Czy piłkarz Arki Gdynia Rafał Murawski zrobi karierę w ekstraklasie?

Kiedy inni opływali w luksusy, on zarabiał 400 zł i jeszcze pomagał rodzicom. Chciał rzucić piłkę. Teraz jest wart 300 tys. zł. Czy wielkie pieniądze staną na drodze bajecznie zapowiadającej się kariery?
Utalentowanego pomocnika Prokomu Arka Gdynia chcą mieć u siebie czołowe kluby - Amica Wronki, Groclin Grodzisk i Lech Poznań. Piłkarz dogadał się już nawet z Amicą, która może zapłacić Arce 100 tys. zł. Lech jest gotowy dać jeszcze większe pieniądze i dołożyć zdolnego Zbigniewa Zakrzewskiego. To za mało. Arka chce za młodą gwiazdę 300 tys. zł.

- Liczę, że klub wyznaczy za mnie rozsądną cenę, niech nie wariują - mówi piłkarz.

Nieprzespane noce

Murawski zdaje sobie sprawę, że taka szansa może się nie powtórzyć.

- Mieszkam z rodzicami, którym pomagam finansowo, bo mam trójkę rodzeństwa. Ale oni też mnie wspierają. Tata Jerzy i mama Henryka są na każdym meczu. Często analizują moją grę, choć wiedzą, że po przegranym meczu lepiej do mnie nie podchodzić - tłumaczy piłkarz, który przeżywa każde niepowodzenie.

- Jak nie strzeliłem karnego w meczu z ŁKS, nie spałem trzy noce. Po nieudanym sezonie przestałem czytać prasę, dołowały mnie artykuły o mojej słabej formie. Zwłaszcza, że sam wiedziałem, że nie gram dobrze. I jeszcze ten kibic... Był taki facet, który na każdym meczu miał do mnie pretensje. Tylko do mnie! Nieustannie mnie krytykował, co jeszcze bardziej utrudniało grę - mówi.

Piłkarz Arki nie ma łatwego życia również na gdańskim Chełmie, gdzie mieszka.

- Zdarzało się, że zaczepiali mnie kibice Lechii [oba kluby nie żyją w zgodzie - red.], ale na szczęście były to tylko słowne utarczki. Zresztą wielu z nich jest moimi znajomymi - opowiada.

W trudnych chwilach ma jednak wsparcie - rodziców i Anety, z którą jest od sześciu lat.

- Jeszcze jakiś czas temu wyciągała mnie na imprezy, ale od kiedy studiuje i pracuje, już tak nie jest. To mi pasuje, bo nie lubię dyskotek. Wolę spędzać czas w domu.

Teraz także Aneta namawia go na wyjazd do Wronek. - Choć nie jest tak, że chcę odejść z Arki, bo dziewczyna mnie naciska - śmieje się "Muraś".

Najbiedniejszy z bogatych

- Kasa, jaką oferuje mi Amica, nie rzuca na kolana, ale jeszcze trzy lata temu zarabiałem 400 zł - wspomina Murawski. Wtedy Arka grała w III lidze, ale po awansie piłkarze dostali spore podwyżki. Nie wszyscy. Murawski zarabiał dwa tys. zł, sześciokrotnie mniej od innych graczy, wcale nie lepszych od niego. Przez te lata wielu z nich zarobiło kilkaset tysięcy zł. Czego dorobił się Murawski?

- Golfa III, którego teraz chcę sprzedać za 10 tys. zł, ale nie mogę znaleźć kupca - śmieje się piłkarz.

Jeszcze niedawno nie myślał o karierze, nie wiązał przyszłości z piłką. Kiedy na treningi Gedanii przychodziło pięć osób, tracił nadzieję na wielki sport. Do grania w piłkę namówił go kolega Łukasz Ratajewski.

- Teraz ja gram w II lidze, a on pływa na statkach. Szkoda, to dobry chłopak był, ale nie miał zacięcia - ocenia Murawski.

Żaden ze mnie grajcar

- Nie jestem zawodnikiem kompletnym, wiele muszę poprawić. Przede wszystkim uderzenie. Najważniejsze to umieć dostrzec własne słabości. Przecież nie będę się bujał po mieście i opowiadał, jaki to ze mnie grajcar - mówi piłkarz, który mimo ogromnego zamieszania wokół siebie, zachowuje skromność. Ustalając warunki kontraktu z Amiką, nawet nie zainteresował się, gdzie będzie mieszkał. - Nie potrzebuję wielkich pokoi i innych luksusów. Liczy się tylko szansa, jaką dostałem.

Murawski miał już przygodę z reprezentacją Polski. Zagrał w meczu młodzieżówki z Irlandią. Polacy przegrali 1:5. - Zdaję sobie sprawę, że zagrałem tylko dlatego, że mecz był akurat w Gdyni. Na razie nawet nie myślę o kadrze, bo najpierw muszę się pokazać w ekstraklasie - dodaje fan Zinedine'a Zidane'a.

Dobry plan to podstawa

Arka chce zarobić na transferze Murawskiego, któremu kontrakt kończy się w czerwcu. Wtedy mógłby odejść za darmo. Z tego względu klub z Gdyni chce z nim przedłużyć umowę, aby być pewnym, że prędzej czy później dostanie za niego pieniądze.

- Jeżeli nie odejdzie zimą i jednocześnie nie podpisze nowego kontraktu, całą wiosną spędzi w IV-ligowej drużynie rezerw - zapowiada prezes Arki Jacek Milewski.

- Słyszałem o tym, ale to bez sensu. Nawet jak zostanę i nie przedłużę umowy, to dam z siebie wszystko, aby Arka wygrywała i awansowała do ekstraklasy - odpowiada piłkarz. - Przecież to leży także w moim interesie. Jeżeli nie będę dobry, to nikt mnie nie będzie chciał.

Murawski ma konkretny plan. - Chcę spełnić swoje marzenie, zagrać w I lidze, kupić golfa IV i wybudować dom w Trójmieście. Przecież coś mi się od życia należy - podkreśla być może nowa gwiazda ekstraklasy.



KIEDYŚ SIEDZIAŁEM CICHO

Rafał Murawski zaczynał grać w piłkę w MRKS Gdańsk, jego pierwszym trenerem był Leszek Bredau. Jesienią 1999 roku trafił do Gedanii, pół roku później był już w Arce. Awansował z nią do II ligi, w kolejnych sezonach odgrywał coraz większą rolę. - Początki nie były łatwe. Nosiłem sprzęt, a w szatni siedziałem cicho - wspomina. - Teraz młody wchodzi do zespołu i cały czas gada. Choćby taki Radek Bartoszewicz, który non stop nadaje - śmieje się Murawski. Czym interesuje się poza piłką? - Lubię pogrzebać w internecie, ale nie na tyle, żebym musiał kupić okulary - mówi. - Nie jestem rozrywkowym facetem, nie baluję co tydzień.

23-letni piłkarz urodził się w Malborku. Ma brata Pawła (21 lat), siostry Gosię (19) i Anię (12).