Rozmowa z prezesem Pomorskiego Związku Piłki Nożnej Henrykiem Klockiem

W weekend w Warszawie w hotelu Sheraton odbyły się wybory na stanowisko prezesa i do zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej. Sternikiem polskiego futbolu został ponownie, zgodnie z przewidywaniami, Michał Listkiewicz, do zarządu wszedł prezes Pomorskiego ZPN Henryk Klocek. Aż 123 z 198 delegatów opowiedziało się za jego kandydaturą, więc głosów dostał tylko Rudolf Bugdoł, szef śląskiego związku okręgowego. Co zyska pomorska piłka na popularności Klocka?
Łukasz Pałucha: Za Pana kandydaturą opowiedziało się 2/3 delegatów. Mniej głosów dostali Antoni Piechniczek, Wit Żelazko, Jerzy Engel, Andrzej Strejlau. Jest Pan zaskoczony?

Henryk Klocek: Byłem naprawdę mile zaskoczony, kiedy po głosowaniu na ekranie wyświetliły się wyniki. Nie myślałem, że mam aż tylu przyjaciół.

Mam Pan teraz w PZPN silną pozycję, czy dzięki temu taką samą będzie miało piłkarskie Pomorze?

- Myślę, że nie ma co liczyć na coś nadzwyczajnego, na jakieś szybkie, niespodziewane profity. Będę dbał o dobro naszego pomorskiego związku, ale moim głównym zadaniem będą sprawy krajowe, dotyczące całego polskiego futbolu. Po to jest zarząd PZPN.

Czyli nasz region nic nie zyska na Pana popularności w centrali?

- Nie będę zaniedbywał naszego regionu. Będąc w zarządzie, będę mógł przypilnować, żeby nasze sprawy były jak najszybciej i najrzetelniej załatwiane. Będzie szybszy przepływ informacji, na pewno nasze problemy staną się bardziej przejrzyste dla centrali. Będę starał się pilnować, żeby nasze szkoły piłkarskie mogły się swobodnie rozwijać i nikt bezprawnie nie podbierał z nich naszych młodych piłkarzy. Będąc w Warszawie, będę trzymał rękę na pulsie, w razie czego będę mógł od razu interweniować.

Może uda się zorganizować w Trójmieście wreszcie mecz pierwszej reprezentacji?

- Na razie nie będą nikogo kusił w PZPN taką perspektywą, bo po prostu nie mamy do tego odpowiedniego obiektu. Może uda mi się natomiast dotrzeć do źródła, z którego będzie można otrzymać dotację na wybudowanie odpowiedniego stadionu. Jak tylko będzie dobry stadion, to mogę zapewnić, że następny mecz reprezentacja rozegra w Trójmieście. Mamy gdzie przyjąć kadrę, na obiektach AWFiS zgrupowania mają regularnie reprezentacje młodzieżowe. A rektor uczelni Wojciech Przybylski był nawet gościem honorowym na zjeździe PZPN.

Czy nie boi się Pan, że zniknie w tłumie? Zarząd PZPN liczy aż 35 osób.

- Liczba głosów daje mi pewną legitymację do stanowczego działania, ale nie zamierzam z tego powodu wywierać na pozostałych członków presji, mówić, że muszą mnie słuchać, bo to ja dostałem tyle a tyle głosów. Nie wyobrażam sobie, żeby - na przykład - Władysław Stachurski, który otrzymał tylko 51 głosów, miał z tego powodu jakieś ograniczone pole manewru z zarządzie, żeby jego opinie się nie liczyły. W sobotę nowy zarząd zbierze się pierwszy raz i prezes Listkiewicz wybierze 10-osobowe prezydium. Być może będzie to dziesięciu ludzi, którzy dostali najwięcej głosów, ale uszanuję każdą decyzję prezesa. On najlepiej wie, kto do jakiego zadania się nadaje.

Zamierza Pan umacniać swoją pozycję i w przyszłych wyborach ubiegać się o fotel prezesa PZPN?

- To miła sugestia, ale nie aspiruję do tak wysokiego stanowiska. Na pierwszym miejscu jest rodzina, praca i nasz pomorski związek, dopiero potem PZPN. Jest wiele osób, które bardziej nadają się na to stanowisko. Kadencja Listkiewicza będzie trwała cztery lata, ale kto wie, może jeszcze zmienię zdanie.



Liczby prezesa Klocka

5 - tyle lat jest szefem pomorskiej piłki nożnej (w latach 1999-2000 był prezesem gdańskiego związku, który cztery lata temu przeistoczył się w pomorski związek)

24 - przez tyle lat sędziował mecze piłkarskie w polskich ligach

123 - tylu delegatów głosowało za jego kandydaturą do zarządu PZPN