Mariusz Wach: Chcę być mistrzem świata

Właśnie podpisał zawodowy kontrakt. Na zakończenie kariery amatorskiej stoczył pokazową walkę z Krzysztofem Rojkiem w hali Wisły. W zawodowstwie Mariusz Wach chce dojść do mistrzostwa świata.
Waldemar Kordyl: Podpisał Pan kontrakt zawodowy, więc jak to możliwe, że w hali Wisły walczył Pan jako amator?

Mariusz Wach: Nie walczyłem jeszcze zawodowo, dlatego na zakończenie kariery amatorskiej mogłem sobie na to pozwolić. W Krakowie, w Wiśle, zaczynałem i tu postanowiłem skończyć okres amatorski.

W Polsce zawodnicy ostatnio bali się z Panem walczyć.

- Od mistrzostw Polski od września stoczyłem tylko jedną walkę. Bałem się, że przestanę się rozwijać. Zawodowstwo to jednak większe perspektywy, stali sparingpartnerzy. Pieniądze? W amatorstwie prawie ich nie było.

Czy to, co Pan osiągnął w boksie amatorskim, Pana satysfakcjonuje?

- Wszystko, co było w Polsce do osiągnięcia, zdobyłem. Od dwóch lat - odkąd zajmuję się boksem na poważnie - jestem mistrzem Polski. Dodatkowo ćwierćfinalistą ME i rezerwowym na IO w Atenach.

Jak będzie przebiegał początek Pana zawodowej kariery?

- Najprawdopodobniej pierwszą walkę stoczę w lutym przyszłego roku, ale to zależy od mojego samopoczucia fizycznego i psychicznego. Jeżeli nie będę odpowiednio przygotowany, przełożymy to na inny miesiąc.

Kto będzie Pana rywalem?

- Przeciwnik będzie znany w ostatniej chwili. A miejsce? Doszły mnie słuchy, że ma to być Kraków. Dużo zależy od mojego menedżera...

...czyli byłego trenera kadry Andrzeja Gmitruka?

- Jest szefem zespołu, trenerem, kierownikiem i menedżerem. Bazą moich przygotowań będzie Warszawa.

Ponoć trenerem ma być Ukrainiec.

- Pod nieobecność Gmitruka ma być sprowadzony trener z Ukrainy albo Rosji. Wysoki, mojej postury, będzie robił mi tarczę, pomoże w przygotowaniu się do zawodowstwa.

Dlaczego wybrał Pan ofertę Gmitruka?

- Były inne, w tym z Niemiec. Gmitruk zaproponował najlepsze warunki finansowe. Da się z tego wyżyć na przyzwoitym poziomie.

Jak zareagowała Gwardia Warszawa, Pana ostatni klub?

- Było im bardzo przykro. To się trochę wiąże z rozwiązaniem klubu. Wyprowadzam się z mieszkania przyznanego przez klub, pożegnałem się z trenerem.

Nie chciał Pan wystartować na olimpiadzie w Pekinie w 2008 r.?

- Nie udało się, niestety, wystartować w Atenach. Za cztery lata będę miał 30 lat, a to oznacza, że musiałbym pożegnać się z zawodowstwem. Musiałem wybierać: albo olimpiada albo zawodowstwo.

Co Pan by chciał osiągnąć w boksie zawodowym?

- Chcę zostać mistrzem świata. Małymi kroczkami wzbić na szczyty kariery zawodowej.

Walczył Pan kiedykolwiek przez sześć rund?

- Nigdy. Najwięcej walczyłem pięć rund po trzy minuty na sparingach.

Ma Pan swoich idoli w ringu?

- To Andrzej Gołota i Dariusz Michalczewski. Oprócz nich nie mam ulubionego boksera i wzorca do naśladowania.

Dla Gazety

Dariusz Michalczewski

były bokserski mistrz świata w wadze półciężkiej

To dobry krok Mariusza, bo czas na niego. Ja w tym wieku [26 lat - red.] byłem już mistrzem świata. Czy boks zawodowy go nie przerośnie? To jest indywidualny sport i każdy musi liczyć sam na siebie. Tylko cwaniak ma prawo bytu. Musi być ambitny, ciężko pracować i mieć coś w głowie. Czy odniesie sukces? Czas pokaże. 90 proc. bokserów zawodowych spala się podczas walk. Wspaniale trenują, a później wchodzą na ring i srają w gacie. Czy mu pomogę? Jak będzie miał jakieś pytania, to z chęcią mu pomogę. Nie będę jednak jego trenerem, bo nie jestem dobrym pedagogiem, poza tym jestem niecierpliwy i za dużo wymagam.

not. wak