.



T - jak Tkaczyk Julita (na zdjęciu). Stała się chyba najbardziej rozpoznawalną sportsmenką z Radomia. Ale to akurat nie dziwi, bo w jej przypadku sukcesy sportowe idą w parze z urodą. Na początku grudnia mogła przekonać się o tym cała Polska, obronę tytułu zawodowej mistrzyni Europy w kick boxingu na ringu w Radomiu na żywo zaprezentował Polsat Sport.



U - jak Urząd Miejski. Na szczęście przez ostatni rok łaskawiej niż wcześniej spoglądał na sport. Nie wszystkie pomysły były dobre i poparte faktami, ale chęci to już coś. Chociaż podobno dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Dlatego panowie urzędnicy (wszystkich szczebli): pokażcie co potraficie!



W - jak Wójcik Janusz. Sprawca największego zamieszania wokół Radomiaka. Zatrudniony jako doradca zastępcy prezydenta Andrzeja Banasiewicza przez jednych postrzegany jako wybawca, przez innych jako grabarz "zielonych". Na razie wodzi wszystkich za nos, nie dotrzymuje terminów, rzuca słowa na wiatr, ale jednocześnie uspokaja. Większość ludzi ma go już dosyć. Ale to akurat dla niego nie pierwszyzna.



Z - zjazdy delegatów. To one najbardziej zaprzątały uwagę tzw. działaczy w minionym roku. A było ich trochę. Władze wybierały wszystkie związki piłkarskie, ale także wiele klubów i stowarzyszeń niższego szczebla. Dlatego nad wyraz dużo było obiecanek, wzajemnego poklepywania, wazeliny. Rzeczywistych osiągnięć - prawie wcale.