Sport.pl

Jerzy Dudek: Nie przejmuję się

Nie przejmuję się atakami mediów, bo czuję się w formie, na fali wznoszącej. Potrzebuję kolejnych meczów, żeby to udowodnić. We wtorek z Portsmouth przydarzył się pech. Ale gdyby to nie był gol na 1:1 w 92. minucie, ale na 3:1 w 68. - nikt by z tego nie robił sprawy - mówi Jerzy Dudek, polski bramkarz Liverpoolu.
Michał Pol: Pechowo zakończył się pański powrót do bramki Liverpoolu po 2,5-miesięcznej przerwie. Bronił Pan dobrze, ale w 92. minucie padł gol dla gości na 1:1. Teraz trwa dyskusja - po Pana błędzie czy nie?

Jerzy Dudek: Dla mnie najważniejsza jest ocena trenera. A Rafael Benitez, który widział całą akcję z boku i powtórki na wideo, powiedział mi, że nie wini mnie za stratę tej bramki. Że zrobiłem wszystko, co mogłem, żeby piłka nie wpadła do siatki, i po prostu miałem pecha. Takiego samego jak obrońcy, którzy mogli ją wybić, a jednak trafiła do napastnika gości. Dośrodkowanie Taylora zamieniło się w strzał i to zaskoczyło nas wszystkich. Chłopakowi po prostu zeszła piłka tak, że wyszedł z tego strzał życia. Trener bramkarzy Liverpoolu powiedział mi, że widział już piłkę w siatce i był zdumiony, że ją wybroniłem. Widocznie koledzy tak samo, dlatego się spóźnili z interwencją i LuaLua był pierwszy przy dobitce.

Benitez Pana broni, ale angielskie media są bezwzględne. Piszą o "koszmarnym błędzie", przykrości, jaką Pan sprawił Stevenowi Gerrardowi, który strzelił pięknego gola na 1:0 itd...

- Przyzwyczaiłem się. Całe szczęście, że nie żyjemy w średniowieczu, bo by mnie ukamienowali. Dziś udzielałem wywiadu dziennikarzowi jednej z poważnych gazet i spytał, jak sobie radzę z tym, że niektóre media tak popierają Chrisa Kirklanda. Chcą mu pomóc w powołaniu do reprezentacji Anglii, że są tak niesprawiedliwe dla mnie. Odparłem: "Cóż, angielscy dziennikarze sportowi są prawdziwymi patriotami". Ja się naprawdę nie przejmuję tymi atakami. Przejmowałbym się, gdybym się czuł bez formy, zmęczony, nieprzygotowany na sto procent. Ale ja właśnie czuję, że praca z hiszpańskimi trenerami przynosi efekty. Że jestem na fali wznoszącej. Potrzebuję kolejnych meczów, żeby to udowodnić. Z Portsmouth przydarzył się pech. Ale gdyby to nie był gol na 1:1 w 92. minucie, ale np. na 3:1 w 68. - nikt by z tego nie robił sprawy.

Będzie Pan miał szansę udowodnić to w niedzielnym meczu z Newcastle Utd?

- Sądząc po rozmowie z Benitezem, to raczej tak. Podziękował za grę w całym meczu. Dlaczego miałby znów dokonywać zmiany w bramce? Przecież to nie jest tak, że zagrałem tylko dlatego, że Chris doznał kontuzji pleców. Benitez podszedł do mnie po meczu z Evertonem i powiedział, że teraz znów będzie stawiał na mnie. O kontuzji Kirklanda zaczęto mówić dopiero następnego dnia. Ale oczywiście angielskie media właśnie ją podały jako przyczynę zmiany.

Jak przyjęli Pana powrót kibice z Anfield Road? Z lektury forum na oficjalnej stronie internetowej klubu wynikało, że od dawna domagali się Pańskiego powrotu. Od momentu, kiedy OPTA opublikowała statystyki, z których wynikało, że broni Pan 75 proc. strzałów, a Kirkland tylko 48 proc. - najgorzej ze wszystkich bramkarzy Premier League...

- Aż byłem zaskoczony, że przyjęli mnie tak ciepło. Wiedziałem, że moje akcje u nich wzrosły po meczu Pucharu Ligi z Tottenhamem w Londynie [Liverpool w rezerwowym składzie wygrał po rzutach karnych, których Polak był bohaterem - red.]. Oni wciąż marzą, że będę grał jak "Dudek z pierwszego sezonu". Zrobię wszystko, żeby tak się stało. I czuję, że jestem na dobrej drodze. A kiedy tak się stanie, nie będzie w ogóle tematu Kirklanda.