Sport.pl

Engel może odejść z Polonii

Jeśli nic nie wyjdzie z umowy z GSA, to można się spodziewać różnych scenariuszy. Są nawet chore pomysły wyprzedaży najlepszych piłkarzy. W takim przypadku na pewno odejdę - mówi w wywiadzie dla ?Gazety? Jerzy Engel.
Olgierd Kwiatkowski: Jeszcze niedawno nie chciał Pan wiele mówić o angielskiej firmie Global Soccer Agency Ltd., która zamierza kupić akcje Polonii. Teraz wychodzi coraz więcej spraw dotyczących tej firmy, jest coraz mniej tajemnic. Co Pan może powiedzieć o GSA?

Jerzy Engel: To naturalne, że jest coraz mniej tajemnic, chociaż sprawa nie jest jeszcze klarowna. My tak naprawdę nie mamy nic do ukrycia. Chronimy tylko firmę i ludzi ją reprezentujących, bo wiemy, jak agresywnie w tej chwili działają polskie media. Nie chcemy więc wychodzić przed szereg, gdy obie strony nie zakończą tematu pozytywnie bądź negatywnie i nie wydadzą wspólnego komunikatu. Sam nie jestem upoważniony do upubliczniania jakichkolwiek spraw. Nie jestem członkiem zarządu ani stroną w sprawie przekazywania akcji.

Pan jednak doprowadził do spotkania GSA z właścicielem Polonii Janem Ranieckim.

- Kiedy w kwietniu przychodziłem do Polonii, pan Raniecki postawił sprawę jednoznacznie, że chce zostać w klubie tylko do czerwca. Trzeba więc było szukać wsparcia dla niego lub nowego właściciela. Ze wsparciem na dłuższy czas się nie udało. Miał powstać szeroki dział marketingu i nic z tego nie wyszło. Dlatego trzeba było szukać nowego właściciela. Wydawało się, że będzie to ktoś inny niż GSA, bo byliśmy blisko podpisania umowy z polską firmą. Kiedy to odpadło, szukaliśmy dalej i tak przez najróżniejsze moje spotkania, prywatne kontakty i inicjatywy udało się znaleźć taką firmę jak GSA.

Jaką rolę w nawiązaniu tych kontaktów odegrał menedżer Pini Zahavi? (1)

- Poznałem go i zaprzyjaźniłem się z nim. Wiele rozmawialiśmy o futbolu światowym, ale również o polskiej piłce, w tym o Polonii i ewentualnej możliwości znalezienia sponsora. Doszliśmy do wniosku, że temu klubowi nie jest potrzebny sponsor, bo to nic nie da. Sponsor jest pewnym rozwiązaniem doraźnym. Potrzebny jest za to nowy właściciel, stąd pojawiła się koncepcja znalezienia firmy spoza Polski. Tak pojawiła się GSA.

Co było potem?

- Zaproszeni goście przylecieli do Polski, obejrzeli obiekt, przyjrzeli się zespołowi. Doszło też do spotkania w ratuszu z władzami miejskimi. GSA chciała mieć wyobrażenie, jak pracuje polski klub na terenach, które nie są jego, tylko miasta. Ci ludzie spokojnie podchodzą do wszystkiego. Poznawali polskie prawo, polskie realia i zastanawiali się, czy warto inwestować, czy nie.

Dziś wygląda na to, że są zdeterminowani, aby przejąć Polonię. Przeprowadzają audyt, podpisali umowę inwestycyjną?

- Nikt na świecie nie jest zdeterminowany, żeby przejmować polski klub, który tak naprawdę nic nie posiada. Bo co my posiadamy? Nic. Ale za każdą firmą stoją jacyś ludzie. Za Polonią stoją jacyś ludzie, za GSA również. Poznaliśmy się i oni wiedzą, że mają partnera w mojej osobie, i po prostu mi zaufali. Na tym to polega - na uczciwości w intencjach i wzajemnym zaufaniu.

Co bardziej interesuje GSA inwestycja w tereny czy futbol? Nie obawia się Pan że właśnie bodziec inwestycyjny przeważy nad sportowym?

- Nie mam takich obaw. Wiem, jak przedstawiciele GSA podchodzą do piłki nożnej. Są zakochani w futbolu. To jest dla nich i ambicja sportowa, i biznes. Te dwie sprawy idą równolegle w ich zamierzeniach. Nie może na Konwiktorskiej powstać piękny stadion bez nowoczesnej drużyny albo powstać fantastyczna drużyna, która będzie grała na takim obiekcie, jaki mamy. Byłoby to wbrew logice, jedno musi współdziałać z drugim. Dlatego śpieszymy się. Śpieszymy się z podgrzewaną płytą, żeby zawodnicy nie musieli skręcać sobie nóg na tej płycie, na której gramy obecnie. Śpieszymy się z nowym boiskiem treningowym, bo chcemy trenować na równej płycie ze sztuczną trawą. Chcemy szybko uporządkować podstawowe sprawy infrastrukturalne na obiekcie.

Potem już, jeśli oczywiście dojdzie do przejęcia akcji spółki przez GSA, to oni będą realizowali wspólnie z władzami miasta budowę Miasteczka Rekreacyjnego-Sportowego "Polonia". Obie strony wstępnie wyraziły chęć współpracy, ale aby do niej mogło dojść, musi być spełniony pierwszy etap, czyli przejęcie akcji klubu, a do tego droga jeszcze daleka.

Jan Raniecki w miesięczniku "Polonia'Ole" ujawnił, że w GSA są ludzie, którzy zarabiają na transferach zawodników. Co z tego miałaby Polonia?

- Są to ludzie, którzy na co dzień poruszają się w najwyższej klasie światowego futbolu. Zajmują się najróżniejszymi sprawami związanym z futbolem i oczywiście biorą udział w transferach zawodników. Pomagają najlepszym klubom na świecie. Jeśli będzie kiedyś możliwość, że średniej klasy piłkarz będzie chciał grać w Polsce i będzie nas na to stać, z przyjemnością go zatrudnimy na Konwiktorskiej. Ale mówimy na razie o planach i marzeniach, co by było, gdyby... Na razie jednak żyjemy we własnych realiach i wiadomo, że obecny właściciel akcji spółki pan Jan Raniecki zakończył oficjalnie finansowanie czegokolwiek w klubie. Doszło do tego, że niektóre operacje zawodników pokryli z własnej kieszeni prywatni ludzie, kibice zespołu lub sami piłkarze.

A jeśli piłkarz Polonii okaże się zdolny na tyle, że mógłby przejść do zachodniego klubu, ułatwią mu transfer do dobrego klubu na przykład w Anglii?

- Jest to wielka szansa dla zdolnych piłkarzy. Bardzo bym chciał, aby wielu polskich zdolnych zawodników miało wreszcie kogoś, kto pokieruje w sposób profesjonalny ich karierą. Aby wreszcie przestali opierać swoją przyszłość na menedżerach, którzy chcą zarobić na piłkarzu i w tym celu robią różne sztuki, aby go tylko jak najtaniej wyciągnąć z klubu i upchnąć obojętnie gdzie, nie patrząc na przyszłość zawodnika.

Jaki jest cel sportowy dla klubu stawiany przez GSA?

- W Polonii nie ma jeszcze GSA, więc nie ma co o tym mówić.

Jaki musiałby być budżet drużyny? Pojawiła się informacja, że firma będzie musiała przekazywać 1,2 mln euro rocznie. Czy z takim budżetem realne są chociażby europejskie puchary?

- Media podawały wiele najróżniejszych kwot. Nie wiem, skąd takie dywagacje się biorą i kto je rozpowszechnia. Wiadomo, jakimi budżetami posługują się polskie kluby i że należy dążyć do tych na górze, a nie do tych na końcu tabeli.

Za kilka lat piękny stadion, mocna drużyna walcząca o mistrzostwo Polski, piękne perspektywy dla piłkarzy. A jak GSA się rozmyśli? Co się stanie z Polonią?

- Doszło w naszym klubie do swoistego paradoksu. Pan Raniecki ogłosił m.in. na łamach "Gazety", że nie zapłaci już za utrzymanie klubu ani złotówki, pożegnał się z zarządem i piłkarzami, a nadal wszystkim kieruje.

Jeśli więc nic nie wyjdzie z umowy z GSA, to można się spodziewać różnych scenariuszy. Są nawet chore pomysły wyprzedaży najlepszych piłkarzy. W takim wypadku przecież każdy może odejść. Droga jest otwarta dla wszystkich. Większość piłkarzy nie będzie miała żadnego problemu ze znalezieniem sobie nowego pracodawcy. Polonia może zniknąć w ciągu paru dni z mapy piłkarskiej, bo na przykład może nie otrzymać licencji lub wrócić do tego, co było niedawno, że będzie się ratowała rękami i nogami przed spadkiem. W takim przypadku na pewno odejdę. Przyszedłem do tego klubu po to, żeby najpierw utrzymać go w pierwszej lidze, a następnie rozpocząć budowanie silnego zespołu i klubu na miarę stolicy Polski. Podobnie jak w 1997 roku, kiedy sięgnęliśmy najpierw po wicemistrzostwo, a następnie po mistrzostwo Polski. Jednak jeśli przeważą w spółce inne koncepcje, a takich nie brakuje, to będziemy musieli się rozstać.

Czyli jeśli Anglicy by nie weszli, Pan odchodzi z klubu?

- Niekoniecznie. Jeśli przeważyłaby koncepcja sprzedaży zawodników, wtedy odejdę. Nie dopuszczam takiego sposobu myślenia, żeby sprzedawać najlepszych piłkarzy tylko po to, aby przez pół roku utrzymać klub. To jest nonsens, bo takich kolejnych się łatwo nie znajdzie. Dlatego lepiej będzie od razu powiedzieć sobie do widzenia i nie oszukiwać piłkarzy, kibiców i siebie samych, a przede wszystkim władz miejskich.

Ale jaka jest alternatywa? Jan Raniecki powiedział, że nie wyłoży już złotówki na klub.

- Trzeba będzie pomyśleć nad nową formułą funkcjonowania klubu. Wiadomo nie od dzisiaj, że jedna prywatna osoba nie utrzyma klubu. Polonię utrzymywali na przestrzeni ostatnich lat różni właściciele: Jerzy Piekarzewski, Marek Wielgus, Janusz Romanowski, a obecnie Jan Raniecki. Każda z tych osób miała dobre intencje, ale nie była w stanie udźwignąć olbrzymich klubowych wydatków. Jedynym rozwiązaniem, nie tylko zresztą dla Polonii, są mocne firmy i dlatego z taką nadzieją patrzę na GSA.

Jest Pan w konflikcie z panem Ranieckim?

- Nie. Patrzymy inaczej na pracę klubu i zespół. Ale to normalne, bo jeden z nas jest zawodowcem i trudno, abyśmy postrzegali wszystko tak samo.

Czyli prawdą jest, że Raniecki chce sprzedawać zawodników.

- Proszę jego o to spytać.

A czy potencjalny nowy właściciel zgadza się na sprzedaż zawodników z obecnej kadry Polonii?

- Byłoby co najmniej nie fair w stosunku do nowego właściciela sprzedawać w takim momencie któregoś z kluczowych zawodników.

Pana zdaniem nikt w tej chwili nie odejdzie z Polonii?

- Moim zdaniem nie powinien odejść nikt z podstawowej jedenastki.

Były dla nich oferty.

- Były trzy konkretne oferty z polskich klubów oraz zagranicznych. Mieli je Konrad Gołoś, Jacek Kosmalski i Antoni Łukasiewicz. Wszystkie odrzuciliśmy, ale - co najważniejsze - odrzucili je sami zawodnicy. Zaufali mi i też czekają do zakończenia sprawy z GSA.

Jeśli Anglicy przejmą Polonię, to kiedy? 1 stycznia?

- Nie sądzę. Teraz mamy okres świąteczno-noworoczny. Patrzę realnie. To wszystko jeszcze długo potrwa.

To co wydarzy się w styczniu?

- Odpowiedź na to poznamy w najbliższych dniach.

Są zaległości finansowe w Polonii?

- Pan Raniecki ogłosił, że nie będzie dawał już na klub ani złotówki, został oficjalnie pożegnany przez członków zarządu i piłkarzy, ale oficjalnie jest przecież nadal właścicielem spółki. Osobiście poprosiłem o doraźną pomoc przyjaciół i zobaczymy.

To nie są Anglicy?

- Nie mogę powiedzieć nic więcej na ten temat.

Jako dyrektor sportowy jest Pan w ciężkiej sytuacji...

- I zastanawiam się, czy nie za dużo na siebie biorę. Z jednej strony współpracuję przy zespole, żeby ustawić go szkoleniowo, selekcyjnie i transferowo, z drugiej strony załatwiam sprawy dotyczące organizacji szkolenia, a więc przygotowania, zgrupowania i sparingi. Ponadto Ponadto biegam za pieniędzmi, aby ten zespół utrzymać. Na jednego człowieka to jakby ciut za dużo. Pan Raniecki wprowadził do zarządu nowych ludzi. Może to oni zaczną regulować rachunki klubu.

Czy w styczniu przyjdą nowi zawodnicy?

- Wszystko zależy od decyzji, które zapadną w najbliższych dniach.

Czy ma Pan już plany transferowe?

- Tak, jestem po rozmowach z piłkarzami, których chciałbym tu mieć.

Jacy to piłkarze i jakiej klasy?

- Nie ściągamy zawodników znanych, tylko takich, którzy są nam potrzebni, i na pozycje, na które potrzebujemy. Będzie grupa zawodników, która uzupełni nam skład i nas wzmocni. Z Polski i z zagranicy.

Był Pan w Legii, gdy ITI przejmowało ten klub. Czy tam trwało to tak długo i stawiane były podobne przeszkody?

- Tam due dilligence trwało bardzo długo. To przecież normalne, że wchodząca firma chce sprawdzić dokładnie, jakie zagrożenia mogą jej grozić.

Jednak w końcu zakończyło się pomyślnie. Jak będzie w Polonii?

- Moim sukcesem jest, że w ogóle doszło do due dilligence. Na resztę nie mam już wpływu. GSA wydała kolosalne pieniądze, aby sprawdzić wiarygodność Polonii. Nikt nie wydaje takich pieniędzy, jeśli nie myśli o czymś poważnie. Teraz trzeba tylko czekać i przygotowywać się solidnie do rundy wiosennej.

Będzie Pan jeszcze w Polonii w styczniu?

- Nie mogę powiedzieć na pewno. Sądzę, że zwycięży zdrowy rozsądek i dobro klubu, bo to jest sprawa nadrzędna. Chciałbym, aby w Polonii wszyscy dążyli do tego, żeby stadion i zespół były na miarę europejskiej stolicy.

(1) Pini Zahavi, działający w Anglii izraelski menedżer, którego uważa się za najbardziej wpływowego w brytyjskim futbolu. Prowadzi interesy m.in. trenera reprezentacji Anglii Svena Gorana Erikssona, obrońcy Manchesteru Utd. Rio Ferdinanda czy pomocnika tego klubu Cristiano Ronaldo.

Jerzy Engel

Urodzony 6 października 1952 roku we Włocławku.

Kariera piłkarska. Junak i Kujawiak Włocławek oraz AZS-AWF i Polonia Warszawa (1973-75).

Kariera trenerska. Selekcjoner reprezentacji Polski w latach 2000-02, z którą wywalczył awans do MŚ, wcześniej doradca Antoniego Piechniczka na MŚ w 1982 roku.

Praca w klubach: Hutnik Warszawa, RKS Błonie, Polonia (1978), Polonia Bydgoszcz, Legia, Apollon Limassol, Apop Paphos, Salamina Larnaka.

Dyrektor sportowy Polonii (1997-99), Legii (2003) oraz w Polonii (od kwietnia 2004 roku).