Rozmowa z Magdą Zimny-Louis

ŻUŻEL. - Z rzeszowskim klubem wspólpracowałam już w czasach gdy prezesem sekcji był Andrzej Haehne. Jednak teraz ten kontakt jest bardziej intensywny. A pracy jest dużo - mówi Magda Zimny-Louis, konsultant ds. sportowych Marmy Polskie Folie Rzeszów i właściciel klubu angielskiej Elite League Ipswich Witches.
Tomasz Welc: Jak to się stało, że została Pani konsultantem ds. sportowych w Marmie Polskie Folie Rzeszów?

Magda Zimny-Louis: - Współpracowałam z sekcją żużlową jeszcze w czasach, gdy jej prezesem był Andrzej Haehne. Wtedy ja i mój mąż [John Louis, były znakomity żużlowiec angielski - red] doradzaliśmy przy kontraktowaniu obcokrajowców i przygotowaniu toru. Pomagałam także w przypadkach, gdy kontuzjowani zawodnicy z Rzeszowa przyjeżdżali do Anglii na leczenie. Ten kontakt był, chociaż przyznaję, że nie aż tak intensywny, jak jest teraz. A jak zostałam konsultantem ds. sportowych? Pani Marta Półtorak, prezes Marmy Polskie Folie zaproponowała mi współpracę. Poza tym pochodzę z Rzeszowa i chcę coś dla tego miasta zrobić.

W którym momencie czynnie włączyła się Pani w budowę rzeszowskiej drużyny na sezon 2005?

- Zaczęłam pracę od rozmów z Mikaelem Maksem. Od tej pory uczestniczę w rozmowach z zawodnikami i wspólnie z zarządem sekcji radzimy jak obsadzić pozostałe w składzie miejsca. Oczywiście chodzi o jednego seniora i jednego juniora.

Z kim w takim razie były już prowadzone rozmowy odnośnie startów w drużynie rzeszowskiej?

- Z Rafałem Dobruckim rozmawiano gdy mnie jeszcze nie było w klubie. Potem rozmawialiśmy ze Sławomirem Drabikiem, Sebastianem Ułamkiem, Romanem Povazhnym, Mirosławem Kowalikiem. Chcieliśmy wybadać, czy oni w ogóle są do wzięcia i za ile. Generalnie wybór zawodników jest bardzo mały.

W Anglii jako właściciel klubu Ipswich Witches też uczestniczy Pani w rozmowach kontraktowych. Są jakieś różnice w negocjacjach w Polsce i na Wyspach?

- Wiele zależy od zawodnika. Z jednym z żużlowców, zanim podpisał kontrakt, rozmawiałam dwa miesiące. Ale z kolei z Duńczykiem Hansem Andersenem rozmowy trwały półtora dnia. Tutaj było podobnie. Z Karolem Baranem rozmowy trwały dłużej, a z Maćkiem Kuciapą czy Mikaelem Maksem szybko doszliśmy do porozumienia. Wszystko zależy od chęci osiągnięcia kompromisu.

Czy Pani rola w zespole Marmy skończy się w momencie skompletowania składu?

- Moja rola to pomysły i ich wykonanie. Chcemy jakoś uatrakcyjnić same zawody, jakość programu zawodów, wygląd zawodników. Prawdopodobnie będę także pomagać przy zakupie części do motocykli, czy wyjazdów żużlowców za granicę. Krótko mówiąc jest co robić. Tym bardziej, że teraz jest ten najbardziej gorący okres. Czeka nas jeszcze wiele rozmów z potencjalnymi sponsorami i na pewno w styczniu, gdy wrócę do Rzeszowa, to będę w nich uczestniczyć.

Oczywiście zapraszamy do współpracy firmy, które do tej pory żużlem się nie zajmowały. Niech zobaczą jaki to jest fajny sport, jak dobry jest to sposób reklamy.

Ale podczas sezonu trudno będzie połączyć Pani funkcje w Ipswich i Rzeszowie.

- W żużlu największą pracę wykonuje się przed sezonem. Później, gdy już jest drużyna, żużlowcy jeżdżą, reklamy są sprzedane, to już jest z górki. W Ipswich zajmuję się kompletowaniem składu, czyli dokładnie tym samym, co w Rzeszowie.

W Anglii mam ten komfort, że są w klubie sprawdzeni ludzie, którzy podczas rozgrywek zajmują się wszystkimi najważniejszymi sprawami więc jeśli trzeba będzie trzy razy w miesiącu być w Rzeszowie, to będę.

W minionym sezonie na Wyspach bardzo dobrze radziła sobie Pani z drużyną. Jednak przed sezonem nie byliście chyba zaliczani do grona faworytów?

- Liczyliśmy, że będzie dużo lepiej niż rok wcześniej, gdy zakończyliśmy rozgrywki na ostatnim miejscu. W minionym sezonie dużym wzmocnieniem okazało się pozyskanie Hansa Andersena, dodatkowo po ciężkich kontuzjach bardzo dobrze do zespołu powrócił Chris Louis. I udało nam się wywalczyć trzecie miejsce w lidze, a drugie miejsce w Pucharze Ligi.

Czy ten postęp w tabeli odbił się także jeśli chodzi o liczbę widzów na trybunach?

- Oglądalność żużla w Ipswich wzrosła o 30 procent. Występom zawodników towarzyszyło także większe zainteresowanie mediów i sponsorów. Może po prostu trzeba było spaść na samo dno, żeby później wzbudzić ten entuzjazm.

Ipswich Witches to była "polska drużyna", jednak w ostatnim sezonie Polaków zabrakło w składzie.

- Polacy w drużynie to duży wysiłek dla szefów klubu. Są zawodnicy, tacy jak Adam Skórnicki, którzy są bardzo dobrze zorganizowani. On odbiera pieniądze po meczu i na tym nasza rola się kończy. Są też tacy, którzy bardzo polegają na klubach. Takimi byli Jarek Hampel i Krzysiek Słaboń, którzy byli w mojej drużynie w 2003 roku.

Jednak w nowym sezonie w Ipswich na pewno będzie jeździł Robert Miśkowiak. Podpisując z nim kontrakt nie zastanawiałam się dużo, bo jednak mieć w drużynie mistrza Świata juniorów to duża gratka dla kibiców. Poza tym wiele klubów w Anglii zabiegało o niego, więc trzeba było się spieszyć.

Czy jest szansa, by któryś z rzeszowskich żużlowców został zawodnikiem Ipswich?

- Karol Baran zrobił bardzo dobre wrażenie podczas startu w Sixteen Lapper Classic. Ale musiałaby się zmienić mentalność zawodników. Biorąc pod uwagę te sumy, jakie żużlowcy dostają w Polsce, wielu z nich byłoby zszokowanych, jak mało się płaci w Anglii. I nie wydaje mi się, że chciałoby im się podjąć tego wyzwania. Co prawda Adam Skórnicki twierdzi, że jazda w Anglii to przygoda, ale większość mówi, że to nauka i jeśli liga polska to podstawówka, to liga angielska jest żużlowym uniwersytetem. I dlatego, mimo, że pieniądze tam nie są duże, to jednak cała światowa czołówka poza Tonym Rickardssonem, Tomkiem Gollobem i Hampelem cały czas jeździ jeździ w Anglii.

Czy któryś z rzeszowskich żużlowców zwracał się do Pani z prośbą o pomoc w znalezieniu klubu w Anglii?

- Nie. Na pewno chętnie udzieliłabym im pomocy, ale nikt mnie nie o to prosił.

Jakie cele drużyny na przyszły sezon?

- Gdyby został Scott Nicholls to mówiłabym, że chcemy wygrać ligę. Ale z takim składem jaki teraz mamy, chcemy awansować do rundy play off. Każde miejsce wyżej będzie sukcesem. Liczę, że Robert Miśkowiak, jeżdżący na początku sezonu jako rezerwowy, będzie mocnym punktem zespołu. A pozostali? Mam nadzieję, że Louis, Andersen, Jensen i Kim Jansson pojadą co najmniej tak jak w minionym sezonie. A może jeszcze lepiej. Najmniej będziemy wymagać od Daniela Kinga, który ma dopiero 18 lat i na dobrą sprawę powinien jeździć w Premier League [odpowiednik polskiej I ligi - red].