Kowalczyk przyjechał do Zgorzelca i wygrał

Zwolniony przed dwoma tygodniami z Turowa Andrzej Kowalczyk przyjechał do Zgorzelca już w pierwszym swoim ligowym meczu z Czarnymi Słupsk. I wywiózł niespodziewane zwycięstwo.
- Trochę się obawiałem, ale nie było żadnych dziwnych zachowań, za co bardzo chciałbym podziękować i kibicom, i działaczom - stwierdził po meczu. Kowalczyk sensacyjnie wygrał ze swoją byłą drużyną. A Czarni, którzy wcześniej często mieli problemy z przekroczeniem 70 punktów w meczu, zagrali po "kowalczykowemu", wykorzystując każdą okazję do kontry oraz rzutu z dystansu. Wychodziło im i jedno, i drugie, więc Turów długimi okresami był bezradny i tylko na tablicach przeważał wyraźnie, bo też rywale zagrali niskim składem.

Patrząc na statystyki, trudno uwierzyć, że mecz był tak długo wyrównany, a jeszcze trudniej, że wygrali goście, którzy przegrali walkę na tablicach 18:48. W ostatniej sekundzie zwycięstwo podarował im jednak Wojciech Szawarski, który w sytuacji gdy wszyscy czekali na dogrywkę, bezsensownie sfaulował pod koszem rywali Wojciecha Majchrzaka. Majchrzak trafił oba wolne i chwilę później ekipa gości eksplodowała radością, a Kowalczyk fruwał podrzucany przez zawodników. - Co za wstyd. I to na całą Polskę - podsumował jeden z lokalnych dziennikarzy.



Turów Zgorzelec - Czarni Słupsk 84:86.

Kwarty: 26:23, 21:32, 23:15, 14:16.

Turów: Hughes 23 (5), Young 14, Tomczyk 13, Szawarski 7 (1), Czerwonka 4 oraz Łopatka 11 (1), Mordzak 6, Zabłocki 3 (1), Bennett 3.

Czarni: Frank 25 (3), Majchrzak 23 (3), Grudziński 12 (2), Cranshaw 9 (2), Seweryn 7 oraz Żytko 10, Reed 0, Pluta 0.