Koszykówka: Unia/Wisła Kraków - Czarni Słupsk 76:75

Siedmiu gniewnych ludzi pokazało w środowym meczu koszykarskiej ligi, że ambicja i wola walki to nieraz w sporcie broń nie do przezwyciężenia. Krakowska drużyna, skazana na porażkę, bo zdziesiątkowana, wygrała z Czarnymi, a wszyscy jej zawodnicy zasłużyli na najwyższe słowa uznania. Paweł Szcześniak, jak w filmowym thrillerze, wrócił w ostatniej chwili, by wspomóc kolegów.
W siódemkę przystąpili do środowej rywalizacji koszykarze Unii/Wisły, choć jeszcze dzień wcześniej niewiele wskazywało, by do gry dał się przekonać Paweł Szcześniak. Na szczęście dla zespołu stało się inaczej, a krakowski rozgrywający, choć rozpoczął spotkanie na ławce rezerwowych, poprowadził gospodarzy do niespodziewanego zwycięstwa.

Gdy po niespełna dwóch minutach gry goście objęli prowadzenie 8:2, a wiślacy wyglądali na kompletnie zagubionych, wydawało się, że oto realizuje się najgorszy scenariusz. Taki, w którym gospodarze przegrają w fatalnym stylu i bardzo wysokich rozmiarach. Na szczęście tylko początek był taki fatalny. Gospodarze rozkręcali się z minuty na minutę, a każdy z nich zademonstrował to, co ma najlepszego. Szcześniak rozgrywał, Jacek Sulowski trafiał za trzy punkty, a Jacek Olejniczak zbierał. Także pozostali włożyli w ten mecz dwa razy więcej wysiłku.

Gdy po trzech kwartach wiślacy prowadzili pięcioma punktami, wygrana stawała się realna, choć z drugiej strony obawiano się najgorszego, że braknie sił, że ktoś będzie musiał zejść za pięć fauli. I obawy fanów krakowskiego zespołu potwierdziły się w końcówce. Najpierw Wojciech Żurawski złapał piąte przewinienie, a po chwili bolesne skurcze uniemożliwiły dalszą grę Maciejowi Bielakowi. Na parkiecie pojawił się młokos Grzegorz Dudzik i też walczył ze wszystkich sił.

Goście doszli wiślaków po akcji Paula Reeda, jednak losy spotkania rozstrzygnęły się dopiero po zakończeniu regulaminowego czasu gry. Równo z końcową syreną, przy prowadzeniu Unii/Wisły jednym punktem, faulowany był Reed. Losy meczu były w jego rękach. Gdyby trafił choć raz, doprowadziłby do dogrywki. Jednak przy ogłuszających rykach i piskach kibiców spalił się zupełnie, dwa razy pudłując. Po drugim rzucie patrzący z niedowierzaniem na to, co się dzieje, wiślacy padli sobie w objęcia. To był wyjątkowo mocny sportowy thriller. I jakie dobre zakończenie!

UNIA/WISŁA PAGED76
CZARNI75
Kwarty: 18:20, 20:16, 19:16, 19:23.

Unia/Wisła: Sulowski 23 (6x3), Szcześniak 19 (1), Olejniczak i Żurawski po 12, Bielak 8 (2), Suski 2, Dudzik.

Czarni: Majchrzak 17, Crenshaw 16, Seweryn i Frank po 10, Żytko i Reed po 9, Grudziński 4.

Sędziowali: Grzegorz Ziembicki i Dariusz Szczerba z Wrocławia oraz Wojciech Imiołek z Kielc. Widzów 500.

Powiedzieli po meczu

Bogdan Zając, trener Unii/Wisły: Był to emocjonujący mecz, w którym na gratulacje zasłużyły oba zespoły. Trudno powiedzieć, czy bardziej się cieszę ze zwycięstwa, czy jestem dumny ze świetnej postawy chłopaków. Jestem zadowolony z zaangażowania, jakie włożyli w ten mecz moi zawodnicy. Jest taki film "Siedmiu wspaniałych". Chyba tak można określić postawę chłopaków w tym meczu.

Andrzej Kowalczyk, trener Czarnych: Trzeba pogratulować trenerowi i zawodnikom Unii/Wisły. Zagraliśmy dziś słabo, nie oznacza to jednak, że zlekceważyliśmy przeciwnika. Gospodarze, choć zagrali bez swoich zagranicznych zawodników, są nadal mocną drużyną z doświadczonymi koszykarzami w składzie. Choć dzisiaj grali w siódemkę, my też nie wykorzystywaliśmy wszystkich zawodników. Tak jak dla trenera Unii/Wisły wygrana jednym punktem jest czymś wspaniałym, tak dla mnie porażka jednym punktem jest dramatem.

Jacek Sulowski, koszykarz Unii/Wisły: Zawsze wychodząc na boisko, daję z siebie wszystko. Dzisiaj było podobnie i cieszę się, że mimo trudnej sytuacji kadrowej udało się nam wygrać. Każdy z nas starał się ze wszystkich sił i to się opłaciło. Nawet Jacek Olejniczak, który ostatnio miał problemy z rzutami osobistymi, dziś kilka ważnych trafił.

not. wast