Astoria - Polpharma w Pucharze Ligi

Rywal bydgoskich koszykarzy w Pucharze Ligi pokonał już Polonię Warszawa, Czarnych Słupsk i AZS Koszalin
Pierwsze co przychodzi przeciętnemu kibicowi "Asty" przed tym meczem do głowy, to podstawowy problem bydgoskich koszykarzy: grają we własnej hali. Dla niewtajemniczonych: w Łuczniczce wygrali w tym sezonie tylko 23 października w lidze z Deichmannem/Śląskiem Wrocław. W pozostałych czterech spotkaniach (trzy w lidze, jedno w Pucharze) po porażkach przeważnie towarzyszyły im gwizdy.

Przewaga Polpharmy tkwi nie tylko w tym, że jest niepokonana w grupie A Pucharu Era Basket Ligi. Ma jeszcze na koncie zwycięstwo nad Astorią we własnej hali. Mecz 3. kolejki był przedostatnim występem Amerykanów Marcusa Smallwooda i Camerona Crispa w bydgoskiej drużynie. Obaj zawiedli, choć z pewnością bardziej Crisp, który w niespełna pół godziny dał "Aście" tylko cztery punkty, trafiając zaledwie 2 z 12 rzutów z gry (0/5 "za trzy"). Także Aleksander Kudriawcew nie potrafił tak prowadzić akcji, by wykorzystać przewagę zespołu pod koszem. I dlatego trener Wojciech Krajewski stwierdził po spotkaniu: "Nie było reżysera, moi rozgrywający zawiedli". Zawiedli na tyle, że ostatnie cztery minuty Astoria przegrała 2:14. Podobnie było w sobotę w czwartej kwarcie mecz ligowego z Polonią, przegranej aż 9:26.

Tyle, że tym razem reżyserowi gry bydgoszczan Gregowi Harringtonowi zabrakło sił pod koniec meczu, zupełnie zagubiony wyszedł na boisko Vedran Bosnic, który miał mu dać odpocząć (nie trafił dwóch wolnych), a swego dnia nie miał też Kudriawcew, choć on po wyrzuceniu Crispa jest przesunięty na pozycję rzucającego obrońcy. Problem prowadzącego grę przez półtora miesiąca nie został rozwiązany. - W Harringtonie na pewno są duże możliwości, ale nie jest fizycznie przygotowany, by grać 40 minut - racje ma dyrektor klubu Zbigniew Słabęcki. - Potrzebny jest dla niego dubler. I to taki, którego nie trzeba będzie ściągnąć z parkietu po trzech minutach. Bosnic ma przygotowanie techniczne i dyspozycję rzutową, ale musi się poprawić. Dlatego musi dostać szanse gry w Pucharze, bo ostatnio zagrał fatalnie. Pokazać powinni się też zmiennicy: Korszuk, o ile wróci z Białorusi, gdzie pojechał załatwiać sprawy paszportowe oraz Marcin Grocki - dodaje Słabęcki. Na swoje minuty na parkiecie czekają jeszcze nie wykorzystywani w lidze Przemysław Gierszewski i Radosław Kłosiński. Ten ostatni będzie mógł chyba powalczyć pod koszem obok Krzysztofa Dryi. Bo odpocząć, by być w pełni sił na sobotni mecz w Słupsku, muszą WIlangowski i Wiekiera. "Smok" leczy naderwane przyczepy mięśnia dwugłowego uda, a kapitan "Asty" - uraz więzadeł pobocznych kolana.

Już w poniedziałkowy wieczór odbył się inny mecz grupy Astorii. Polonia pokonała w stolicy AZS Koszalin 98:88. Drugi zespół z regionu, Noteć Inowrocław ma przerwę do 19 stycznia.



Tabela grupy A

1. Polonia47342:323
2. Polpharma 36244:224
3. AZS  45328:326
4. Czarni45259:290
5. Astoria 34216:225


Tabela grupy B

1. Noteć36250:211
2. Turów35157:174
3. Gipsar/Stal34236:264 
4. Unia-Wisła33236:243
Początek spotkania w hali widowiskowo-sportowej Łuczniczka o 18. Bilety w cenie 8 i 16 zł. Wstęp wolny mają zorganizowane grupy młodzieży szkolnej z opiekunem.



Bezpieczeństwo na "Aście"

Młodzi kibice Astorii czują się zagrożeni po tym, jak podczas sobotniego mecz z Polonią Warszawa w Łuczniczce jeden z nich został uderzony przez fanatyka Zawiszy. "Cicho bądźcie. Zero dopingu, bo stracicie bębny" - taka (cytowana na internetowym forum "Gazety") groźba poskutkowała, bo fanklub "Asty" zamilkł na dobre kilka minut. W trzeciej kwarcie, gdy grupa manifestujących przywiązanie do piłkarskiego klubu zaczęła schodzić z sektora D, na przeciwległej trybunie prawie wszyscy fani Astorii rozpierzchli się. Na szczęście grupa z Zawiszy, filmowana wcześniej przez policję i monitorowana z kamer hali, skierowała się do wyjścia, choć nie obyło się bez kolejnych słownych zaczepek.

- Już jak ich zobaczyłem na trybunie, pytałem jednego z oficerów policji, czy skierować tam więcej ochroniarzy, ale odradził takie rozwiązanie - mówi dyrektor Astorii Zbigniew Słabęcki. - Trzech ochroniarzy wysłałem, by pilnowali sektora z fanklubem - dodaje. - Według moich informacji wszyscy z Zawiszy zapłacili za bilety, ale sprawdzę sygnał, że część ochroniarze wpuścili za darmo. Jeśli się sprawdzi, zmienię ochronę. Poza tym sektor fanklubu będzie baczniej strzeżony - zapewnia dyrektor Astorii.

not. mac



Najmniejszy, ale wielki jak Mookie

W Era Basket Lidze jest czterech graczy o nazwisku rozpoczynającym się literą "T" i każdy z nich to znaczące postaci w swoich drużynach. W Polpharmie to John Thomas. Jest najniższy (176) nie tylko z kwartetu: Thomas-Eric Taylor-Mujo Tuljkovic-Dominik Tomczyk, ale i w całej lidze (177 cm ma Michał Kowalik rozgrywający Czarnych Słupsk, a 178 cm Dante Swanson z Anwilu). Nie oznacza to, że najsłabszy. - Kiedy się jest tak niskim jak ja, trzeba mieć inne atuty. Jestem mocny psychicznie, co pozwala mi radzić sobie w trudnych sytuacjach w grze - mówi o sobie lider Polpharmy.

O jego szybkości i skuteczności przekonała się Astoria, której zawodnicy nie potrafili zatrzymać Amerykanina w meczu ligowym 30 października. Thomas zdobył 25 punktów dla Polpharmy, która wygrała 80:68. 12 "oczek" rzucił w drugiej kwarcie, a po jego dwóch trafieniach z dystansu pod rząd gospodarze uciekli na prowadzenie 36:28. Czwarta kwarta była już indywidualnym popisem amerykańskiego rozgrywającego, który ośmieszał bydgoszczan i zdobył 13 z 16 punktów drużyny w tych 10 minutach. Thomasa poza niskim wzrostem charakteryzuje opaska z napisem "Mookie". To od Mookiego Blaylocka (185 cm), jednego z najlepszych obrońców NBA lat 90. - Jestem z Nowego Jorku, a on zaczynał karierę w New Jersey Nets. Ludzie mówią, że jestem do niego podobny - tłumaczy Thomas.



Liczby Thomasa

17,8

punktów rzuca w lidze



87

procent to skuteczność w rzutach wolnych (62/71)



3

piłki przechwytuje w meczu