W Spójni odstąpili od tradycji

KOSZYKÓWKA. Od wielu lat na ostatni mecz ligowy roku w Stargardzie kibice przynosili maskotki dla wychowanków Domu Małego Dziecka. Tym razem akcji nie przeprowadzono.
Tuż przed pierwszym gwizdkiem sędziego lub w przerwie meczu na parkiet leciało kilkadziesiąt pluszowych maskotek. Widok zawsze był niesamowity, a na przyjezdnych robił wrażenie. Sprzątanie boiska trwało kilka minut, uczestniczyli w nim sami koszykarze. Tak było od wielu sezonów tuż przed świętami Bożego Narodzenia. W ubiegłą sobotę Spójnia rozgrywała ostatni mecz w tym roku, a mimo to na parkiecie nie wylądował żaden pluszak.

- Baliśmy się, że akcja nie wypali, bo ostatnio wyniki zespołu były złe i na trybunach było coraz mniej kibiców - tłumaczy Krzysztof Wiśniewski, wieloletni działacz Spójni. - Zresztą kibic coraz biedniejszy i trudno nam było zachęcać, by kupił prezent dla dzieciaków.

Aby powstrzymać spadającą frekwencję na trybunach, zarząd stargardzkiego klubu zdecydował się wpuścić fanów za darmo na spotkanie z Sokołem Łańcut. Kto przyszedł - nie żałował. Po emocjonującym meczu gospodarze wygrali 54:52. A o akcji zbierania maskotek nie zapomniano na zawsze.

- Może przeprowadzimy ją podczas następnego meczu - mówi Wiśniewski. - Jedynie w Stargardzie była taka tradycja. Pamiętam jak kilka lat temu ulubieniec publiczności Kelvin Upshaw zabrał jedną maskotkę pod pachę i czmychnął do szatni. Było sporo śmiechu, ale Kelvin zwrócił prezent i przyznał, że pierwszy raz się spotkał z takim "deszczem".