Mariusz Wach z Gwardii przeszedł na zawodowstwo

- Chcę być następcą Andrzeja Gołoty, chcę zostać mistrzem świata - mówi 26-letni bokser Mariusz Wach, do niedzieli w Gwardii Warszawa, od poniedziałku w zawodowej grupie Boxing Europe


Pochodzi z Krakowa. Treningi rozpoczął w Wiśle i Tomleksie Kraków. Pięć lat temu przeprowadził się do Warszawy, gdzie w Gwardii - dopiero w wieku 21 lat - rozpoczął zawodową karierę. W debiucie w 2002 r. w mistrzostwach Polski zdobył brązowy medal. W ubiegłym i tym roku był już najlepszy w wadze superciężkiej (+91 kg). W ligowych meczach nie miał praktycznie przeciwników. Większość punktów zdobytych przez Gwardię wywalczył właśnie Wach, część walkowerem, bo nie było przeciwnika, który miałby odwagę stanąć naprzeciw potężnego, mierzącego 202 cm zawodnika. Na ringach Europy szło mu do tej pory trochę gorzej. W mistrzostwach Europy dotarł do ćwierćfinału i był rezerwowym na olimpiadę w Atenach. Nie doczekał się startu na igrzyskach.

Wach pożegnał się z amatorskim ringiem i Gwardią w niedzielę w Krakowie podczas turnieju O Złotą Rękawicę Wisły, tocząc pokazową walkę z Krzysztofem Rojkiem. Od poniedziałku trenuje już w salce Fight Clubu na warszawskim Bródnie jako pięściarz grupy Andrzeja Gmitruka Boxing Europe. Niedługo będzie również ćwiczył w Niemczech i USA. Pierwszą zawodową walkę stoczy w lutym, prawdopodobnie w Krakowie.



Waldemar Kordyl: Podpisał Pan kontrakt zawodowy, więc jak to możliwe, że w hali Wisły walczył Pan jako amator?

Mariusz Wach: Nie walczyłem jeszcze zawodowo, dlatego na zakończenie kariery amatorskiej mogłem sobie na to pozwolić. W Krakowie, w Wiśle, zaczynałem i tu postanowiłem skończyć okres amatorski.

W Polsce zawodnicy ostatnio bali się z Panem walczyć.

- Od mistrzostw Polski od września stoczyłem tylko jedną walkę. Stałem w miejscu, nie miałem możliwości rozwoju. Bałem się, że przestanę się rozwijać. Zawodowstwo to jednak większe perspektywy, stali sparingpartnerzy. Pieniądze? W amatorstwie prawie ich nie było.

Czy to, co Pan osiągnął w boksie amatorskim, Pana satysfakcjonuje?

- Wszystko, co było w Polsce do osiągnięcia, zdobyłem. Od dwóch lat - odkąd zajmuję się boksem na poważnie - jestem mistrzem Polski. Dodatkowo ćwierćfinalistą ME i rezerwowym na IO w Atenach.

Jak będzie przebiegał początek Pana zawodowej kariery?

- Najprawdopodobniej pierwszą walkę stoczę w lutym przyszłego roku, ale to zależy od mojego samopoczucia fizycznego i psychicznego. Jeżeli nie będę odpowiednio przygotowany, przełożymy to na inny miesiąc.

Kto będzie Pana rywalem?

- Przeciwnik będzie znany w ostatniej chwili. A miejsce? Doszły mnie słuchy, że ma to być Kraków. Dużo zależy od mojego menedżera...

...czyli byłego trenera kadry Andrzeja Gmitruka?

- Jest szefem zespołu, trenerem, kierownikiem i menedżerem. Bazą moich przygotowań będzie Warszawa.

Ponoć trenerem ma być Ukrainiec.

- Pod nieobecność Gmitruka ma być sprowadzony trener z Ukrainy albo Rosji. Wysoki, mojej postury, będzie robił mi tarczę, pomoże w przygotowaniu się do zawodowstwa.

Dlaczego wybrał Pan ofertę Gmitruka?

- Były inne, w tym z Niemiec. Gmitruk zaproponował najlepsze warunki finansowe. Da się z tego wyżyć na przyzwoitym poziomie.

Jak zareagowała Gwardia Warszawa, Pana ostatni klub?

- Było im bardzo przykro. To może przyczynić się do rozwiązania sekcji. Wyprowadzam się z mieszkania przyznanego przez klub, pożegnałem się z trenerem.

Nie chciał Pan wystartować na olimpiadzie w Pekinie w 2008 r.?

- Nie udało się, niestety, wystartować w Atenach. Za cztery lata będę miał 30 lat, a to oznacza, że musiałbym pożegnać się z zawodowstwem. Musiałem wybierać - albo olimpiada, albo zawodowstwo.

Co Pan by chciał osiągnąć w boksie zawodowym?

- Chcę być następcą Andrzeja Gołoty, chcę zostać mistrzem świata. Małymi kroczkami wzbić się na szczyty kariery zawodowej.

Walczył Pan kiedykolwiek przez sześć rund?

- Nigdy. Najwięcej walczyłem pięć rund po trzy minuty na sparingach.

Ma Pan swoich idoli w ringu?

- To Andrzej Gołota i Dariusz Michalczewski. Oprócz nich nie mam ulubionego boksera i wzorca do naśladowania.



Dla Gazety

Dariusz Michalczewski

były bokserski mistrz świata w wadze półciężkiej

To dobry krok Mariusza, bo czas na niego. Ja w tym wieku [26 lat - red.] byłem już mistrzem świata. Czy boks zawodowy go nie przerośnie? To jest indywidualny sport i każdy musi liczyć sam na siebie. Tylko cwaniak ma prawo bytu. Musi być ambitny, ciężko pracować i mieć coś w głowie. Czy odniesie sukces? Czas pokaże. 90 proc. bokserów zawodowych spala się podczas walk. Wspaniale trenują, a później wchodzą na ring i srają w gacie. Czy mu pomogę? Jak będzie miał jakieś pytania, to z chęcią mu pomogę. Nie będę jednak jego trenerem, bo nie jestem dobrym pedagogiem, poza tym jestem niecierpliwy i za dużo wymagam.



Gwardia będzie boksować

Zarząd Gwardii Warszawa zdecydował, że mimo kłopotów finansowych drużyna bokserska wystartuje w rozgrywkach ligowych w sezonie 2005. - A istniała naprawdę poważna obawa rezygnacji z udziału w niej - powiedział trener warszawskiego zespołu Paweł Skrzecz. - Obecnie mam do dyspozycji tylko siedmiu zawodników. Mariusz Wach podpisał zawodowy kontrakt, Krzysztof Cieślak przeniósł się do klubu Tom Boxing Team Mińsk Mazowiecki, a kilku innych pięściarzy wróciło do swych zespołów po wypożyczeniach. Wcześniej do Anglii prywatnie wyjechał Krystian Borucki. Skład oprzemy na młodzieży, m.in. szansę otrzymają nasi najzdolniejsi wychowankowie. Poza tym chcemy zaangażować bokserów, którzy na co dzień trenowaliby w swych macierzystych klubach, a do nas przyjeżdżali tylko na pojedynki ligowe. Za jeden taki występ otrzymywaliby np. 1000-1500 zł - dodał szkoleniowiec Gwardii Warszawa.