Sport.pl

Deichmann Śląsk Wrocław - AZS Koszalin 99:75

ERA BASKET LIGA. Zgodnie z przewidywaniami akademicy z Koszalina nie mieli większych szans na wygraną we Wrocławiu. Dobrze się spisywali jedynie przez pierwszy kwadrans, bo potrafili wykorzystać słabą defensywę Śląska.
W zespole gości skutecznością imponowali Marek Miszczuk, który zaskoczył wrocławian rzutami z dystansu i półdystansu, oraz trafiający nawet z dziesiątego metra Antawn Dobie. W 15. minucie było tylko 33:32 dla Śląska. Ostatnie minuty tej kwarty to jednak nokaut. Wrocławianie zdobyli 21 punktów, tracąc zaledwie pięć (wszystkie z wolnych).

- Nie zatrzymaliśmy kontr Śląska, co wraz z mało zespołową grą w ataku złożyło się na wysoką porażkę - stwierdził skrzydłowy AZS-u Tomasz Dąbrowski.

Wrocławianie zagrali szybko, efektownie i efektywnie, a akcja Radosława Hyżego z Michałem Ignerskim, po której ten drugi popisał się efektownym wsadem, została nagrodzona owacją na stojąco. Hyży był zresztą najlepszym zawodnikiem meczu. Starał się i w obronie, i w ataku (5 zbiórek, 5 asyst, 3 przechwyty i blok), choć mógł mieć jeszcze lepszą skuteczność (a trafił 8/13 rzutów z gry i 5/11 z wolnych). Najlepsze spotkanie w sezonie (i karierze) rozegrał Maciej Szlachtowicz (5/8 z gry, 3 przechwyty).

Gdy przewaga wrocławian w 25. minucie przekroczyła 20 punktów, trener Śląska Tomo Mahorić wprowadził najgłębsze rezerwy. Wrocławianie grali raz lepiej, raz gorzej, ale też słoweński szkoleniowiec często dokonywał roszad. Goście mimo niespodziewanej przewagi na tablicach (wygrana w zbiórkach aż 40:24), nie byli w stanie nawet zmniejszyć różnicy, bo albo fatalnie pudłowali (34 proc. z gry), albo w prosty sposób tracili piłki (26 strat).

- Śląsk miał zdecydowaną przewagę, zagrał agresywnie w ataku, ale też ma lepiej wyszkolonych indywidualnie zawodników - stwierdził Jerzy Olejniczak, trener AZS-u, który prowadził zespół dopiero w drugim meczu ligowym (przed tygodniem pokonał Wisłę Kraków).

W samej końcówce były emocji przysporzyła możliwość pokonania granicy stu punktów. Gdy pozostawało kilkanaście sekund do końca, wszyscy wstali z miejsc, Śląsk był w posiadaniu piłki, ale Robert Skibniewski zgubił ją.

Deichmann Śląsk Wrocław99
AZS Koszalin75
Kwarty: 27:26, 27:11, 21:22, 24:16.

Deichmann Śląsk: Hyży 21, Szlachtowicz 14 (2), Grafs 9, Kiausas 9 (1), Skibniewski 4 oraz Ignerski 14, Watson 13 (1), Zieliński 6, Chanas 5 (1), Mróz 3, Hajnsz 1.

AZS: Sroka 9, Zdravković 4, Szybilski 4, Briegmann 3, Dąbrowski 3 oraz Miszczuk 19 (2), Dobie 17 (2), Balcerzak 7, Celej 4 (1), Kowalczuk 4, Wiechowski 0, Bogdan 0.

DLA GAZETY

Jarosław Zyskowski, były trener AZS-u Koszalin

Pierwsza kwarta wyrównana, a później nie było już na co patrzeć. Gdy byłem trenerem AZS-u i graliśmy z Prokomem, przegraliśmy różnicą 30 punktów, ale trzy minuty przed końcem trzeciej kwarty było tylko minus siedem. A jeszcze Prokom grał twardo: miał 39 osobistych, a my tylko 12. Dziś tej walki było mniej. W Śląsku trener ruszył nawet najgłębsze rezerwy, pograli zawodnicy, których dawno nie widziano na parkiecie.

Czy AZS się utrzyma? To już nie jest moja sprawa. Skład jest, może grać, ewentualnie dokonać jednej czy dwóch korekt. Zespół ma możliwości. Ostatnie mecze pokazują jednak, że walka będzie bardzo ciekawa. Już jest, a nie minęła jeszcze pierwsza runda.

Not. jaw