Sport.pl

Polpharma Starogard Gdański - Prokom Trefl Sopot 89:91

Rewelacyjny mecz w Starogardzie Gdańskim. Polpharma była krok, a właściwie rzut, od sprawienia sensacji, ale mistrzowie Polski z Sopotu zachowali zimną krew. Oby więcej takich spotkań w lidze
Ostatnia sekunda. Bartosz Sarzało rzuca za trzy punkty. Kiedy piłka opuściła jego ręce, rozlega się syrena, rzut był oddany w czasie. Jeżeli Sarzało trafi - Polpharma sprawi sensację. Lecącą w kierunku kosza piłkę blokuje jednak końcami palców Goran Jagodnik i to on unosi ręce w geście triumfu.

Prokom zagrał w tym meczu rewelacyjnie w ataku, jak nigdy w tym sezonie. Trafił 18 z 30 rzutów za dwa punkty (skuteczność 60 procent) i 12 z 15 za trzy (wyśmienita skuteczność 80 procent!). W decydujących minutach z dystansu nie mylili się Darius Maskoliunas (dwa razy) i Jagodnik. Ale tym większe brawa należą się Polpharmie, która mimo świetnej skuteczności mistrza Polski, potrafiła doprowadzić do dramatycznej końcówki.

- Nie mieliśmy prawa do niej dopuścić - mówił po meczu trener Prokomu Eugeniusz Kijewski. - W pewnym momencie prowadziliśmy już 15 punktami [w 27. minucie było nawet 64:48 dla Prokomu - red.], ale nieprzemyślaną grą i zbyt szybko oddawanymi rzutami pozwoliliśmy rywalowi wrócić do gry. Trzeba jednak przyznać, że dla kibiców ten mecz na pewno był znakomity.

Fani Polpharmy jeszcze w ostatniej minucie trzeciej kwarty krzyczeli do swoich koszykarzy "Uwierzcie w siebie!", ale już po trzech minutach czwartej części, kiedy Prokom prowadził 73:61, sami zwątpili ("Czy wygrywasz czy nie, ja i tak kocham Cię..."). Zbyt wcześnie, bo właśnie w tym momencie za trzy zaczął trafiać Łukasz Jagoda, a drugi bieg włączył niesamowity John Thomas. Filigranowy rozgrywający (176 cm wzrostu) wykorzystywał najmniejsze luki w obronie Prokomu i niemal sam gonił rywala. Był w amoku, w pewnym momencie chciał się nawet bić z wyższym o dwie głowy Jagodnikiem. Nie dotrwał jednak do końca, dwie minuty i siedem sekund przed końcem opuścił boisko po piątym faulu (na Jagodniku). Zdążył jednak znacznie zniwelować przewagę Prokomu, bo w tym momencie goście prowadzili już tylko 83:82.

Nadkomplet publiczności (wielu ludzi oglądało mecz, stojąc tuż przy parkiecie) uwierzył, że twierdza Starogard znowu zostanie niezdobyta. A jednak Polpharma po raz pierwszy przegrała we własnej hali. Zdecydowała o tym klasa i większe doświadczenie zawodników z Sopotu. Zwłaszcza Maskoliunas, Jagodnik i Tomas Masiulis z zimną krwią zadawali decydujące ciosy.

- Przegraliśmy minimalnie, bo... Prokom był minimalnie lepszy - zauważył trener Polpharmy Dariusz Szczubiał. - Ten mecz powinien jednak pomóc moim zawodnikom, bo niektórzy z nich myśleli, że już nic w sporcie nie osiągną. Teraz sami powinni się zmusić do pokonywania kolejnych barier, bo zobaczyli, że mają na to szanse. Warto w siebie uwierzyć.

Szczubiał słusznie zauważył, że jego zespół miał szansę na wygraną dzięki dynamicznej, żywiołowej, a momentami nawet agresywnej grze. - Gdybyśmy przyjęli statyczne granie Prokomu, skończyłoby się to dla nas tragicznie. Rywal wykorzystałby wtedy wszystkie atuty, spokojnie realizowałby kolejne założenia. Ale my na to nie poszliśmy i dzięki temu walczyliśmy. Przez cały mecz mobilizowałem zresztą swoich koszykarzy do walki, bo gdyby stanęli choć na chwilę, od razu dostalibyśmy w łeb - tłumaczył szkoleniowiec ze Starogardu.

Polpharma Starogard Gdański89
Prokom Trefl Sopot91
Kwarty: 22:21, 20:24, 19:21, 28:25.

Polpharma: Thomas 24 (2), Reese 18 (2), Cielebąk 11 (1), Jagoda 10 (2), Budzinauskas 2 oraz Marculewicz 10, Olszewski 7 (1), Kukiełka 6, Sarzało 1, Dryjański 0.

Prokom: Jagodnik 20 (2), Wójcik 12, Masiulis 12, Maskoliunas 8 (2), Pacesas 3 (1) oraz Miller 16 (3), Nemeth 10 (2), Cirić 6 (2), Dylewicz 4.