Joe McNaull: Byłem pod ręką

Grzegorz Kubicki: Od pół roku Pan nie grał, ostatnio był Pan agentem, a nie koszykarzem, a tu zapowiada się powrót do gry.

Joe McNaull: Wygląda na to, że znowu podpiszę kontrakt z Prokomem. Mamy już uzgodnione wszystkie warunki. Sprawy potoczyły się szybko. Prokom szukał centra, ja byłem na miejscu i szefowie do mnie zadzwonili. Chcieli nowego gracza i zamiast sprowadzać nieznajomych z USA, zdecydowali się zatrudnić kogoś, kogo dobrze znają.

Dwa lata temu rozstawaliście się w złej atmosferze. Klub miał pretensje, że mimo ważnego kontraktu uciekł Pan do Grecji.

- Chciałem grać w Prokomie, ale miałem kłopoty w życiu prywatnym i potrzebowałem zmian. Musiałem wyjechać. Klub to zrozumiał i już nie wracamy do tego.

Jest Pan gotowy do gry?

- Pewnie! Rozumiem, ostatni mecz grałem w maju, ale ciężko trenuję kilkanaście dni. Jeżeli zdążymy załatwić formalności - podpiszemy kontrakt i dostaniemy list czystości z Grecji - to zagram już z Partizanem. Strasznie mnie ciągnie do grania! Cieszę się, że wracam akurat do Prokomu. Do Wójcika, Maskoliunasa, Jagodnika, Masiulisa i innych. Mam nadzieję, że cieszą się z tego również kibice, którym minęła już złość po wydarzeniach sprzed dwóch lat. Wracam pomóc ich drużynie.